Testowałem kamerę z panelem solarnym przez 3 tygodnie. Sprawdziłem, czy to naprawdę działa

Do naszej redakcji trafiła na testy kamera Reolink Go Series G430, która ma dwie bardzo ciekawe cechy — nie potrzebuje dostępu do Wi-Fi, ponieważ łączy się z internetem przez sieć komórkową, a dzięki dołączonemu panelowi solarnemu może pracować bez podłączania do gniazdka. Brzmi jak idealne rozwiązanie do monitorowania działki, placu budowy czy innych miejsc, w których trudno o dostęp do prądu i internetu. Postanowiłem sprawdzić, jak to wszystko działa w praktyce. Przez trzy tygodnie kamera pracowała na zewnątrz, mierząc się zarówno ze słoneczną, jak i pochmurną, jesienną pogodą. Sprawdziłem jakość obrazu, działanie aplikacji, wykrywanie ruchu, a przede wszystkim to, jak radzi sobie akumulator ładowany energią słoneczną. Niektóre wyniki naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyły, choć znalazło się też kilka rzeczy, które moim zdaniem producent mógłby dopracować.
- Bogaty zestaw i łatwe pierwsze uruchomienie
- Kamera bez Wi-Fi. Jak sprawdza się połączenie LTE?
- Jakość obrazu zależy od pory dnia
- Aplikacja Reolink, obracanie kamery i wykrywanie ruchu
- Czas pracy na baterii wygląda naprawdę dobrze!
- Co mi się podobało, a co można poprawić?
- Czy warto kupić Reolink Go Series G430?
Bogaty zestaw i łatwe pierwsze uruchomienie
Po otwarciu pudełka pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Wszystkie elementy są starannie i bezpiecznie zapakowane, a sam zestaw jest naprawdę bogaty. Oprócz kamery Reolink Go Series G430 znajdziemy w nim panel solarny, osobne uchwyty montażowe do kamery i panelu, antenę zewnętrzną, przewody, elementy mocujące oraz instrukcje. Krótko mówiąc, dostajemy praktycznie wszystko, czego potrzeba do zamontowania i uruchomienia urządzenia.
Sama kamera również robi dobre wrażenie. Obudowa wygląda solidnie, poszczególne elementy są dobrze spasowane i nic nie sprawia wrażenia taniego czy niedopracowanego. Oczywiście trudno ocenić trwałość urządzenia po zaledwie trzech tygodniach, ale pod względem jakości wykonania nie mam żadnych zastrzeżeń.
Największym pozytywnym zaskoczeniem na początku okazała się jednak konfiguracja. Spodziewałem się, że uruchomienie kamery korzystającej z internetu mobilnego będzie wymagało trochę kombinowania, ale w praktyce całość zajęła mi dosłownie kilka minut. Wystarczyło włożyć kartę SIM i kartę pamięci microSD, przykręcić antenę, zainstalować aplikację Reolink na telefonie i zeskanować kod QR. Po kilkudziesięciu sekundach miałem już działający podgląd obrazu.
Warto jedynie pamiętać o jednej rzeczy: karta SIM nie powinna mieć aktywnego kodu PIN. Najlepiej sprawdzić to wcześniej w telefonie i w razie potrzeby wyłączyć zabezpieczenie. W moim przypadku kamera połączyła się z siecią komórkową od razu po przykręceniu anteny, bez konieczności ręcznego konfigurowania połączenia.
W skrócie - pierwsze uruchomienie Reolink G430 jest na tyle proste, że powinien sobie z nim poradzić nawet ktoś, kto wcześniej nie miał do czynienia z kamerami monitoringu. Nie trzeba znać się na sieciach komputerowych ani przechodzić przez skomplikowane ustawienia. Wystarczy kilka podstawowych czynności i można zacząć korzystać z urządzenia.

Kamera bez Wi-Fi. Jak sprawdza się połączenie LTE?
Reolink Go Series G430 różni się od większości popularnych kamer do monitoringu jedną istotną cechą. Nie łączy się z domową siecią Wi-Fi, tylko korzysta z internetu mobilnego przez kartę SIM. Co ważne, nie jest to urządzenie, w którym możemy wybierać pomiędzy Wi-Fi a LTE. Ta kamera w ogóle nie obsługuje Wi-Fi, więc do zdalnego podglądu potrzebujemy karty SIM z aktywnym pakietem internetu.
Początkowo zastanawiałem się, czy nie jest to pewne ograniczenie, ale szybko doszedłem do wniosku, że wszystko zależy od miejsca, w którym chcemy zamontować kamerę. Jeśli potrzebujemy monitoringu przy domu, gdzie mamy dobry zasięg Wi-Fi, takie rozwiązanie niekoniecznie będzie najlepszym wyborem. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na działce rekreacyjnej, placu budowy czy w innym miejscu, w którym nie ma stałego dostępu do internetu. Wystarczy zasięg sieci komórkowej i możemy korzystać z podglądu praktycznie z dowolnego miejsca.
Podczas moich testów połączenie LTE działało stabilnie. Nie miałem problemów z codziennym korzystaniem z podglądu, a kamera poprawnie komunikowała się z aplikacją na telefonie. Nie musiałem też ręcznie ustawiać parametrów sieci komórkowej. Po włożeniu karty SIM i podłączeniu anteny wszystko zaczęło działać automatycznie.
Warto też mieć świadomość, że brak zasięgu LTE oznacza brak możliwości zdalnego połączenia z kamerą. Dlatego przed jej zakupem sprawdziłbym, jak dobrze działa sieć wybranego operatora w miejscu planowanego montażu. W przypadku Reolink G430 jest to znacznie ważniejsze niż dostępność domowego internetu.
Jakość obrazu zależy od pory dnia
Jedną z najważniejszych rzeczy w każdej kamerze monitoringu jest oczywiście jakość obrazu. Reolink Go Series G430 nagrywa w rozdzielczości 5 MP i muszę przyznać, że w ciągu dnia obraz wygląda naprawdę dobrze. Jest szczegółowy, wyraźny, a kolory prezentują się naturalnie. Przy dobrym oświetleniu nie miałem właściwie żadnych powodów do narzekania. Jak na kamerę, która ma pracować z dala od domu, często bez stałego dostępu do prądu, jakość dziennych nagrań oceniam bardzo pozytywnie.
Niestety, sytuacja wygląda nieco gorzej po zmroku. Kamera została wyposażona w oświetlenie podczerwone, które pozwala obserwować otoczenie również w całkowitej ciemności. W praktyce jakość takiego obrazu nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenia. W porównaniu z nagraniami dziennymi widać wyraźną utratę szczegółów, a obraz jest znacznie mniej czytelny. Nie oznacza to, że kamera przestaje być użyteczna w nocy, ale pod tym względem spodziewałem się nieco więcej.
Co ciekawe, podczas testów zauważyłem jeszcze jeden problem, który pojawiał się nie w nocy, ale w godzinach porannych. Na zewnętrznej powierzchni osłony obiektywu zbierała się wilgoć, przez co obraz stawał się zamglony i wyraźnie tracił na ostrości. Różnica względem obrazu rejestrowanego w ciągu dnia była naprawdę duża. Warto podkreślić, że nie był to problem ze szczelnością obudowy. Wewnątrz kamery nie zauważyłem żadnych śladów wilgoci, a samo urządzenie bez problemu radziło sobie z jesiennymi warunkami atmosferycznymi.
Zastanawiam się, czy producent nie mógłby zastosować na osłonie obiektywu specjalnej powłoki hydrofobowej, która ograniczałaby osadzanie się kropelek wody lub ułatwiała ich spływanie. Być może pozwoliłoby to zmniejszyć problem porannego zamglenia. W końcu mówimy o kamerze przeznaczonej do pracy na zewnątrz przez całą dobę, również jesienią, kiedy wilgotność powietrza bywa bardzo wysoka.
Przygotowałem porównanie trzech ujęć wykonanych tą samą kamerą: w ciągu dnia, rano przy wilgotnym obiektywie oraz w nocy z wykorzystaniem podczerwieni. Różnice najlepiej ocenić samodzielnie, bo na zdjęciach widać je znacznie lepiej niż w samym opisie.

Aplikacja Reolink, obracanie kamery i wykrywanie ruchu
Jedną z rzeczy, które najbardziej spodobały mi się podczas testowania Reolink G430, jest aplikacja mobilna. Wszystko działa intuicyjnie, a dostęp do najważniejszych funkcji jest prosty. Z poziomu telefonu mogę włączyć podgląd na żywo, zmieniać ustawienia, przeglądać zapisane nagrania czy sterować położeniem kamery. Nie trzeba przekopywać się przez dziesiątki ekranów, żeby znaleźć podstawowe opcje.
Sama kamera może obracać się w poziomie o 355 stopni i pochylać w pionie o 140 stopni. W praktyce daje to naprawdę duże możliwości obserwowania otoczenia. Zamiast ograniczać się do jednego, nieruchomego kadru, mogę zdalnie skierować obiektyw w interesującą mnie stronę. Sterowanie z aplikacji działa bardzo dobrze i podczas testów nie miałem powodów do narzekania na tę funkcję.
Dużym plusem są także rozbudowane możliwości konfiguracji wykrywania ruchu. Kamera potrafi rozpoznawać ludzi, pojazdy i zwierzęta, a dla każdej z tych kategorii można osobno ustawić czułość oraz minimalny rozmiar wykrywanego obiektu. Warto poświęcić trochę czasu na dostosowanie tych parametrów, ponieważ przy ustawieniach domyślnych zdarzało się, że kamera nie rozpoznawała prawidłowo niektórych obiektów. Nie jest to system całkowicie bezbłędny, ale możliwość tak dokładnej konfiguracji zdecydowanie zaliczam do jego zalet.
Osobną kwestią jest zapisywanie nagrań. Reolink G430 obsługuje karty pamięci microSD, dzięki czemu nie trzeba korzystać z płatnej chmury, żeby przechowywać zarejestrowane zdarzenia.
Trzeba również pamiętać, że jest to kamera akumulatorowa, która nie została zaprojektowana do nieprzerwanego nagrywania przez całą dobę. Zamiast tego zapisuje zdarzenia wykryte przez czujnik ruchu. Ma to sens, ponieważ ciągłe rejestrowanie obrazu znacznie szybciej wyczerpywałoby baterię. W zamian dostajemy urządzenie, które może działać przez długi czas bez podłączania do zasilania.
Czas pracy na baterii wygląda naprawdę dobrze!
Przyznam, że od samego początku najbardziej interesowało mnie to, jak Reolink G430 poradzi sobie z zasilaniem. Kamera ma wbudowany akumulator o pojemności 6000 mAh, a w zestawie otrzymujemy niewielki panel solarny, który ma go na bieżąco doładowywać. Brzmi świetnie, ale zastanawiałem się, czy takie rozwiązanie rzeczywiście sprawdzi się jesienią, kiedy dni stają się coraz krótsze, a słońca jest coraz mniej.
Kamera dotarła do mnie z akumulatorem naładowanym do 17%. Przed rozpoczęciem testów postanowiłem naładować ją do pełna za pomocą przewodu USB. Po około godzinie i 40 minutach poziom baterii wynosił już 68%, a niedługo później osiągnął 100%. Nie sprawdzałem stanu naładowania bez przerwy, więc możliwe, że cały proces zakończył się nieco wcześniej.
28 września wystawiłem kamerę na zewnątrz i podłączyłem do niej panel solarny. Ustawiłem go w miejscu, które przez większą część dnia było dobrze nasłonecznione. Od tego momentu nie podłączałem już urządzenia do ładowarki, tylko co kilka dni sprawdzałem poziom naładowania akumulatora.
Pierwszy wynik był naprawdę obiecujący. Po ośmiu dniach, podczas których pogoda była przeważnie słoneczna, bateria nadal pokazywała 100%. Oznaczało to, że niewielki panel bez problemu radził sobie z uzupełnianiem energii zużywanej przez kamerę. Trzeba jednak zaznaczyć, że w tym okresie miałem problemy z dostępem do internetu, przez co nie korzystałem z podglądu tak intensywnie, jak normalnie.
Później przyszło kilka znacznie bardziej pochmurnych dni. Po ponad dwóch tygodniach od rozpoczęcia testu, poziom baterii spadł do 86%. Nadal był to bardzo dobry wynik, szczególnie biorąc pod uwagę jesienną pogodę. Co ciekawe, trzy dni później akumulator pokazywał już 94%. Pomiar wykonałem około godziny 10 rano, zaledwie cztery godziny po świcie (był pochmurny dzień). W międzyczasie nie było też szczególnie dużo słońca.
Ten ostatni wynik zrobił na mnie największe wrażenie. Okazało się, że panel potrafi nie tylko utrzymywać poziom naładowania w słoneczne dni, ale również stopniowo uzupełniać energię po okresach gorszej pogody. Przez cały czas kamera pozostawała na zewnątrz, a ja ani razu nie musiałem podłączać jej do ładowarki.
Po trzech tygodniach testowania bateria miała 94% naładowania. To zdecydowanie lepszy rezultat, niż się spodziewałem, szczególnie że test odbywał się na przełomie września i października, a nie w środku słonecznego lata.
Oczywiście nie oznacza to, że kamera będzie działała bezobsługowo przez cały rok. Nie miałem jeszcze okazji sprawdzić jej podczas zimowych mrozów, krótkich grudniowych dni czy długotrwałego zachmurzenia. Duże znaczenie ma również miejsce montażu panelu oraz intensywność korzystania z kamery. Mimo to po tych trzech tygodniach jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. W moich warunkach zestaw z panelem solarnym sprawdził się znakomicie i wygląda na to, że ręczne doładowywanie akumulatora będzie potrzebne bardzo rzadko.
Co mi się podobało, a co można poprawić?
Po trzech tygodniach korzystania z Reolink G430 mam o tej kamerze zdecydowanie dobre zdanie. Największym zaskoczeniem okazał się panel solarny, który nawet w październiku radził sobie z utrzymywaniem wysokiego poziomu naładowania akumulatora. To ogromna zaleta, szczególnie jeśli zamierzamy zamontować kamerę na działce albo w innym miejscu, do którego nie zaglądamy codziennie.
Na plus zaliczam również prostotę konfiguracji i wygodną aplikację. Uruchomienie kamery zajęło mi zaledwie kilka minut, a późniejsze korzystanie z niej nie sprawiało żadnych problemów. Bardzo dobrze działa też zdalne obracanie obiektywu, dzięki któremu mogę obserwować znacznie większy teren niż w przypadku zwykłej, nieruchomej kamery. Podoba mi się również możliwość dokładnego dostosowania wykrywania ruchu do własnych potrzeb.
Nie wszystko jest jednak idealne. Największe zastrzeżenia mam do jakości obrazu nocnego w podczerwieni, która wyraźnie odstaje od bardzo dobrego obrazu dziennego. Przeszkadzało mi także poranne osadzanie się wilgoci na osłonie obiektywu. W takich warunkach obraz potrafił być znacznie mniej czytelny, choć sama obudowa pozostawała szczelna i nie zauważyłem żadnych problemów z wilgocią wewnątrz urządzenia.
Pewnym ograniczeniem może być również brak Wi-Fi. Kamera korzysta wyłącznie z internetu mobilnego, co oznacza konieczność posiadania karty SIM i opłacania pakietu danych. Nie traktuję tego jednak jako typowej wady, ponieważ Reolink G430 została stworzona przede wszystkim z myślą o miejscach, w których nie ma dostępu do tradycyjnej sieci.
Czy warto kupić Reolink Go Series G430?
Moim zdaniem Reolink G430 jest bardzo ciekawą propozycją dla osób, które potrzebują monitoringu w miejscu pozbawionym stałego dostępu do prądu i internetu. Na działce rekreacyjnej, placu budowy czy przy oddalonym od domu budynku gospodarczym taki zestaw może sprawdzić się naprawdę dobrze. Wystarczy karta SIM, odpowiedni zasięg sieci komórkowej i miejsce na panel solarny.
Gdybym szukał kamery do monitorowania terenu wokół własnego domu, gdzie mam już dostęp do Wi-Fi i zasilania, prawdopodobnie rozważyłbym inne rozwiązanie. Natomiast w miejscu, w którym nie ma takich udogodnień, Reolink G430 ma sporo sensu. Szczególnie że nie wymaga skomplikowanej instalacji, a w moim teście przez trzy tygodnie działała bez konieczności ręcznego doładowywania akumulatora.
Nie jest to kamera pozbawiona wad i warto mieć świadomość jej ograniczeń, zwłaszcza jeśli zależy nam na bardzo dobrej jakości obrazu nocnego. Mimo to uważam, że jej największa zaleta, czyli połączenie LTE z zasilaniem solarnym, sprawdza się w praktyce. Po zakończeniu testów mam poczucie, że jest to sprzęt, który można zamontować w odpowiednim miejscu i przez większość czasu po prostu korzystać z niego bez konieczności ciągłego doglądania czy ładowania.