Pod Warszawą znajduje się potężna sieć tuneli. Ich tajemnice wciąż są niewyjaśnione

Warszawa ma drugie oblicze — ukryte pod chodnikami i asfaltami, o którym mało kto mówi głośno. To nie metro, choć ono również potrafi zaskoczyć. Prawdziwa zagadka zaczyna się niżej: pod stolicą ma ciągnąć się plątanina korytarzy i przejść, których historia miesza fakty z opowieściami powtarzanymi od pokoleń. Jedne mają pamiętać XVIII wiek, inne powstały przy carskich umocnieniach, a kolejne są śladem ambitnych, lecz porzuconych planów z czasów PRL. Problem w tym, że wiele z tych miejsc dziś nie da się zobaczyć — są odcięte, zrujnowane albo… jakby ktoś wolał, żeby nikt o nich nie pamiętał.
- Elizeum na Powiślu: podziemna rotunda
- Tajemniczy tunel na Ursynowie bez tajemnic
- Tajemnica metra PRL pod Targówkiem
- Sekrety warszawskich tuneli i studni
Elizeum na Powiślu: podziemna rotunda
Najstarsze warszawskie podziemia to słynne Elizeum, ukryte w pobliżu ulicy Książęcej na Powiślu. W latach 70. XVIII wieku Kazimierz Poniatowski — podkomorzy i brat króla Stanisława Augusta — założył w tym miejscu ogród. W skarpie powstała wtedy wyjątkowa konstrukcja: podziemna rotunda zaprojektowana przez Szymona Bogumiła Zuga.
Na planie architekt zostawił zaczepny dopisek: „Elizeum dla przyjaciół i pięknych pań”. Wystarczyło to, by szybko pojawiły się opowieści o hucznych zabawach arystokracji i dyskretnych spotkaniach z dala od ciekawskich oczu. Angielski podróżnik William Coxe przedstawiał wnętrze jako grotę wykutą w sztucznych skałach, urozmaiconą źródełkami i strumieniami. Podziemne przejścia, pełne zakrętów, prowadziły do głównej sali, do której światło wpadało przez okrągły otwór w kopule.
Dziś Elizeum jest w bardzo złym stanie. Wejście — niewielkie metalowe drzwi za pomnikiem Elizy Orzeszkowej — bywa otwierane jedynie podczas rzadkich wycieczek organizowanych przez Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków. Już w latach 90. zapowiadano renowację, ale do tej pory nie doczekała się realizacji.

Tajemniczy tunel na Ursynowie bez tajemnic
Niedaleko, na Ursynowie, kryje się zagadkowy tunel w Gucin Gaju — ma ponad 60 metrów długości i od lat rozpala wyobraźnię. Przez dekady krążyła wersja, że to sceneria tajnych zebrań warszawskiej loży masońskiej. Nie bez powodu: Stanisław Kostka Potocki, który na początku XIX wieku przejął te tereny, pełnił funkcję Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu Narodowego. Równo rozmieszczone wnęki w ścianach przypominały katakumby, więc przylgnęło do nich określenie „groby masońskie” — tak trwałe, że pojawiło się nawet w oficjalnym rejestrze zabytków z 1989 roku.
Rzeczywistość okazała się jednak bardziej przyziemna, choć wcale nie mniej ciekawa. Badania archeologiczne przeprowadzone w 2024 roku wykazały, że tunel powstał już w XVII wieku i pełnił funkcję lodowni oraz zbiornika wodnego związanego z pobliskim pałacem w Wilanowie. To właśnie Augustyn Locci, nadworny architekt Jana III Sobieskiego, miał tu zaplanować rozwiązania służące gromadzeniu wody pitnej, którą następnie dostarczano do królewskich ogrodów. W trakcie prac natrafiono na monety z XVII wieku, a także przedmioty, których początki sięgają wczesnego średniowiecza.
Obecnie miejsce wciąż pozostaje zamknięte dla zwiedzających. Dlaczego? W tunelu zadomowiły się nietoperze — chronione gatunki, których siedliska nie można naruszać. Do tego dochodzą kwestie bezpieczeństwa: podczas wykopalisk badacze brodzili w wodzie po kostki, a część odcinków była na tyle niestabilna, że istniało realne ryzyko zawalenia.
Tajemnica metra PRL pod Targówkiem
W 1950 roku władze PRL zdecydowały o rozpoczęciu budowy warszawskiego metra. Na Targówku, w pasie między torami kolejowymi a ulicą Księcia Ziemowita, ruszyło drążenie tunelu. Roboty prowadzono w latach 1951–1953. Udało się wykonać około kilometra tzw. tunelu głębokiego – na mniej więcej 35 metrach pod ziemią, czyli znacznie głębiej niż dzisiejsze odcinki metra, które schodzą maksymalnie do około 20 metrów.
Plan był ambitny: 11 kilometrów tuneli i 10 stacji. Szybko okazało się jednak, że nie doceniono skomplikowanych warunków geologicznych w tej części miasta. Osuwiska oraz podziemne wypływy wody utrudniały prace i prowadziły do przerw w zasilaniu. W 1953 roku, w realiach narastających problemów gospodarczych, budowę wstrzymano. A gotowe fragmenty? Z czasem zaczęły służyć jako... magazyn importowanych win. O niedoszłym metrze zrobiło się cicho – temat stał się niewygodny, a informacje trafiły pod cenzurę.
Do sprawy wrócono dopiero po latach. W 2016 roku, podczas prac związanych z budową centrum handlowego Wileńska, jeden z odcinków tunelu został zbadany przez płetwonurków – bo część korytarza była zalana. Później wejście ponownie zabezpieczono i zamknięto. Najpewniej na stałe. Dziś pojawiają się pomysły, by w tym miejscu stworzyć muzeum historii warszawskiego metra połączone z zieloną przestrzenią. Tylko czy to realny plan, czy kolejna opowieść, która zakończy się na deklaracjach?
Sekrety warszawskich tuneli i studni
Kto w ogóle kojarzy „Grubą Kaśkę”? To największa studnia infiltracyjna w Europie — stoi na środku Wisły i każdego dnia tłoczy do Warszawy tysiące metrów sześciennych wody. Z lądem łączy ją tunel o długości 311 metrów, poprowadzony 10 metrów pod dnem rzeki. W trakcie budowy prąd Wisły przesunął jeden z betonowych segmentów, przez co korytarz zamiast idealnie prostego stał się zaskakująco kręty.
W 2023 roku pod ruinami Pałacu Saskiego natrafiono natomiast na 45-metrowy tunel z lat 30. XX wieku. Wykorzystywał go wywiad wojskowy — gońcy z meldunkami biegli nim prosto do generalicji. Przejście leży na głębokości około czterech metrów i nie pojawia się na żadnych zachowanych planach. A to niemal na pewno nie jest ostatnia niespodzianka, jaką skrywają warszawskie podziemia.
Podczas drążenia metra robotnicy przebili się kiedyś do piwnicy, o której istnieniu nikt nie miał pojęcia. Na półkach wciąż stały butelki, jakby czas się zatrzymał. Po wojnie wiele tuneli po prostu zasypano, nie nanosząc ich na mapy. Wypływały na światło dzienne dopiero przez przypadek — albo nie wypływały nigdy. Speleolodzy, m.in. Artur Ponikiewski i Zbigniew Rekuć, zbadali łącznie około 170 obiektów ukrytych pod Warszawą.
Problem w tym, że miastu brakuje determinacji i pieniędzy na ratowanie tych miejsc. Elizeum czeka na remont już od trzech dekad. A przecież Warszawa mogłaby zyskać wyjątkową atrakcję turystyczną — i to nie jedną. Czy podziemny potencjał stolicy kiedykolwiek zostanie naprawdę wykorzystany?