Sąsiedzi położyli podobne dachówki w tym samym czasie. Po kilku latach jeden dach zrobił się zielony

Dwa domy mogą stać przy tej samej ulicy, mieć dachy wykonane w podobnym czasie i mimo to po kilku latach wyglądać zupełnie inaczej. Na jednym dachówki pozostają niemal czyste, a na drugim pojawiają się zielone naloty, mech i porosty. Nie musi to oznaczać gorszej jakości pokrycia. O tempie zarastania decyduje przede wszystkim to, jak długo powierzchnia pozostaje wilgotna, ile dociera do niej słońca, jak szybko odpływa z niej woda i jakie zanieczyszczenia osiadają na dachu. Znaczenie mają też rodzaj dachówki, otoczenie domu, spadek połaci oraz jej wentylacja.
- Nie każda dachówka daje mchom takie same warunki
- Północ, las i mały spadek – połączenie, które sprzyja zielonemu nalotowi
- Wentylacja połaci ma znaczenie, ale nie zastąpi słońca
- Impregnować czy myć? Najpierw trzeba usunąć przyczynę
Nie każda dachówka daje mchom takie same warunki
Mech może pojawić się na różnych pokryciach, ale nie każda powierzchnia sprzyja mu w takim samym stopniu. Naturalna dachówka ceramiczna ma bardziej porowatą strukturę niż dachówka angobowana lub glazurowana, dlatego łatwiej zatrzymują się na niej drobiny kurzu, pyłki i wilgoć. Gładkie wykończenie ogranicza możliwość przyczepiania się nalotu i ułatwia spłukiwanie części zabrudzeń podczas deszczu. Nie oznacza to jednak, że dachówka glazurowana nigdy nie porośnie mchem. Jeśli połać przez dużą część dnia znajduje się w cieniu i długo pozostaje mokra, nalot biologiczny może z czasem pojawić się również na bardzo gładkim materiale. Różnica dotyczy więc przede wszystkim podatności powierzchni na osadzanie zabrudzeń i późniejszej łatwości czyszczenia.
Podobnie jest z dachówką betonową. Jej powierzchnia jest zabezpieczana fabrycznymi powłokami, ale wraz z upływem lat może się zużywać, matowieć i łatwiej przyjmować zabrudzenia. Liczy się zatem nie tylko rodzaj materiału, lecz również stan jego warstwy wierzchniej. Porastanie pokrycia jest rezultatem współdziałania wielu czynników: wilgoci, zacienienia, lokalizacji budynku, rodzaju powierzchni oraz konstrukcji dachu. Dwie połacie wykonane z tego samego modelu dachówki mogą więc starzeć się zupełnie inaczej, jeśli jedna jest intensywnie nasłoneczniona, a druga schowana pod koronami drzew.
Północ, las i mały spadek – połączenie, które sprzyja zielonemu nalotowi
Najlepsze warunki dla mchu tworzy połączenie niewielkiej ilości słońca, wysokiej wilgotności i osadzających się zanieczyszczeń organicznych. Dlatego zielony nalot bardzo często zaczyna się od północnej strony dachu, za kominem, przy lukarnie albo w miejscu osłoniętym wysokimi drzewami. Po deszczu lub nocnej rosie taka powierzchnia schnie wolniej niż połać południowa. Jeśli dom stoi przy lesie, dużym ogrodzie, łące czy zbiorniku wodnym, na pokrycie trafia też więcej pyłków, liści i drobin niesionych przez wiatr. Zanieczyszczenia zatrzymują kolejne porcje wilgoci, a to tworzy środowisko sprzyjające rozwojowi mchów, glonów i porostów. Czasem wystarczy jedno wysokie drzewo, aby dwa sąsiednie dachy po kilku sezonach wyglądały zupełnie inaczej.
Znaczenie ma również geometria połaci. W koszach, przy załamaniach i w miejscach o słabszym przewiewie łatwiej gromadzą się liście oraz brud. Ważny jest też kąt nachylenia dachu. Przy większym spadku woda szybciej odpływa, a opady sprawniej usuwają luźne zanieczyszczenia. Na dachu o niewielkim nachyleniu powierzchnia może schnąć wolniej, szczególnie jeśli dachówka jest chropowata i znajduje się w cieniu. Sam niski kąt nie powoduje jednak pojawienia się mchu. Staje się problemem dopiero wtedy, gdy towarzyszą mu inne sprzyjające czynniki. Dlatego dach o małym spadku na otwartej, słonecznej działce może pozostać czystszy niż stromy dach stojący przez większość dnia pod drzewami.

Wentylacja połaci ma znaczenie, ale nie zastąpi słońca
Prawidłowo wykonana wentylacja dachu umożliwia przepływ powietrza pod pokryciem, najczęściej od okapu w stronę kalenicy. Jej podstawowym zadaniem jest odprowadzanie wilgoci z warstw dachowych i osuszanie przestrzeni znajdującej się pod dachówkami. Ma to znaczenie dla membrany, łat, kontrłat oraz drewnianej konstrukcji. Jeżeli wloty lub wyloty powietrza są niedrożne albo szczelina wentylacyjna została wykonana nieprawidłowo, wilgoć może dłużej pozostawać w obrębie dachu. Zwiększa to ryzyko zawilgocenia drewna i innych elementów konstrukcyjnych. Z tego względu stan wentylacji warto sprawdzić szczególnie wtedy, gdy oprócz mchu pojawiają się także oznaki wilgoci na poddaszu lub problemy z warstwami pod pokryciem.
Nie należy jednak przypisywać wentylacji pod dachówkami większej roli, niż rzeczywiście pełni. Przepływ powietrza w szczelinie nie sprawi, że zacieniona północna powierzchnia w sąsiedztwie lasu będzie wysychała tak szybko, jak dach wystawiony na słońce. O zielenieniu zewnętrznej strony nadal decyduje przede wszystkim mikroklimat samej powierzchni. Jeżeli mech pojawia się wyłącznie po jednej, stale zacienionej stronie, a konstrukcja pozostaje sucha, przyczyną może być po prostu orientacja połaci i otoczenie domu. Gdy jednak zielony nalot występuje razem z utrzymującą się wilgocią w warstwach dachu, kontrola drożności przestrzeni wentylacyjnej powinna znaleźć się na liście prac serwisowych.
Impregnować czy myć? Najpierw trzeba usunąć przyczynę
Impregnacja może ograniczyć nasiąkliwość powierzchni i utrudnić ponowne osadzanie się nalotów, ale nie tworzy trwałej bariery przeciwko mchom. Jej efekt zależy od rodzaju pokrycia, stanu dachówki, zastosowanego preparatu i warunków wokół domu. Na starszej, porowatej powierzchni dobrze dobrany impregnat może być uzasadniony po dokładnym oczyszczeniu. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku dachówek angobowanych, glazurowanych lub pokrytych fabryczną warstwą ochronną. Przed zastosowaniem dodatkowego środka trzeba sprawdzić zalecenia producenta, ponieważ preparat może być zbędny albo nieprzeznaczony do danej powierzchni. Nawet poprawnie wykonana impregnacja nie rozwiąże problemu na stałe, jeśli połać nadal pozostaje stale zacieniona i mokra.
Czyszczenie ma sens, gdy mech tworzy grubszą warstwę, zatrzymuje wodę, wchodzi w okolice zakładów dachówek, gromadzi się w koszach albo jego fragmenty zatykają rynny. Samo istnienie kilku zielonych plam nie oznacza jeszcze awarii dachu, jednak pozostawiony przez lata nalot może wydłużać czas zawilgocenia pokrycia. Metodę czyszczenia trzeba dostosować do materiału i jego kondycji. Zbyt mocny strumień myjki może uszkodzić zużytą powierzchnię, a woda kierowana pod dachówki może dostać się pod pokrycie. Po umyciu warto oczyścić rynny i kosze, przyciąć gałęzie ograniczające dostęp słońca oraz sprawdzić stan wentylacji. W przeciwnym razie czysty dach może być tylko krótką przerwą przed kolejną zieloną warstwą.