Cienkie ściany w wielkiej płycie. Sąsiedzi słyszą niemal wszystko, nawet w nocy...

Niemal każdy, kto mieszkał w bloku pamiętającym czasy PRL, przyzna, że wielka płyta może mieć swoje zalety. Ale miewa i wady. Czy mieszkając w wielkiej płycie jesteśmy skazani na „dyskomfort akustyczny”?
- Beton na skróty – czyli aspekt techniczny wielkiej płyty
- Niby śmiesznie, ale jednak nie za bardzo
- Stukanie przez ścianę jako forma komunikacji
Beton na skróty – czyli aspekt techniczny wielkiej płyty
Wielka płyta to nie tyle materiał, co filozofia budowania. W Polsce masowo wznoszono ją od lat 60. do lat 90. XX wieku – z prefabrykowanych elementów żelbetowych produkowanych w wytwórniach i składanych na placu budowy niczym klocki. Szybko, tanio, dużo. Osiedle mogło wyrosnąć w kilkanaście miesięcy. Nikt nie pytał o niuanse – plan miał być wykonany, a opóźnienia jedynie symboliczne. Choć z tym akurat bywało różnie.
Abstrahując od kwestii organizacyjnych, spójrzmy na aspekt techniczny. Różne systemy różniły się między sobą – i to znacząco. Wczesny system OWT-67 stosował stropy i ściany nośne międzymieszkaniowe o grubości 14 cm, co nie zapewniało właściwej izolacyjności akustycznej. W późniejszym, popularnym systemie W-70, wewnętrzne ściany nośne miały grubość 15 cm i były wykonane z betonu zbrojnego.
Gorzej wypadały ściany działowe wewnątrz mieszkań: w systemie OWT dominowały cienkie ściany działowe, często o grubości zaledwie 6 cm, wykonywane z cienkich prefabrykatów betonowych lub gipsowych. W systemie W-70 ściany działowe mogły mieć grubość 8–10 cm. Do tego dochodzi problem stropów, które przenosiły dźwięki uderzeniowe na całą klatkę.
Niby śmiesznie, ale jednak nie za bardzo
„Alternatywy 4” Stanisława Barei utrwaliły mit cienkich ścian jako źródła komedii sąsiedzkiej. Tyle że PRL-owskie normy budowlane to jednak nic zabawnego.
Polskie normy wymagają w budownictwie mieszkaniowym izolacyjności ścian na poziomie R'A1 ≥ 50 dB (chodzi konkretnie o ściany między lokalami mieszkalnymi) – w praktyce ściany wielkiej płyty osiągają izolacyjność wyraźnie poniżej tej wartości. Różnica kilku decybeli to nie statystyka, to różnica między snem a bezsennością.
Czy można coś zrobić? Tak – i nie. Dodatkowe okładziny gipsowo-kartonowe z wełną mineralną, izolacje podłóg, wymiana okien. Koszt w przeliczeniu na mieszkanie: od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych, z których większość musi wyłożyć lokator, nie spółdzielnia. Dodatkowy minus to utrata powierzchni – a w bloku każdy centymetr kwadratowy bywa na wagę złota.

Stukanie przez ścianę jako forma komunikacji
Zofia i Leszek mieszkają na czwartym piętrze wieżowca na jednym z warszawskich osiedli z lat 70. od trzydziestu czterech lat. „Znam rozkład dnia sąsiadów lepiej niż własny” – mówi pan Leszek i wcale nie jest mu do śmiechu. Oboje zwracają uwagę, że w ich klatce powstał specjalny system komunikacyjny. Na przykład: trzy uderzenia w ścianę oznaczają prośbę o ciszę. Sąsiedzi odpowiadają jednym.
„To nie jest kwestia grubości betonu, to kwestia granicy między naszym życiem a cudzym” – przyznaje pani Zofia. – „I tej granicy tutaj po prostu nie ma”. Małżonkowie myśleli o wyprowadzce z Warszawy na obrzeża. Może do Józefowa, może do Piaseczna albo na jakieś spokojne nowe osiedle. Ich syn zamieszkał w bloku, który jeszcze pachnie nowością. „I się okazało, że to nowe budownictwo nie jest automatyczną odpowiedzią na problemy z hałasem” – mówi pan Leszek.
Deweloperzy budują szybko i ekonomicznie. Choć normy są dziś wyższe, z ich egzekwowaniem są problemy. Inwestorzy często skarżą się na izolacyjność akustyczną w nowych blokach. Zmienił się beton, zmieniła technologia. Filozofia została ta sama.