Mieszkałam w wielkiej płycie kilka lat. Najgorsze zaczęło się po czasie

Przeprowadzka do bloków miała być obietnicą lepszego i bardziej wygodnego życia. Dziś mieszkanie w wielkiej płycie to ciągłe problemy. Są dobre strony, ale mam dość hałasu, wahań temperatury i ciągłych awarii instalacji.
- Obietnica lepszego życia
- Nie ma ciszy w bloku
- Zimą zimno, latem gorąco
- Częste awarie i niepotrzebny stres
- Jesteśmy skazani na wielką płytę?
Obietnica lepszego życia
Pamiętam jak byłam dzieckiem i mieszkałam w kamienicy. Czasami odwiedzaliśmy kolegów i rodzinę w blokach. Mieszkania w wielkiej płycie wydawały się małe, ale były zawsze takie schludne, ciepłe i wygodne. Poza tym na osiedlu toczyło się życie towarzyskie na wielką skalę. Dlatego przeprowadzkę do wielkiej płyty przyjęłam z entuzjazmem. Po raz pierwszy od lat nie trzeba było się wspinać po wielkich schodach na drugie czy trzecie piętro – winda dowoziła cię na miejsce. Widok z okna na zielone tereny, z drugiej strony panorama miasta. Trudno się nie zachwycić. Potem zaczęły się problemy.
Nie ma ciszy w bloku
Czy ktoś pamięta piosenkę zespołu Deuter „Nie ma ciszy w bloku”? To pierwsze co zauważasz przenosząc się z kamienicy do wielkiej płyty. Nawet próby wyciszenia ścian w ramach prywatnych remontów niewiele dały. Docieplenie ścian zewnętrznych styropianem też nie pomogło. Słyszysz kłótnię sąsiadów za ścianą, wiesz czego słucha gość z siódmego piętra w bloku naprzeciwko, nie ujdzie twojej uwadze również remont w sąsiednim pionie.
Oprócz cienkich ścian problemem są okna. Stare bloki w wielkiej płycie często mają wypaczone lub krzywo obudowane otwory okienne. Dodatkowo prawie nikogo z mieszkańców nie stać na wielowarstwowe okna ze szczelnym zamknięciem. Nawet po wstawieniu nowych okien wszyscy cierpimy tak samo – hałasy z zewnątrz, nawet zapachy, które okno powinno tłumić, docierają do każdego zakamarka mieszkania.
Jeżeli w domu robi się za głośno a mam trochę czasu, planuję na ten czas zakupy albo idę na spacer. Niestety nie zawsze się da. Zwłaszcza gdy ktoś pracuje w domu albo jest chory. To ostatnie jest chyba było najgorsze – grypa, 39 stopni, ledwie oddychasz, a za ścianą borowanie, ktoś na balkonie pali papierosa, przez zamknięte okno leje się żar albo wieje zimny wiatr. I zdrowiej tu człowieku!
Zimą zimno, latem gorąco
Kiedy pierwszy raz przeniosłam się do bloków zauważyłam jak bardzo odczuwa się tu letnie upały. Zwłaszcza na wyższych piętrach. W ciągu swojej przygody z wielką płytą mieszkałam na 9 i na 7 piętrze. Niektóre małe mieszkania mają dodatkowo okna tylko na jednej ścianie. Bez otwarcia drzwi wejściowych trudno je przewietrzyć. Z drugiej strony otwieranie drzwi nie zawsze jest bezpieczne. Ja na szczęście miałam uczciwych sąsiadów. Tylko kota trzeba było pilnować.
Za to znalazłam rozwiązanie dla efektu „szklarni” - przyciemniłam szyby. Najlepiej byłoby od razu zaopatrzyć się w rolety odbijające promienie słoneczne. Ja miałam pod ręką koce termiczne, bo to szybciej i taniej – też dają radę. Problem w tym, że za błędy projektantów mieszkańcy płacą z własnej kieszeni.
Kiedy wreszcie mija lato i dni robią się chłodniejsze w bloku zaczyna być zimno. To prawda, że możemy liczyć na miejskie ogrzewanie – tu mamy wyższość nad wieloma mieszkańcami starych kamienic. Niestety nawet w docieplonych ścianach musiały być dziury lub mostki cieplne innego rodzaju. Tak czy inaczej nawet zamknięcie szczelnego okna nie chroni całkowicie przed wiatrem. Dodatkowo powoduje duchotę, mój blok jak wiele peerelowskich domów z wielkiej płyty, nie ma porządnej wentylacji. Niby nowoczesna, miejska architektura, a czujesz się wystawiony na działanie żywiołów.
Częste awarie i niepotrzebny stres
Stare bloki mają bardzo różną jakość instalacji. Mój niestety nie był pod tym względem najlepszy. Zawsze był jakiś problem z wyłączającymi bezpiecznikami, przedwcześnie przepalonymi żarówkami i zatkanymi rurami odpływowymi.
Dla mnie największym rozczarowaniem była łazienka. Nie dość, że zlew ciągle się zatyka (mimo czyszczenia, sitka i „kreta”), to od czasu do czasu z rur dochodzi bardzo nieprzyjemny zapach. Hydraulicy załamują ręce, bo niewiele mogą zrobić. To jest problem niektórych bloków. Niestety w czasach kiedy je budowano jakość wykonania zależała od tego jaka ekipa przypadała na jaki blok, a budowano je szybko i masowo.
W końcu zaczęto nam wymieniać instalacje, przynajmniej te, do których ekipy mają dostęp. To dobrze, ale mamy dodatkowy stres. Czy tego chcemy czy nie na klatce trwa wieczny remont. Mamy hałas od rana do późnego popołudnia, gruz, który wnosi się do mieszkania i inne przyjemności. Przynajmniej jest nadzieja, że instalacja elektryczna będzie bezpieczniejsza i mniej zawodna.
Jesteśmy skazani na wielką płytę?
Zaczynam poważnie myśleć o przeprowadzce, ale problem zostanie. Możemy się przenieść do nowocześniejszych bloków, a jeżeli nas stać, to nawet domku na obrzeżach miasta. Jako społeczeństwo będziemy mieć jednak kłopoty jeszcze przez wiele lat. Bloki z wielkiej płyty, mimo wad, okazały się trwałe. Nikogo nie stać na wyburzenie całych dzielnic zbudowanych w latach 70 i 80 XX wieku. Poza tym wielu mieszkańców bloków nie stać na przeprowadzkę. Dopóki sytuacja nas nie zmusi – czytaj wielka płyta nie zacznie się naprawdę walić – będziemy musieli sobie radzić z hałasem, wahaniami temperatury i instalacjami psującymi się kilka razy do roku. Do tego dochodzi zagęszczanie przestrzeni, przez budowanie nowych bloków w miejscach dawniej przeznaczonych na tereny zielone. Główna zaleta starych osiedli – dużo parków, placów zabaw i bliskość sklepów, jest nam powoli odbierana.
Jest też trochę nadziei. Młodzi architekci coraz częściej próbują przemyśleć wielką płytę na nowo. Ponieważ państwa nie stać na zburzenie starych bloków, można je kreatywnie poprawić. W niektórych przypadkach konstrukcja pozwala zdjąć ściany zewnętrzne i zamontować mocniejsze oraz lepiej wyglądające. Przeglądając internet mam nadzieję, że niektóre projekty zostaną zrealizowane. Na przykład nadbudowa na starym bloku, dzięki czemu powstaje przestrzeń wspólna dla mieszkańców. Na razie jednak konieczne są podstawowe remonty. Nie wystarczy ocieplenie – często robione tanim kosztem niewiele daje. Nie da się bez pogrubienia lub wymiany ścian zewnętrznych. Konieczna jest też wymiana starych instalacji. Czy będziemy mieszkać w starych blokach z wielkiej płyty za 20 lat? Jeżeli będę miała okazję, to się wyprowadzę. Mimo wszystko życzę wszystkim, żebyśmy przynajmniej mogli sobie pozwolić na upgrade bloków do jakiegoś znośnego poziomu.
