Ledwie ruszył system kaucyjny, a już są oszustwa. Tak obchodzą zabezpieczenia

Po co próbować się dostosować do nowych zasad recyklingu, jeżeli można zarobić na butelce bezkaucyjnej… złotówkę lub pięćdziesiąt groszy? Z takiego założenia wychodzą najwyraźniej niektórzy klienci. Czy to wrodzona przekora Polaków, a może system nie został dobrze przemyślany?
- Można zarobić najwyżej parę złotych – to nie zraża oszustów
- System jest dziurawy a ludzie korzystają
- Kto płaci za zwrot niewłaściwych opakowań?
- A może Polacy nie lubią ekologii?
Można zarobić najwyżej parę złotych – to nie zraża oszustów
W sklepach pojawiły się automaty umożliwiające zwrot butelek i puszek. Program zakłada, że będziemy zwracać opakowania, które zostały objęte specjalnym systemem recyklingowym. Niektórzy uznali jednak, że można z tego wyciągnąć parę dodatkowych złotych. Pojawiają się podrabiane etykiety, jest też kilka pomysłów na to jak oddać butelkę, która nie jest objęta kaucją. Niektórzy próbują nawet oszukiwać pracowników i oddawać niewłaściwe opakowania przy kasach.
Jednak żeby naprawdę „zarobić” na takich oszustwach trzeba by przynieść sporo opakowań. Z drugiej strony im więcej, tym większe ryzyko, że oszustwo zostanie wykryte. Dlatego jest to raczej sposób na zyskanie dodatkowych paru złotych na piwo niż realne podreperowanie budżetu. Warto jednak pamiętać, że oszustwo – choć na niewielka kwotę - jest przestępstwem. Niewielki zysk może być słono opłacona.
Skąd bierze się taki pęd do oszukiwania systemu? Czy to zwykła polska przekora lub desperacja? A może możliwość oszukiwania w automatach i przy kasie wynika z braku przemyślenia samego systemu kaucyjnego?
System jest dziurawy a ludzie korzystają
Za tego typu oszustwo kodeks karny przewiduje karę nawet kilku lat pozbawienia wolności. Jednak wina za oszustwa leży częściowo po stronie projektantów nowego systemu.
Głównym problemem są same automaty. Krajowy System Kaucyjny udostępnia automaty do zwrotów, ale sklepy sieciowe mają swoje rozwiązania. Jeżeli w niektórych sklepach automat nie waży, ani nie sprawdza kształtu oddawanych opakowań, to oszust ma większe możliwości ich przemycenia butelek, za które nie płaci kaucji. Niektórzy na przykład oddają niewłaściwe opakowania, skanując wielokrotnie jedno z właściwą etykietą, a wrzucając resztę. Innym sposobem na wyciśnięcie paru złotych z automatu jest po prostu podrobienie etykiety.
Zyski na tych oszustwach są niewielkie a konsekwencje poważne. Mimo to dziurawy system i oszczędności niektórych sklepów przez instalowanie automatów gorszej jakości otwierają furtkę dla oszustów. Takie działania są kradzieżą. Jedna osoba zyska niewiele, ale kolejni oszuści kumulują straty sklepu.
Kto płaci za zwrot niewłaściwych opakowań?
Przede wszystkim sklepy, w których to się wydarzyło. To co zaoszczędzono na tańszych automatach czy zastąpieniu ich pudełkami do segregacji mnoży się z powrotem po przeliczeniu pieniędzy zabranych z kasy.
Nie wszystkie firmy podeszły do problemu jednakowo. Niektóre od razu zaopatrzyły się w automaty ze skanem wewnętrznym. Dzięki temu opakowanie z właściwą etykietą nie może być sprawdzone dopóki nie jest wrzucone do maszyny. Mówiąc inaczej – nikt nie zeskanuje kilka razy tej samej etykiety i nie podrzuci za nią innych butelek. Jedynym wyjściem dla oszustów w tym przypadku jest wrzucenie opakowania z dobrze podrobioną etykietą.
Inne sklepy radzą sobie na różne sposoby. Standardem powinno być np. ważenie opakowania lub sprawdzanie jego kształtu. Dzięki temu wyklucza się przynajmniej najbardziej rażące oszustwa, a klient ma poczucie, że jego działania są w jakiś sposób kontrolowane. Połączenie kilku rodzajów zabezpieczeń mogłoby wyeliminować większość takich sytuacji. Tym bardziej, że zarobek dla takiego „kombinatora” nie jest duży i bardziej skomplikowane oszustwo po prostu by się nie opłacało. W praktyce jednak automaty - również te oficjalne - mają ograniczone możliwości. Poza tym nie wszystkie sklepy zdążyły się dostosować. Jedni właściciele nie chcą wydawać na to zbyt wielu pieniędzy, innych zwyczajnie nie stać. Stąd m. in. kartony zamiast automatów i segregacja ręczna.

A może Polacy nie lubią ekologii?
Dużą winę za możliwe oszustwa ponosi wadliwy system i oczywiście bezpośredni sprawcy. Jednak warto zastanowić się nad motywacją. Pieniądze uzyskane z oszustw zwykle nie sięgają nawet minimalnej stawki godzinowej. Co może w takim razie motywować do oszukiwania systemu? Część Polaków szczerze nie lubi nowoczesnych rozwiązań ekologicznych. Niektóre popularne inicjatywy wydają się oderwane od polskich realiów i mało skuteczne w prawdziwej ochronie przyrody. Klasycznym przykładem są zakrętki, które trudno oderwać od butelki. Stąd chęć żeby sprzeciwić się przepisom, przy okazji zyskując parę złotych.
Inna sprawa, której nie przewidziały osoby odpowiedzialne za wdrożenie systemu kaucyjnego, to polska bieda. O ile dla niektórych oszustwo może być zabawą albo manifestacją poglądów, dla innych jest źródłem dodatkowych (niewielkich) dochodów. Jeżeli komuś nie wystarcza do pierwszego, to nawet kilka dodatkowych złotych z automatu oznacza pieniądze na chleb albo na piwo.
Warto pomyśleć jeszcze o jednym – być może rozwiązania ekologiczne w Polsce zbyt często są projektowane tak, że zwykły obywatel czuje się przez nie karany. Zamiast zachęcać do działań – jak chociażby dawne skupy puszek i makulatury gdzie faktycznie można było zarobić – wprowadza się skomplikowane procedury. Nie przynoszą one bezpośrednio widocznego zysku uczciwemu obywatelowi, a praca i odpowiedzialność zostały na niego przerzucone. Możliwe jednak, że wzrost oszustw powinno się traktować jako nieuniknione następstwo pierwszych błędów nowo wdrożonego systemu. Zwykła standaryzacja automatów i procedury mogłaby tu bardzo pomóc. Część problemów zniknie też na pewno, kiedy więcej opakowań będzie objęte kaucją.