Rynek korepetycji jest warty miliardy. To cicha prywatyzacja edukacji

Anna płaci blisko 800 złotych miesięcznie za korepetycje dla swojej córki. Kamila, matka trójki dzieci z miasteczka na Podkarpaciu, nie może sobie na nie pozwolić. Między ich dziećmi coraz większa przepaść – i nie chodzi tylko o oceny.
- Bum na zajęcia dodatkowe
- Ile kosztuje wyrównanie szans?
- Nierówności nie do przeskoczenia
- Pieniądze na korepetycje to priorytet. Znak czasów?
- System, który pogłębia różnice
Bum na zajęcia dodatkowe
Gdy szesnastoletnia Zuza wraca ze szkoły, jej dzień dopiero się zaczyna. W środy o 16:00 matematyka, o 18:00 angielski przez Zoom, w czwartki jeszcze chemia. Tuż przed weekendem (na szczęście tylko co drugi tydzień) lekcje polskiego – bo inaczej nigdy nie nauczyłaby się pisać rozprawek. Internetowy kurs rysunku to już deser. W skali miesiąca pozaszkolne zajęcia dziewczyny to około osiemset złotych z rodzinnego budżetu. Ojciec Zuzy pracuje w Norwegii, matka ma niezłą pracę. „Na początku myślałam, że korepetycje to przejaw snobizmu albo konieczność wynikająca z naprawdę słabych ocen. Zuza nigdy nie była uczennicą słabą. Taką czwórkowo-piątkową. Ale jak zobaczyłam, że w jej klasie w technikum praktycznie wszyscy chodzą na korki, zmieniłam zdanie”.
Z najnowszych danych wynika, że korepetycje pobiera obecnie od 30 do nawet 53 procent polskich uczniów, w zależności od etapu edukacji. W szkołach średnich korepetycje to już niemal standard – korzysta z nich ponad połowa młodzieży. Polski rynek zajęć dodatkowych szacowany był w roku szkolnym 2020/21 na 7,5 miliarda złotych rocznie, a liczba rośnie w tempie 10-15 % każdego roku.
Ile kosztuje wyrównanie szans?
Pomówmy jeszcze o liczbach. Średnia cena godziny korepetycji w Polsce wynosi obecnie 77 złotych. W Warszawie, Krakowie czy Szczecinie rodzice płacą nawet 80-100 złotych za godzinę, w Olsztynie czy Rzeszowie – około 60 złotych. Jeszcze parę lat temu szacowano, że rodzice wydają przeciętnie 293 złote na korepetycje dla jednego dziecka. Może być o wiele więcej, jak w przypadku pani Anny płacącej za zajęcia Zuzy.
Najpopularniejsze przedmioty to matematyka (25 % wszystkich korepetycji) i język angielski (25 %). Daleko w tyle plasują się chemia, fizyka czy język niemiecki. To nie przypadek, że akurat te przedmioty dominują. „W przepełnionej klasie trudno o indywidualne podejście. Albo rozumiesz, albo nie. Szkoła rzadko ma czas poczekać na tych, którzy potrzebują więcej czasu” – mówi nam matka Zuzy.
Nierówności nie do przeskoczenia
Problem w tym, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na to wyrównanie szans. Statystyki są bezlitosne: z dodatkowych zajęć korzysta 92 procent rodziców z wyższym wykształceniem, ale tylko 43 procent tych z wykształceniem podstawowym. W miastach – 82 procent rodzin, na wsiach – zaledwie 59 procent.
Kamila, mieszkanka 20-tysięcznego miasta w województwie podkarpackim, ma trójkę dzieci. „Nie stać mnie na korepetycje” – mówi wprost. Jej najstarszy syn, ósmoklasista, uczy się sam. „Próbuję mu pomóc, ale sama czasami czuję się bezsilna. Synowie potrzebują lekcji z matematyki, polskiego, starszy z fizyki. Córka sobie radzi, ale chciałaby chodzić na muzykę, bo ma talent”.
Fundacja im. Stefana Batorego już w 2019 roku ostrzegała przed „ukrytą prywatyzacją edukacji”. Z danych CBOS wynika, że dzieci z rodzin, w których oboje rodzice mają wyższe wykształcenie i stabilną sytuację materialną, mają zupełnie inne doświadczenie szkolne niż uczniowie z rodzin uboższych. Niepozorne czynniki – spokojne miejsce do nauki, komputer, Internet, czas rodziców, a przede wszystkim pieniądze na korepetycje – decydują o tym, kto osiągnie sukces.
Pieniądze na korepetycje to priorytet. Znak czasów?
Eksplozja na rynku korepetycji nie wzięła się znikąd. Katalizatorem była pandemia – w roku szkolnym 2021/2022 co czwarty uczeń, a w 2023 roku już 35 % uczniów korzystało z płatnych zajęć dodatkowych. Dwie trzecie rodziców przyznało, że wydaje na nie więcej niż przed COVID-19. Zdalna nauka obnażyła braki systemu: przepełnione klasy (średnio 25-30 uczniów), przeładowany program, brak czasu na indywidualizację. W przypadku korepetycji z matematyki wyjaśnieniem zwiększonego zainteresowania jest matura z tego przedmiotu, stosunkowo od niedawna obowiązkowa, dla wielu uczniów będąca źródłem stresu.
Ale to nie tylko pandemia. Reforma edukacji z 2017 roku, która zlikwidowała gimnazja, spowodowała chaos programowy. Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer wskazywała w Sejmie, że rekord korepetycji przypadł właśnie na lata 2018/2019.

System, który pogłębia różnice
„Korepetycje weszły do koszyka podstawowych potrzeb” – zauważa Aneta Korycińska, znana z Internetu jako „Baba od polskiego”. Mówi (a jej słowa przytacza Strefa Edukacji): „[korepetycje] Są czymś tak oczywistym, jak opłacenie prądu czy wykupienie obiadu w szkole. Co ciekawe, często nie chodzi nawet o przerobienie materiału, lecz o poświęcenie uwagi, ćwiczenie uważności, podawanie wiedzy w innej formie niż w szkole”.
Problem w tym, że ten „koszyk podstawowych potrzeb” jest dostępny tylko dla części społeczeństwa. W efekcie szkoła – która teoretycznie ma wyrównywać szanse – staje się miejscem, gdzie różnice się pogłębiają. Dzieci z zamożnych rodzin dostają dodatkowe wsparcie, reszta musi radzić sobie sama.
Ministerstwo Edukacji Narodowej nie monitoruje systemowo rynku korepetycji – większość działa w szarej strefie, bez odprowadzania podatków czy rejestracji działalności. Ale skala zjawiska jest na tyle duża, że trudno ją ignorować. W roku szkolnym 2024/2025 w Polsce uczy się 5,3 miliona dzieci i młodzieży. Jeśli nawet jedna trzecia z nich korzysta z korepetycji, mówimy o prawie dwóch milionach uczniów, których rodzice płacą za coś, co powinno być zapewnione w szkole. Szkoły językowe rozszerzają swoje oferty – tam, gdzie dotąd były tylko języki obce (czasem wybierane w ramach hobby), dziś są lekcje z matematyki (bo ludzie dzwonili, pytali, potrzebowali). „Najpierw wprowadziliśmy polski dla cudzoziemców, ale zamiast nich przyszli uczniowie ósmych klas i maturzyści. Kiedyś takiego zainteresowania polskim nie było, dzisiaj trzeba nadrabiać materiał z kilku lat w ciągu semestru. Ci sami pytali o matematykę. Mamy dzieciaki, które chodzą do nas na angielski, polski, matematykę” – mówi Agnieszka, pracująca w szkole językowej we Wrześni.
Anna, mama Zuzy, zdaje sobie sprawę z tej nierówności. „Moja córka ma szczęście, że możemy sobie pozwolić na korepetycje. Ale wiem, że inni nastolatkowie takiego szczęścia nie mają. I to nie jest fair. Skoro wszyscy płacimy podatki na edukację, dlaczego musimy dodatkowo dokładać setki złotych miesięcznie?”.
Pytanie pozostaje bez odpowiedzi.