Zapłacił fortunę za uzdatnianie wody. Ekspertyza pokazała, że nie było potrzeby

Zaawansowana stacja uzdatniania to konieczny wydatek? Nie zawsze! Okazuje się, że nie każdy posiadacz studni głębinowej musi inwestować w tak kosztowne rozwiązanie. Czasem najlepszą, a zarazem zdecydowanie tańszą opcją będzie zwykły filtr mechaniczny. Tłumaczymy, jak dopasować system oczyszczania wody do konkretnego ujęcia.
- Kupił rozbudowaną stację, a wystarczył prosty filtr
- Kosztuje kilkaset złotych i uchroni przed kosztowną pomyłką
- Filtr, zmiękczacz czy lampa UV?
- Przesadna oszczędność może skończyć się awarią
Kupił rozbudowaną stację, a wystarczył prosty filtr
Woda pozyskiwana ze studni głębinowej może wymagać specjalistycznego oczyszczania, chociaż w niektórych przypadkach jej skład jest na tyle dobry, że wystarczy zainwestować w prosty filtr wstępny. O parametrach samej wody decydują przede wszystkim lokalizacja odwiertu, jego głębokość, sposób wykonania oraz zabezpieczenia.
Nowi posiadacze studni głębinowych często nie zdają sobie sprawy z tego, że zakup specjalistycznej stacji do uzdatniania wody nie jest obowiązkowy, choć czasem bywa konieczny. Filtr mechaniczny jest zdecydowanie tańszy – takie akcesorium doskonale zatrzymuje zanieczyszczenia stałe, chroniąc nasze rury oraz armaturę.
Taki błąd popełnił na przykład pan Piotr, który zapłacił za studnię głębinową wraz ze stacją do uzdatniania wody przeszło 30 tysięcy złotych. Mężczyzna chciał zadbać o bezpieczeństwo i zdrowie domowników, ale po dokładnym przebadaniu próbek wody okazało się, że ujęcie jest na tyle czyste, że wystarczy ograniczyć się do filtra wstępnego. Mężczyzna niepotrzebnie kupił zaawansowaną stację do oczyszczania za 10 tysięcy złotych.
Kosztuje kilkaset złotych i uchroni przed kosztowną pomyłką
Decyzja o wywierceniu studni głębinowej powinna być dobrze przemyślana. Do takiej inwestycji należy się odpowiednio przygotować, ale co najważniejsze – warto uzbroić się w cierpliwość. Zanim zdecydujemy się na zakup stacji oczyszczającej, pobierzmy próbki wody z ujęcia i prześlijmy je do analizy fizykochemicznej oraz mikrobiologicznej. Takie badanie może wykonać na przykład stacja sanitarno-epidemiologiczna lub akredytowane laboratorium. Koszt analizy oscyluje wokół kwoty kilkuset złotych.
Badanie fizykochemiczne pozwala sprawdzić między innymi barwę, mętność, zapach, odczyn pH, przewodność oraz zawartość wybranych związków. W rozszerzonej analizie można oznaczyć poziom żelaza, manganu, amoniaku, azotanów, azotynów i innych substancji wpływających na bezpieczeństwo oraz właściwości użytkowe wody. Badanie mikrobiologiczne pozwala na wykrycie i identyfikację bakterii, wirusów i innych mikroorganizmów występujących w ujęciu.
Dopiero na podstawie wykonanych badań oraz ich opisu można dobrać odpowiednie akcesoria do filtrowania lub uzdatniania wody. W ten sposób nowy właściciel studni uniknie niepotrzebnych wydatków, ale też zabezpieczy się przed ewentualnymi zanieczyszczeniami lub szkodliwymi związkami występującymi w ujęciu wody.

Filtr, zmiękczacz czy lampa UV?
Wstępny filtr mechaniczny to proste urządzenie wykorzystywane do zatrzymywania piasku, mułu, rdzy i innych cząsteczek znajdujących się w wodzie ze studni. Taki filtr nie wystarczy, jeśli w naszej wodzie wykryto zbyt wysoką zawartość żelaza, manganu, azotanów lub bakterii, ale może być jedynym zabezpieczeniem w przypadku ujęć zawierających wodę zdatną do natychmiastowego spożycia.
Jeśli badanie laboratoryjne wykazało przekroczenie norm zawartości żelaza lub manganu, inwestor będzie musiał zakupić specjalny odżelaziacz albo odmanganiacz. Dobór odpowiedniego urządzenia będzie uzależniony między innymi od stężenia, postaci żelaza, odczynu wody i możliwości jej napowietrzania. Niektórzy właściciele kupują też specjalny zmiękczacz, ale przydaje się on tylko wtedy, gdy badanie potwierdza, że mamy do czynienia z wodą twardą. Lampa UV służy z kolei do neutralizowania bakterii, wirusów i innych mikroorganizmów, ale nie zawsze będzie nam potrzebna.
Jeśli specjalistyczna analiza wykazała wiele odchyleń od norm, to nie obędzie się bez stacji wielofunkcyjnej. Multifiltracja jest rozwiązaniem skutecznym, ale też kosztownym, dlatego opłaca się w nią inwestować jedynie w momencie, gdy istnieją ku temu wyraźne wskazania.
Przesadna oszczędność może skończyć się awarią
O tym, czy zakup zaawansowanej stacji uzdatniającej będzie konieczny, zdecydują wyniki badań próbek wody pobranej z ujęcia. W tej kwestii inwestor nie powinien działać na własną rękę. Nawet jeśli woda wydaje się bezbarwna, pozbawiona zapachu i przyjemna w smaku, to może zawierać niebezpieczne zanieczyszczenia w postaci bakterii, azotanów, azotynów czy amoniaku.
Nie musimy wydawać pieniędzy na stację do uzdatniania, jeśli nasza woda nadaje się do picia. Z drugiej strony nie powinniśmy przesadnie oszczędzać na uzdatnianiu. Nadmiar niektórych pierwiastków może uszkodzić armaturę i z czasem doprowadzić do awarii podgrzewacza, kotła, pralki czy zmywarki.
Lepiej nie oszczędzać na filtrze wstępnym – takie urządzenie zawsze musi być dopasowane do skali zanieczyszczeń. Prosty filtr narurowy z wkładem odżelaziającym może być tańszy niż pełna stacja, ale przy dużej zawartości żelaza okaże się mało wydajny i będzie wymagał częstej konserwacji. W tej sytuacji należy poszukać złotego środka – inwestor nie musi przepłacać, ale powinien skupić się na dopasowaniu systemu oczyszczającego do konkretnego ujęcia wody.