Mieszkańcy tych bloków żyją w ciągłym stresie. Szczury coraz śmielej przejmują osiedla

Poranne ulice wielkich miast coraz częściej mają swoich stałych bywalców — szczury. I trudno się dziwić: gdzie tętni życie gastronomii, tam zawsze znajdzie się coś do zjedzenia. O tym, że potrafią zadomowić się w piwnicach, wielu woli nie mówić głośno. Ale jest moment, w którym przestaje to być „problem gdzieś tam”. Bo co, jeśli zamiast w zaułku zobaczysz go na schodach? Na klatce? A najgorsze pytanie brzmi: co, jeśli następny raz spotkasz go już we własnym mieszkaniu?
- Szczury w blokach: ataki i życie w stresie
- Szczur zaatakował 4-latkę w Warszawie
- Szczury w blokach: co robić i gdzie zgłosić?
Szczury w blokach: ataki i życie w stresie
Kilka lat temu przy ul. Koncertowej na lubelskim Czechowie – w estetycznym, zadbanym bloku w cenionej części miasta – szczur dostał się do jednego z mieszkań i zaatakował jego właściciela. Sprawa okazała się na tyle poważna, że na miejsce wezwano straż miejską oraz SANEPID. Ten incydent dobitnie pokazał, jak nieprzewidywalne potrafią być gryzonie, gdy czują zagrożenie.
Podobne kłopoty pojawiły się też na łódzkim Widzewie – choć tam szczury nie wykazywały aż takiej agresji. Mieszkańcy widywali je o każdej porze, zarówno w dzień, jak i w nocy. I nie chodziło już wyłącznie o rejony śmietników, zsypów czy piwniczne korytarze – zwierzęta bez wahania wjeżdżały windą i przemykały po poręczach.
Ludzie żyli w ciągłym napięciu, bo trudno było przewidzieć, gdzie i kiedy znów natkną się na nieproszonego „lokatora”. Problem narastał tygodniami i miesiącami, a zgłoszenia lokatorów długo zbywano, tłumacząc, że to „normalne w starych blokach”. Tylko czy naprawdę powinniśmy to uznawać za coś, co trzeba akceptować, wybierając życie w mieście?
Szczur zaatakował 4-latkę w Warszawie
Do jeszcze bardziej wstrząsającego zdarzenia doszło w jednym z bloków na warszawskich Jelonkach Północnych. To właśnie tam szczur zaatakował czteroletnie dziecko. Dziewczynka przebywała z tatą w piwnicy – miejscu, które do tej pory uchodziło za wolne od gryzoni. Na szczęście nie doszło do poważnych obrażeń, a wszystko dlatego, że ojciec zareagował natychmiast i bardzo stanowczo.
Mama małej Justyny, z zawodu pielęgniarka, świetnie wie, jak realnym zagrożeniem dla zdrowia, a nawet życia, potrafią być szczury. To ona naciskała na spółdzielnię, by przeprowadzić skuteczniejszą deratyzację. „Pomijam kwestię tego, że gryzonie mogą budzić obrzydzenie. Najważniejsze jest to, że roznoszą wiele groźnych chorób. Mogą przenosić salmonellę powodującą ciężkie zatrucia pokarmowe – i proszę mi wierzyć, to wcale nie jest najgorszy scenariusz. Jest też leptospiroza, która może prowadzić do niewydolności nerek, tularemia atakująca układ limfatyczny. Ostatnio coraz częściej mówi się też o hantawirusach wywołujących poważne zakażenia układu oddechowego” – spokojnie wyjaśnia pani Paulina, mama Justyny.
Szczury mogą być również źródłem bakterii odpowiedzialnych za dur brzuszny, a w wyjątkowych sytuacjach – także za wściekliznę. Ich mocz, odchody, a nawet ślina mogą zawierać groźne patogeny. Najbardziej narażone są dzieci, seniorzy oraz osoby z osłabioną odpornością. Dlatego po każdym kontakcie ze szczurem trzeba jak najszybciej skonsultować się z lekarzem. Tyle że najlepiej, by do takich sytuacji w ogóle nie dochodziło. Jak się przed nimi zabezpieczyć?

Szczury w blokach: co robić i gdzie zgłosić?
Skąd bierze się to, że szczurów w polskich miastach przybywa? Powodów jest kilka, a część z nich wynika z naszej codzienności. Kulejąca gospodarka odpadami – przepełnione pojemniki, źle zabezpieczone altany i zsypy – tworzy dla gryzoni idealne warunki do życia i rozmnażania. Do tego nie ma już „naturalnej ochrony”, na którą kiedyś liczyły kamienice i bloki: kotów kręcących się po piwnicach. Może warto znów pomyśleć o ich obecności?
Specjaliści oceniają, że w Polsce może żyć nawet około 20 milionów szczurów. W największych aglomeracjach ich liczba potrafi być porównywalna, a czasem nawet wyższa niż liczba mieszkańców.
Co zrobić, kiedy szczury pojawią się w bloku i sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli? Przede wszystkim mieszkańcy nie powinni działać na własną rękę. Najlepszym krokiem jest zgłoszenie sprawy do zarządcy budynku lub spółdzielni mieszkaniowej. To na nich spoczywa prawny obowiązek zapewnienia bezpiecznych warunków, co obejmuje także zlecenie profesjonalnej deratyzacji. Wykonawca usługi powinien mieć wymagane uprawnienia i certyfikaty oraz używać preparatów bezpiecznych dla ludzi i zwierząt domowych.
„Warto wiedzieć, że jeśli działania spółdzielni okażą się nieskuteczne albo będzie ona uchylać się od swoich obowiązków, mieszkańcy mogą skontaktować się z powiatową stacją sanitarno-epidemiologiczną. SANEPID ma szerokie uprawnienia do kontroli stanu sanitarnego budynków i może nakazać przeprowadzenie deratyzacji. Może nałożyć kary finansowe na spółdzielnie za nieskuteczną walkę z gryzoniami” – mówi nam pani Paulina, która po spotkaniu jej córki ze szczurem stała się prawdziwą znawczynią tematu.
W najbardziej skrajnych sytuacjach SANEPID może także zarządzić czasową ewakuację mieszkańców i zlecić gruntowną deratyzację na koszt zarządcy nieruchomości. To rozwiązanie radykalne, ale bywa jedynym, które realnie działa. Problem szczurów w blokach to nie tylko dyskomfort i stres, lecz przede wszystkim zagrożenie dla zdrowia. Im szybciej wdrożona zostanie profesjonalna interwencja, tym mniejsze ryzyko dla mieszkańców i tym większa szansa, że problem uda się skutecznie zamknąć.