Dzik na osiedlu zaskoczył cię podczas spaceru? Ten jeden odruch natychmiast prowokuje zwierzę do ataku

Dzik nie poluje jak drapieżnik, ale nie daj się zwieść — to zwierzę wciąż nosi w sobie coś z pierwotnej natury, zarówno w wyglądzie, jak i w zachowaniu. Na co dzień zazwyczaj unika konfliktu, jednak gdy poczuje zagrożenie, potrafi błyskawicznie przejść do obrony — ostrej i bardzo skutecznej. I choć jego naturalnym domem jest las, w ostatnich latach coraz częściej pojawia się tam, gdzie mało kto się tego spodziewa: na osiedlach, w parkach, a nawet w centrach dużych miast. W odróżnieniu od „miejskich stałych bywalców” takich jak lisy, kuny czy wiewiórki, dzik to spotkanie, którego nie warto lekceważyć. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać? I co dokładnie zrobić, jeśli nagle stanie na twojej drodze?
- Dlaczego dziki wchodzą do miast?
- Dlaczego dziki coraz częściej są w mieście
- Jak wygląda i żyje dzik w Polsce
- Jak zachować się przy spotkaniu z dzikiem?
- Kiedy dzik może zaatakować człowieka
- Jak zachować się przy spotkaniu z dzikiem?
- Jak odeprzeć atak dzika? Zasady bezpieczeństwa
- Jak przebiega atak dzika na człowieka
- Jak przeżyć atak dzika: wskazówki
- Dlaczego dziki coraz częściej wchodzą do miast
Dlaczego dziki wchodzą do miast?
Spotkania z dzikami zdarzają się dziś coraz częściej — i wcale nie tylko podczas wędrówek po lesie. Te zwierzęta potrafią pojawić się w podmiejskim ogrodzie, a nawet w samym centrum miasta. Co sprawia, że czarna zwierzyna tak chętnie zagląda na nasze osiedla? Powód „przeprowadzki” z lasu do miasta jest dość prosty: w przestrzeni miejskiej, szczególnie na przedmieściach pełnych ogrodów, wędrujące watahy znajdują mnóstwo łatwo dostępnego jedzenia, a przy tym nikt na nie tu nie poluje. Dziki są wyjątkowo sprytne i elastyczne — szybko uczą się nowych schematów, przyzwyczajają do obecności ludzi i potrafią dopasować się do warunków. Jeśli mają zapewnione pożywienie i względny spokój, potrafią błyskawicznie „zadomowić się” w nowym miejscu.
Część dzików zorientowała się, że tereny zamieszkane przez ludzi — z ogrodami, cmentarzami, parkami i zieleńcami — oferują nie tylko obfite źródła pokarmu, ale też sporo kryjówek. Zdarza się, że wykorzystują nawet niewielkie skrawki trawy przy ruchliwych ulicach jako miejsca odpoczynku. Jako wszystkożercy, w poszukiwaniu kalorycznych korzeni, owadów czy drobnych gryzoni, potrafią mocno rozkopywać ziemię, przy okazji ją napowietrzając. W lesie bywa to korzystne dla ekosystemu, jednak na polach uprawnych oraz w pobliżu domów prowadzi do zniszczeń, a w konsekwencji — do napięć i konfliktów.
Właściciele podmiejskich działek mogą skuteczniej ograniczyć ryzyko wizyt dzików — wystarczy trzymać się kilku prostych zasad:
- Kluczowe jest wyrzucanie odpadów do pojemników, których nie da się łatwo przewrócić. Kontenery na śmieci warto ustawić lub zabudować tak, by dziki nie mogły ich wywracać.
- Kompostowniki w ogrodzie powinny stać w miejscach, do których dziki nie mają swobodnego dostępu.
- Nigdy nie wolno dokarmiać dzików w ogrodzie. Zwierzęta szybko tracą wtedy naturalną ostrożność i mogą zacząć podchodzić do ludzi zbyt blisko, a nawet stać się natarczywe. Dotyczy to także młodych dzików — warchlaków.
- Jeśli dom stoi blisko pól lub lasu, najlepiej zabezpieczyć ogród solidnym ogrodzeniem. Przy większych terenach można rozważyć zastosowanie przenośnego ogrodzenia elektrycznego.
- Zaniedbane, zarośnięte ogrody i działki są cenne dla bioróżnorodności, ale jednocześnie stają się dla dzików prawdziwym rajem. W takiej sytuacji warto przerzedzić krzewy i gęste zarośla.
- Istotne są rozmowy i współpraca z sąsiadami z ulicy i osiedla: bywa, że część mieszkańców cieszy się z obecności dzików i celowo je wabi, podczas gdy inni ponoszą przez nie realne straty.
Dlaczego dziki coraz częściej są w mieście
Czy faktycznie mamy do czynienia z masową „przeprowadzką” dzików z lasu do miast? Niekoniecznie. To, że w wielu miejscowościach widuje się je częściej, wynika – jak pokazują badania – z funkcjonowania kilku grup: dzików typowo miejskich, dzików leśnych oraz osobników wędrujących, które raz pojawiają się tu, raz gdzie indziej. Jednym z powodów rozrostu populacji dzików miejskich jest ocieplenie klimatu: łagodne zimy sprawiają, że znacznie więcej młodych i słabszych zwierząt przeżywa bez większych problemów. Dawniej długie mrozy i gruba warstwa śniegu powodowały, że do wiosny docierały głównie nieliczne, najsilniejsze sztuki. Dziś sprzyjająca pogoda oraz łatwo dostępny pokarm przekładają się na bardzo wysoki poziom rozrodu, który także w środowisku miejskim potrafi przekraczać 200%. W efekcie liczba dzików w miastach systematycznie rośnie.
Zarówno duże, jak i małe dzikie zwierzęta mają tzw. dystans ucieczki – minimalną odległość, na jaką w naturalnych warunkach dopuszczają potencjalne zagrożenie, w tym człowieka. Warto pamiętać, że nie jest on stały: różni się między gatunkami i może zmieniać się z czasem. U pojedynczych osobników potrafi się wydłużać po serii stresujących doświadczeń, a u populacji żyjącej wśród ludzi – stopniowo się skracać. Zwierzęta „kalkulują” ryzyko zależnie od sytuacji. Przykład? Żurawie czy sarny na polu można czasem podejrzeć z jadącego auta z dystansu mniejszego niż 50 m, ale wystarczy próba zatrzymania samochodu, by natychmiast uciekły. W mieście głównym źródłem zagrożenia ze strony dzików jest właśnie szybko zmniejszający się dystans ucieczki, przez co dochodzi do niebezpiecznie bliskich spotkań.
W lesie dziki zazwyczaj trzymają bezpieczny dla siebie odstęp rzędu ok. 250 m, dlatego w naturalnym środowisku tak trudno je wypatrzyć. Mają wyjątkowo czuły węch, świetny słuch i potrafią wykryć niepokojące sygnały z dużym wyprzedzeniem. W mieście jednak ten wrodzony, instynktowny „bufor” często mocno się kurczy – zdarza się, że zwierzę pozwala podejść człowiekowi nawet na około 10 m. Problem w tym, że dzik może ocenić sytuację inaczej niż my: locha z warchlakami ukryta w gęstych zaroślach może poczuć się osaczona i zaatakować osobę przechodzącą zbyt blisko.
Jak wygląda i żyje dzik w Polsce
Wygląd zewnętrzny dzika
Dzik euroazjatycki (Sus scrofa) to gatunek, o którym najczęściej myślimy, mówiąc „dzik” — przodek świni domowej i jedyny dziko żyjący w Polsce przedstawiciel rodziny świniowatych. Spotkać go można w całym kraju.
Sylwetką przypomina świnię domową, ale jest od niej wyraźnie potężniejszy i bardziej „przedni”: ma masywniej zbudowany przód ciała, wyższy kłąb i opadający zad, co szczególnie rzuca się w oczy u starych odyńców (samców). Mocna głowa przechodzi w wydłużony ryj zakończony silnym, umięśnionym nosem — to nim dzik ryje w ziemi, szukając jedzenia, i bada otoczenie dotykiem. Ryj uzbrojony jest w kły; u loch (samic) są one dużo skromniejsze niż u samców. Górne kły, o przekroju okrągłym, u odyńców wyginają się ku górze i na zewnątrz (tzw. fajki). Dolne kły (szable) mają przekrój trójkątny, rosną ku górze i potrafią być wyjątkowo ostre.
U starych odyńców szable nierzadko przekraczają 20 cm długości. Na zewnątrz widać jednak tylko około jednej trzeciej — reszta tkwi głęboko w zębodole. Górne kły są twardsze od dolnych i działają jak „ostrzałka”: podczas poruszania szczękami kły ocierają się o siebie, dzięki czemu szable pozostają ostre. Ciekawostka: po stopniu starcia szabel da się w przybliżeniu ocenić wiek dzika — przyjmuje się, że w pierwszym roku ściera się około 1 cm końcówki, a w każdym kolejnym mniej więcej dodatkowe 7 mm.
Okrywę włosową dzika tworzą dwie warstwy: krótka, gęsta, wełnista sierść oraz długa szczecina, która zimą na grzbiecie może mieć nawet do 15 cm. Gdy zwierzę jest rozdrażnione lub zaniepokojone, nastrosza szczecinę (tzw. chyb), przez co wygląda na jeszcze większe i bardziej groźne. Ubarwienie najczęściej jest czarne, ale spotyka się też osobniki brunatne, rudawawe, a nawet łaciate — te ostatnie to zwykle efekt przypadkowego skrzyżowania ze świnią domową. Barwa i jej intensywność zależą od pory roku oraz lokalnych warunków; zimą dziki bywają wyraźnie ciemniejsze niż latem.
Dorosły dzik osiąga zwykle 150–180 cm długości i około 100 cm wysokości. Dożywa mniej więcej 15 lat, a pełnię rozwoju osiąga w wieku 5–6 lat. Wtedy lochy mogą ważyć do około 150 kg, a odyńce często przekraczają 200 kg. Oczywiście zdarzają się też osobniki wyraźnie większe lub mniejsze od przeciętnych.
Naturalne środowisko życia
Dziki to z natury zwierzęta leśne, choć nierzadko na pewien czas przenoszą się poza las. Najlepiej czują się w rozległych kompleksach leśnych poprzecinanych młodnikami iglastymi, które dają schronienie w gęstwinie, a także w sąsiedztwie podmokłych chaszczy, mokradeł i bagiennych zarośli. Duże znaczenie mają również pola uprawne i łąki położone blisko lasu — to one często zapewniają łatwy dostęp do obfitego żeru. Gdy dziki wybiorą na ostoję mniejsze lasy, kąpielisk w błocie i wodzie potrafią szukać poza swoim głównym rewirem.
Wszystkożerność dzików sprawia, że świetnie radzą sobie w bardzo różnych warunkach. Podstawę ich jadłospisu stanowią korzenie, owoce leśne, zioła, grzyby oraz owady żyjące w ściółce. Wygrzebując larwy i poczwarki, dziki pomagają ograniczać gradacje szkodników leśnych. Rozległe ślady rycia na dużej powierzchni mogą być przy tym czytelną wskazówką zagrożenia drzewostanów m.in. przez strzygonię, poprocha czy borecznika. Dla lasu takie przekopywanie ściółki bywa korzystne, bo ułatwia samosiew drzew. Poza tym dzik zjada ślimaki, myszy, ptasie jaja, drobną zwierzynę, którą zdoła schwytać, a także padlinę. Na terenach podmokłych chętnie poluje na ślimaki i żaby, a w płytkiej wodzie potrafi zjadać również ryby. Dla odmiany często wychodzi na pola, gdzie znajduje ziemniaki, kukurydzę, zboża i inne rośliny uprawne. Ponieważ żeruje tam dość „rozrzutnie”, nierzadko więcej szkodzi buchtowaniem (ryciem) niż faktycznie zjada.
Tryb życia dzików
Dziki są zwierzętami stadnymi, ale dotyczy to przede wszystkim loch i młodych osobników — odyńce, jak sugeruje nazwa, częściej wybierają samotne wędrówki. Grupie, nazywanej watahą, przewodzi doświadczona, stara locha, pilnująca porządku i rytmu przemieszczania się. Najpierw idą warchlaki (najmłodsze), za nimi starsza młodzież — przelatki i wycinki, czyli osobniki urodzone w poprzednim roku oraz samce w wieku 3–4 lat (starsze uznaje się już za odyńce) — a dalej lochy bez młodych. Zimą watahy potrafią łączyć się w większe grupy, dochodzące nawet do około 100 sztuk, bo młodym i słabszym łatwiej przetrwać, gdy silniejsze osobniki rozgrzebują śnieg i docierają do pokarmu.
Na żer dziki wychodzą najczęściej nocą, a dzień przesypiają w legowiskach ukrytych w gęstych młodnikach, w zbożu albo w pobliżu kąpielisk. Zdarza się, że w lesie widać na pniach drzew zaschnięte błoto dookoła dolnej części — to ślad po tym, jak dziki wycierają się po kąpieli. Przy okazji nacierają szczecinę żywicą, co pomaga chronić skórę przed pasożytami. Najwcześniej na żer ruszają lochy z warchlakami, natomiast starsze dziki częściej pojawiają się dopiero późnym wieczorem.
Jedynym naturalnym wrogiem dzików są wilki — skutecznie polują głównie na młode lub odłączone osobniki; zorganizowana wataha dzików potrafi się obronić. Małe, zabłąkane warchlaki, które odpadły od stada, mogą paść też ofiarą lisa. Zaatakowany odyniec często cofa się zadem do drzewa albo siada, by osłonić brzuch i tylne nogi, po czym wykorzystuje swoje szable ostre jak brzytwa. Tylko nierozważne psy potrafią zlekceważyć takiego przeciwnika.
Okres godowy dzików, czyli huczka, przypada zwykle na koniec listopada i grudzień, czasem zahacza też o początek stycznia. Wtedy do watah na krótko dołączają odyńce oraz samotnie chodzące samce-wycinki. Po około czterech miesiącach — od połowy marca do początku maja — rodzą się prosięta. Locha przygotowuje dla nich starannie wyścielony mchem, liśćmi i świerkowymi gałązkami barłóg, ukryty w leśnej gęstwinie. Młode lochy najczęściej mają 4–6 prosiąt, a starsze potrafią wydać na świat nawet 8–9. Przez pierwsze dwa tygodnie warchlaki niemal nie opuszczają barłogu, później trzymają się blisko matki. Bywa, że kilka loch z młodymi łączy się w jedną watahę — wtedy w jednym miejscu można zobaczyć wyjątkowo liczną gromadę pasiastych maluchów.
Jak zachować się przy spotkaniu z dzikiem?
Coraz częściej dochodzi do zaskakujących spotkań ludzi z dzikami — ich ścieżki przecinają się już nie tylko w podmiejskich lasach, ale coraz częściej także na osiedlach i w samym centrum miasta. Dziki z natury są raczej spokojne, ostrożne i zwykle trzymają się z dala od człowieka. Nie atakują bez przyczyny, a człowiek nie jest dla nich żadnym „celem”. Problem pojawia się wtedy, gdy zwierzę uzna, że jest osaczone lub zagrożone: w jednej chwili może przejść z wycofania do obrony, co bywa niebezpieczne. Po czym poznać, że sytuacja robi się ryzykowna i jak zachować się krok po kroku, żeby nie dopuścić do eskalacji?
Kiedy dzik może zaatakować człowieka
Dziki z natury stronią od ludzi — gdy tylko wyczują zapach albo usłyszą kroki, zwykle same odsuwają się na bezpieczny dystans. Ataki w lesie należą do absolutnych wyjątków. Do realnej agresji może jednak dojść, gdy locha uzna, że jej młode są zagrożone. Najczęściej ma to miejsce wiosną, od marca do maja. W tym okresie warchlaki są całkowicie bezbronne, a matka działa w trybie podwyższonej czujności, gotowa w każdej chwili bronić potomstwa.
Inaczej bywa w czasie rui, czyli od listopada do stycznia. Odyńce, które przez większość roku wędrują samotnie, wtedy szukają kontaktu z watahami. Zdarza się, że pobudzony i rozdrażniony samiec zachowa się mniej przewidywalnie: zamiast ominąć człowieka szerokim łukiem, podejdzie bliżej lub wybierze „skrót”. Czasem może też potraktować człowieka jak rywala — i to wystarczy, by sytuacja zrobiła się nieprzyjemna.
Wyjątkowo duży dystans trzeba zachować wobec zwierząt rannych — zarówno postrzałków, jak i tych po wypadkach drogowych. Zraniony dzik, działający w stresie i bólu, potrafi reagować gwałtownie i bardzo agresywnie na samą obecność człowieka.
Osobny temat to dziki w miastach. Te osobniki często przyzwyczajają się do ludzi, tracą naturalną płochliwość i przestają uciekać z tak daleka jak w lesie. Dlatego w terenie zabudowanym warto zachować szczególną ostrożność, nie podchodzić i unikać jakiejkolwiek próby kontaktu z tymi zwierzętami.
Jak zachować się przy spotkaniu z dzikiem?
To, że dziki od kilku pokoleń funkcjonują w mieście, nie oznacza, że stały się zwierzętami udomowionymi ani że zaczęły zachowywać się jak ich krewne – świnie domowe. Nadal są to zwierzęta dzikie: potrafią ważyć nawet 200 kg, rozpędzać się do około 50 km/h i mają zęby ostre jak brzytwa.
- Gdy spotkasz dzika, kluczowe jest opanowanie i brak gwałtownych gestów. Zatrzymaj się, a potem możliwie spokojnie zacznij cofać się powoli. Wycofuj się tyłem, żeby cały czas widzieć zwierzę. Nagły bieg może zostać odebrany jako bodziec do pościgu i ataku.
- Pod żadnym pozorem nie próbuj go przepędzać ani straszyć. Dzik, który poczuje zagrożenie lub zostanie „przyciśnięty” bez możliwości ucieczki, może zdecydować się na atak.
- Jeśli w lesie albo na miejskim trawniku zobaczysz pasiaste, urocze jak maskotki warchlaki, pamiętaj, że to część dziczej rodziny. Ich matka potrafi zareagować natychmiast i użyć siły, by bronić młodych. Najrozsądniej jest od razu oddalić się z miejsca, bo locha nie będzie roztrząsać, jakie masz intencje.
- Ranne zwierzę niemal zawsze bywa bardziej nerwowe i agresywne. Nie podchodź do rannego dzika — z bezpiecznej odległości zawiadom policję lub straż miejską. W przypadku lasu możesz też powiadomić najbliższe leśnictwo albo koło łowieckie.
- Nie ignoruj sygnałów ostrzegawczych: głośne fukanie, uniesiony ogon, nastroszona na grzbiecie sierść, ruchy głową na boki oraz kłapanie zębami to czytelna zapowiedź ataku. Natychmiast zwiększ dystans — większa odległość zwykle działa na dzika uspokajająco.
- Wchodząc na spacer głębiej do lasu, trzymaj psa cały czas na smyczy. Starcie dzika z psem zazwyczaj ma łatwy do przewidzenia finał. Co więcej, pies uciekający przed dzikiem i szukający schronienia przy opiekunie może ściągnąć niebezpieczeństwo również na właściciela.

Jak odeprzeć atak dzika? Zasady bezpieczeństwa
Atak dzika na człowieka to sytuacja skrajnie rzadka i najczęściej dotyczy myśliwych. Mimo to, dla własnego spokoju warto zebrać w jednym miejscu kluczowe zasady, które mogą pomóc zareagować, gdyby doszło do konfrontacji. Jak wiele dzikich zwierząt, dzik potrafi być groźny przede wszystkim ze względu na swoje możliwości fizyczne – masywną sylwetkę, sporą wagę, dużą szybkość oraz ostre kły, które w starciu z człowiekiem dają mu wyraźną przewagę.
Warto jednak zaznaczyć, że dziki nie są z natury „agresywne”, a przypadki ataków zdarzają się naprawdę sporadycznie. Są natomiast okoliczności, w których ryzyko wzrasta:
- gdy zwierzę czuje się przyparte do muru i nie ma którędy uciec;
- gdy zostaje zmuszone do obrony przed innym zwierzęciem lub człowiekiem (nigdy nie podchodź do rannego dzika);
- gdy chroni młode – szczególnie ryzykowne są spotkania z lochą prowadzącą warchlaki.
Jak przebiega atak dzika na człowieka
Atak dzika niemal zawsze przebiega według podobnego schematu: na początku zwierzę rusza prosto na cel, uderza frontalnie i stara się przewrócić go na ziemię. W przypadku człowieka już sama masa dzika stanowi realne zagrożenie — może spowodować groźne urazy i poważne obrażenia. Następnie dzik zazwyczaj sięga po swoje kły, których działanie bywa porównywane do ostrych sztyletów. W skrajnych sytuacjach potrafi nimi dosłownie rozpruć ciało ofiary.
Jak przeżyć atak dzika: wskazówki
Gdy realnie trzeba liczyć się z atakiem dzika, lepiej od razu wyrzucić z głowy „sposób” znany z wiersza Mickiewicza, gdzie jeden z bohaterów przy spotkaniu z niedźwiedziem bardzo przekonująco udawał martwego. W przypadku dzika taka sztuczka nie zadziała, a co gorsza może ułatwić zwierzęciu dostęp do głowy i najwrażliwszych części ciała. A obrażenia tego typu potrafią skończyć się tragicznie.
Poniżej znajdziecie zestaw praktycznych wskazówek — sprawdzonych w relacjach osób, które wyszły cało z ataku dzika:
- Po pierwsze: nie panikować i spróbować zachować spokój.
- Jeśli z dystansu widzicie dzika biegnącego w Waszą stronę, nie stójcie na jego torze. Dzik potrafi rozpędzić się nawet do 50 km/h, ale nie należy do szczególnie zwrotnych — zejście z linii ataku może się udać i wybić go z rytmu. Uciekanie prosto przed siebie zwykle nie daje realnych szans.
- Gdy zauważycie lochę z małymi warchlakami, nie podchodźcie i od razu się oddalcie. Prowadząca locha bywa najbardziej niebezpieczna, bo może uznać Was za zagrożenie i zareagować obronnie, chroniąc młode.
- Jednym z rozwiązań jest wejście na drzewo albo na myśliwską ambonę i przeczekanie sytuacji. Zdarza się, że dzik potrafi „pilnować” uciekiniera przez dłuższą chwilę, ale sam nie umie się wspinać — na wysokości kilku metrów człowiek jest poza jego zasięgiem.
- Nawet wdrapanie się na duży kamień, pniak czy inny stabilny obiekt może zmienić dla dzika „obraz celu” i pomóc ostudzić jego agresję.
- Nie podchodźcie do dzików i nie drażnijcie ich — choćby błyskiem lampy w aparacie.
- Starajcie się za wszelką cenę utrzymać na nogach. Upadek zwiększa ryzyko, że szable dzika trafią w brzuch, ramię, głowę albo szyję.
- Warto pamiętać, że z doświadczeń wynika, iż atak dzika zazwyczaj nie trwa długo. Jeśli uda się odeprzeć pierwsze uderzenie lub uniknąć kontaktu, jest spora szansa, że po chwili zwierzę odpuści.
- Jak najszybciej wezwijcie pomoc medyczną. Chodzi nie tylko o ryzyko silnego krwawienia, ale też o możliwość zakażenia rany bakteriami, które mogą znajdować się w pysku dzika.
Dlaczego dziki coraz częściej wchodzą do miast
Dziki to zwierzęta bystre i zaradne — szybko się uczą i potrafią świetnie dopasować do nowych realiów. Kłopotem nie jest sama ich obecność w miastach, lecz to, że kurczy się i przekształca ich naturalna przestrzeń do życia. Najmocniej na środowisko dzikiej fauny wpływa uprzemysłowione rolnictwo oraz postępujące zmiany klimatu. Zdrowe ekosystemy i bogactwo gatunków da się utrzymać tylko wtedy, gdy wspierane będą tradycyjne sposoby gospodarowania: mniejsze pola, większa różnorodność upraw oraz pozostawianie niewielkich ugorów i pasów między areałami.
Jednym z powodów, dla których dziki przenoszą się do miast, jest — paradoksalnie — poczucie większego bezpieczeństwa niż w lasach i na polach. Straty w monokulturowych uprawach kukurydzy, ziemniaków i innych roślin sprawiają, że rolnicy naciskają na intensywniejsze odstrzały. Do tego od lat dochodzi tak zwany odstrzał sanitarny, prowadzony w związku z walką z afrykańskim pomorem świń. Swoje piętno na zachowaniu dzikich zwierząt odcisnęła także pandemia koronawirusa. Ograniczenia zmieniły rytm życia ludzi: z jednej strony zniknęły masowe imprezy, ubyło ruchu i w wielu miejscach zrobiło się ciszej. Z drugiej — zamiast dalszych wyjazdów, wiele osób wybierało wypoczynek w pobliskich lasach. Nic więc dziwnego, że dziki zaczęły postrzegać tereny miejskie jako bardziej sprzyjające niż podmiejskie lasy pełne spacerowiczów. Można powiedzieć, że to nie zwierzęta „nagle się zmieniły”, lecz w dużej mierze to ludzie — swoimi decyzjami i stylem życia — przesunęli granice ich codziennego zachowania.