Wyburzają, zanim ktoś zdąży zareagować. Tak deweloperzy "załatwiają" warszawskie kamienice

Od kilkunastu lat z krajobrazu stolicy znikają stare domy, pamiętające przedwojenną historię miasta. Sytuacje, w których legalność rozbiórki stoi pod znakiem zapytania powodują największy sprzeciw. Jedno wyburzenie groziło nawet wykreśleniem Starówki z listy światowego dziedzictwa UNESCO.
- Wyburzanie się opłaca?
- Budynki zniszczone w obecności konserwatora
- Inwestor wyburzył a miał rozebrać
- Bulwersująca decyzja, która zagroziła statusowi Starówki
- Nowe przepisy nadzieją na lepszy los zabytków?
Wyburzanie się opłaca?
Każdy kto pamięta Warszawę sprzed 15-20 lat, wie jak bardzo od tamtego czasu zmienił się krajobraz. Miejsce kilkupiętrowych kamienic zajmują coraz częściej wysokościowce, nowoczesne pawilony handlowe lub ronda, zagęszczone osiedla i poszerzone ulice.
Trudno całkiem uniknąć zmian. Każde żyjące miasto jest przebudowywane zgodnie z aktualnymi trendami w urbanistyce i architekturze. Warszawa też wiele razy przechodziła modernizację. Problem w tym, że niektóre zabytkowe budynki zostały wyburzone na wpół legalnie lub po prostu niezgodnie z prawem. Inne poszły pod młot pomimo sprzeciwu mieszkańców, nawet jeżeli konserwator wyraził na to zgodę.
Główną motywacją jest możliwość wykorzystania coraz droższych i trudniej dostępnych działek w stolicy. Posiadanie nieruchomości w dobrym punkcie może generować ogromne zyski. Z drugiej strony zaniedbana, stara kamienica zwykle generuje koszty. Dlatego miasto decyduje się na sprzedaż ziemi i znajdujących się na niej zabytków prywatnym inwestorom. W tej sytuacji bardziej opłaca się zburzyć budynek, a dopiero potem próbować wyjaśnić sytuację prawną. Praktyka pokazuje niestety, że wiele takich nielegalnych rozbiórek uchodzi inwestorom na sucho.
Budynki zniszczone w obecności konserwatora
Kamienicę Abrama Włodawera z 1878 roku, znajdującą się przy ul. Łuckiej 8, wyburzono na przełomie 2024 i 2025 roku. Wcześniej cofnięty został status zabytku i deweloper od razu przystąpił do rozbiórki. W tym czasie toczył się jednak proces przed konserwatorem o uznanie za zabytek murów wokół kamienicy. Na miejscu byli też konserwatorzy, próbujący powstrzymać zniszczenie budynku. Prace wyburzeniowe były – zgodnie ze stwierdzeniem burmistrza Woli - nielegalne. Ostatecznie nie udało się powstrzymać inwestora. Kamienica legła w gruzach, a na jej miejscu przewidywany jest wieżowiec o wysokości do 95 metrów.
Przykład Łuckiej nie jest jednoznaczny. Kamienica nie była remontowana i w momencie wyburzania mogła stwarzać zagrożenie. Mimo to mieszkańcy, radni, lokalny samorząd i konserwatorzy starali się ją uratować przed całkowitym wymazaniem z mapy miasta.
Burzenie, nawet w obecności konserwatora i policji (teoretycznie mającej powstrzymać proces), udaje się zadziwiająco często. Już w 2009 roku Warszawiaków zszokowały praktyki dewelopera Budrem z Ostrowa Wielkopolskiego. Unikatowa XIX-wieczna Parowozownia, znajdująca się przy ulicy Wileńskiej, została wyburzona pomimo pojawienia się na placu budowy konserwatorek (wojewódzkiej i stołecznej). Urzędniczki chciały powstrzymać dewelopera. Miały gotową decyzję o zaprzestaniu prac i wpisie budynku do rejestru zabytków. Fizycznie jednak nic nie wskórały. Nie pomogły też próby zatrzymania sprzętu wyburzeniowego przez mieszkańców, ani obecność policji.
Firma mogła czuć się całkowicie bezkarnie, nawet po zgłoszeniu sprawy do sądu. Postępowanie o wyburzenie parowozowni zostało umorzone trzy lata później.
Inwestor wyburzył a miał rozebrać
Podobnie zlekceważył zalecenia konserwatora inny inwestor – firma Millberry. Tu sytuacja była nieco inna. Budynek pozostawał zarejestrowany jako zabytek, ale konserwator wydał zgodę na jego ostrożną rozbiórkę. Wszystko pod jednym warunkiem – ma być rozebrany ręcznie, a materiał zabezpieczony.
W tym przypadku chodziło o zachowanie charakterystycznej, zabytkowej cegły z Zakładów Ceramicznych Granzowa, którą można było później złożyć w innym miejscu lub wkomponować w nową koncepcję architektoniczną.
Zamiast podporządkować się zaleceniom inwestor wyburzył budynek przy pomocy ciężkiego sprzętu. Następnie stwierdził, że nie udało się zabezpieczyć więcej niż 10% oryginalnego budulca i wystąpił o wyrejestrowanie zabytku. Tu również nie wyciągnięto konsekwencji prawnych.

Bulwersująca decyzja, która zagroziła statusowi Starówki
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych przykładów niszczenia miejskiego krajobrazu była sprawa rozbiórki budynku przy ul. Podwale 1. Tym razem konserwator wydał zezwolenie, co nie zmieniło oburzenia mieszkańców i reakcji międzynarodowej.
Budynek pochodził z lat 80-tych, ale był zaprojektowany w klasycyzującym stylu i dobrze wpisywał się w krajobraz Starego Miasta. W tym miejscu po częściowej rozbiórce powstał biurowiec, niezbyt udolnie nawiązujący do historycznego wyglądu innych budynków. Sprawa była na tyle poważna, a wpływ na krajobraz tak drastyczny, że groziło wykreśleniem Starego Miasta z listy światowego dziedzictwa UNESCO.
Nowe przepisy nadzieją na lepszy los zabytków?
W 2026 roku wejdą w życie nowe przepisy o planowaniu zagospodarowania przestrzennego. Pytanie, czy ich wprowadzenie może w jakikolwiek sposób poprawić (lub pogorszyć) sytuację zabytków.
W ramach zmian w planowaniu przestrzennym pojawiły się też zapisy dotyczące zabytków oraz zieleni wokół nich. Nie wchodząc w szczegóły zmiany w tej kwestii są jednak raczej kosmetyczne. Chodzi o doprecyzowanie przepisów np. od 03.06.2026 r. do wniosku o pozwolenie na budowę lub zgłoszenia można będzie dołączyć jeden z dwóch dokumentów:
- pozwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków,
- zaświadczenie wojewódzkiego konserwatora zabytków o dokonaniu zgłoszenia, jeżeli konserwator nie wyraził wobec niego sprzeciwu.
Ułatwienie procedur raczej ma usprawnić prowadzenie inwestycji na terenie objętym ochroną. To nie musi oznaczać gorszej ochrony, ale na pewno nie będzie znaczącą zmianą na lepsze. Na rewolucję pod tym względem raczej nie możemy liczyć. Pozostają dotychczasowe metody społecznego nacisku i proceduralne.