To najdłuższy prosty blok mieszkalny w Warszawie. Ciągnie się aż po horyzont!

Na pierwszy rzut oka wygląda jak typowy blok z wielkiej płyty z czasów PRL. Dopiero gdy spróbujesz dojść od jednej klatki do drugiej – i wciąż widzisz przed sobą kolejne wejścia – zaczynasz rozumieć, że to nie zwykłe osiedlowe „klocki”. Warszawski „Jamnik” przy ul. Kijowskiej 11 na Pradze-Północ ciągnie się wzdłuż torów i placu przed Dworcem Wschodnim tak długo, że wielu warszawiaków mówi o nim po prostu „blok bez końca”. Nic dziwnego – to najdłuższy w jednej linii budynek mieszkalny w stolicy, symbol epoki wielkiej płyty i bardzo konkretnych ambicji urbanistycznych władz miasta lat 70.
- Życie w bloku, który nie chce się skończyć
- Parawan z wielkiej płyty: po co zbudowano „Jamnika”?
- Rekordowe liczby: ile życia mieści się w 508 metrach?
- „Jamnik” kontra „Pekin” – który blok w Warszawie jest naprawdę najdłuższy?
- Codzienność między dworcem a wielką płytą
- Przyszłość „Jamnika” – zabytek, ikona czy problem do rozwiązania?
- Co nam dziś mówi blok bez końca?
Życie w bloku, który nie chce się skończyć
Dla większości mieszkańców „Jamnika” ten rekordowy metraż to po prostu codzienność. Dzieci od małego uczą się, że „wyjście przy kiosku” i „wyjście przy końcu bloku” to w praktyce dwa zupełnie różne światy. Umawianie się „pod klatką” wymaga precyzji – bo jest ich aż 43, a pomyłka oznacza dodatkowy kilkuminutowy spacer wzdłuż monotonnej elewacji.
W środku życie toczy się jak w małej miejscowości. Są tu sąsiedzi, których znasz od zawsze, ale są też całe „mikrospołeczności” skupione wokół konkretnej klatki. Jedni mieszkają od lat 70., pamiętając jeszcze moment zasiedlania nowych mieszkań i zachwyt nad perspektywą przeprowadzki z zatłoczonej kamienicy. Inni wprowadzili się niedawno, przyciągnięci dobrą komunikacją i wciąż dość sensownymi cenami mieszkań jak na lokalizację przy jednym z najważniejszych warszawskich dworców.
Parawan z wielkiej płyty: po co zbudowano „Jamnika”?
„Jamnik” nie powstał wyłącznie po to, by rozwiązać problem niedoboru mieszkań. Architektoniczna legenda – powtarzana dziś w wielu publikacjach – mówi wprost: budynek miał być parawanem, który zasłoni przed oczami podróżnych wychodzących z Dworca Wschodniego mniej reprezentacyjną, zaniedbaną zabudowę Szmulowizny. Zamiast widoku na rozpadające się domy, gości witać miał długi, nowoczesny – jak na tamte czasy – blok z wielkiej płyty.
Budynek wzniesiono w latach 1971–1973 według projektu architekta Jana Kalinowskiego, w ramach osiedla Szmulowizna, naprzeciwko Dworca Warszawa Wschodnia. Inwestorem była Robotnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa „Praga”. W momencie oddania „Jamnika” do użytku prasa chętnie podkreślała nowoczesny charakter tej inwestycji i skalę przedsięwzięcia. Dopiero z czasem zaczęto głośniej mówić o jego funkcji zasłony oraz problemach, jakie generuje tak ekstremalnie długa bryła w miejskiej tkance.
Rekordowe liczby: ile życia mieści się w 508 metrach?
Z punktu widzenia statystyki „Jamnik” to budowlany gigant. Budynek ma około 508 metrów długości, 7 kondygnacji (w tym częściowo podziemne) i 43 klatki schodowe. W środku znajduje się ok. 430 mieszkań i ponad 1200 mieszkańców – czyli liczba porównywalna z wieloma mniejszymi wsiami. Na parterze od początku planowano pas lokali usługowych, które miały obsługiwać zarówno mieszkańców, jak i osoby korzystające z dworca.
Skala obiektu najlepiej widoczna jest na porównaniach. Gdyby ustawić „Jamnika” pionowo, byłby mniej więcej dwa razy wyższy niż Pałac Kultury i Nauki. Dla osób, które nie znają Pragi, to często jedyna metoda, by naprawdę poczuć, co oznacza „ponad pół kilometra bloku”. Do tego dochodzą detale techniczne: ze względu na długość już na etapie budowy pojawiały się problemy z osiadaniem konstrukcji – stosowano nawet szklane elementy na tynku, które miały sygnalizować pęknięcia w przypadku przesuwania się budynku.
„Jamnik” kontra „Pekin” – który blok w Warszawie jest naprawdę najdłuższy?
W dyskusjach o rekordach długości w Warszawie równie często co „Jamnik” pojawia się Przyczółek Grochowski, znany pod potoczną nazwą „Pekin”. To gigantyczny, galeriowy kompleks na Pradze-Południe, zaprojektowany przez Zofię i Oskara Hansenów. Tworzy go jeden meandrujący budynek złożony z kilkunastu połączonych bloków o łącznej długości około 1,5–1,8 km. Mieszka tu ok. 7 tys. osób, w ok. 1800–2000 mieszkań – prawdziwe „miasto w mieście”.
Gdzie więc leży prawda, jeśli mowa o „najdłuższym budynku mieszkalnym” w stolicy? Większość współczesnych opracowań rozwiązuje ten spór tak: „Jamnik” przy Kijowskiej to najdłuższy blok w Warszawie ustawiony w jednej, prostej linii, natomiast „Pekin” – najdłuższy, łamany budynek mieszkalny w Polsce, który formalnie składa się z wielu segmentów z różnymi adresami. Stąd w mediach często pojawia się kompromisowa formuła: „Jamnik – najdłuższy prosty blok Warszawy, Pekin – najdłuższy budynek mieszkalny z załamaniami”.

Codzienność między dworcem a wielką płytą
Lokalizacja „Jamnika” to jego przekleństwo i błogosławieństwo jednocześnie. Bliskość Dworca Wschodniego i głównych arterii oznacza świetną komunikację – łatwy dostęp do pociągów, SKM, autobusów i tramwajów. Z drugiej strony mieszkańcy od dekad narzekają na hałas: gwar ulicy, stukot pociągów, światła samochodów i ciągły ruch to codzienność, do której trzeba się po prostu przyzwyczaić.
W środku mieszkania są relatywnie niewielkie, ale dość funkcjonalne jak na realia lat 70. Dwa lokale na piętro przy jednej klatce oznaczają ograniczoną liczbę sąsiadów bezpośrednio „za ścianą”, co wielu lokatorów uważa za plus. Z biegiem lat część mieszkań została połączona, wyremontowana i dostosowana do współczesnych standardów. Inni pozostali przy klimacie „starej Pragi”, pielęgnując wystrój pamiętający czasy pierwszego wyposażenia mieszkania z przydziału.
Przyszłość „Jamnika” – zabytek, ikona czy problem do rozwiązania?
Dziś „Jamnik” coraz częściej pojawia się w mediach i publikacjach nie tylko jako ciekawostka, lecz także jako element powojennego dziedzictwa urbanistycznego. Dla części pasjonatów architektury to ważny symbol epoki PRL i specyficznego podejścia do planowania miasta – z gigantycznymi, liniowymi budynkami, które miały „porządkować” krajobraz. Dla innych to dowód na to, jak bardzo można było podporządkować przestrzeń ideologii: zasłonić „brzydkie” miasto reprezentacyjnym parawanem z wielkiej płyty.
Coraz częściej pojawia się pytanie, co dalej z tego typu blokami. Czy czeka je kompleksowa modernizacja, docieplenia, poprawa estetyki elewacji i przestrzeni wspólnych? Czy może za kilkadziesiąt lat „Jamnik” stanie się pełnoprawnym zabytkiem, z tablicą informacyjną i wycieczkami architektonicznymi oprowadzanymi wzdłuż jego 508 metrów? Pewne jest jedno: nawet jeśli estetyka wielkiej płyty nie każdemu przypadnie do gustu, trudno przejść obok tego „bloku bez końca” obojętnie.
Co nam dziś mówi blok bez końca?
Warszawski „Jamnik” jest czymś więcej niż tylko długim budynkiem. To fizyczny zapis ambicji, lęków i potrzeb epoki, w której powstał: chęci szybkiego zaspokojenia głodu mieszkaniowego, pragnienia pokazania „lepszej twarzy” miasta i wiary w to, że architektura może rozwiązać problemy społeczne. Dziś patrzymy na ten blok z dużo większym dystansem – jedni z nostalgią, inni z krytycznym okiem.
Być może dlatego „Jamnik” tak dobrze funkcjonuje jako miejska opowieść. Z jednej strony jest surowym, betonowym rekordzistą, z drugiej – miejscem pełnym zwyczajnych historii: o pierwszych własnych czterech kątach, o sąsiedzkich znajomościach, o dzieciach biegających po długich korytarzach i o tym specyficznym uczuciu, kiedy idziesz wzdłuż elewacji i masz wrażenie, że ten blok naprawdę nigdy się nie skończy.