Skandal w Kauflandzie? Dwujęzyczne tablice wywołały burzę wśród klientów

Zakupy w supermarkecie czasami wywołują wielkie emocje. Jednak tym razem sięgnęły zenitu. W wybranych sklepach Kaufland pojawiły się nietypowe oznaczenia, które natychmiast przyciągnęły uwagę klientów. Dwujęzyczne tablice – po polsku i w śląskiej „godce” – dla jednych są ukłonem w stronę lokalnej kultury, a dla innych powodem do dyskusji. Projekt rozwija się dynamicznie, a wraz z nim narasta ogólnopolska debata o języku i tożsamości regionu.
- Dwujęzyczne oznaczenia coraz częściej w sklepach
- Od pilotażu do większej inicjatywy
- Spór o język śląski znów nabiera tempa – klienci podzieleni
- Co dalej z projektem?
Dwujęzyczne oznaczenia coraz częściej w sklepach
Pomysł wprowadzenia podwójnych nazw produktów i działów nie jest nowy. Dopiero teraz zaczyna być jednak widoczny na większą skalę. W placówkach zlokalizowanych na Górnym Śląsku klienci mogą zobaczyć napisy w dwóch wersjach językowych – standardowej i regionalnej.
Na półkach i ladach pojawiają się określenia, które dla jednych mieszkańców regionu brzmią naturalnie, natomiast dla pozostałych są zaskakujące. Wśród nich można znaleźć nazwy produktów zapisane w śląskiej odmianie językowej, które nadają przestrzeni sklepu zupełnie inny charakter.
Projekt objął już ponad 20 sklepów i, jak zapowiada sieć, nie jest to koniec zmian. Kolejne placówki mają być sukcesywnie dostosowywane do tej koncepcji – zwłaszcza w regionach, gdzie lokalna tożsamość odgrywa dużą rolę.
Od pilotażu do większej inicjatywy
Cała idea rozpoczęła się kilka lat temu jako niewielki eksperyment w dwóch miastach. Pierwsze testy przeprowadzono w Knurowie oraz Katowicach, gdzie reakcje klientów okazały się na tyle pozytywne, że firma zdecydowała się kontynuować działania.
Obecnie projekt nie ogranicza się wyłącznie do tablic informacyjnych. W niektórych sklepach pojawiają się także elementy wystroju nawiązujące do regionu oraz produkty charakterystyczne dla lokalnej kuchni.
Sieć współpracuje przy tym z ekspertami językowymi, którzy dbają o poprawność tłumaczeń i ich zgodność z tradycją. Dzięki temu używane określenia nie są przypadkowe, lecz dopasowane do realiów i sposobu mówienia mieszkańców Śląska.

Spór o język śląski znów nabiera tempa – klienci podzieleni
Wprowadzenie regionalnych oznaczeń ponownie rozgrzało dyskusję, która od lat dzieli opinię publiczną. Chodzi o status śląskiej mowy – czy jest to odrębny język, czy jedynie gwara. Temat wrócił ze zdwojoną siłą po decyzji, jaką podjął Karol Nawrocki, który zawetował ustawę mającą nadać śląskiemu oficjalny status języka regionalnego. Tym samym kwestia formalnego uznania pozostaje nierozstrzygnięta.
Jednocześnie dane pokazują, że setki tysięcy osób używają tej formy komunikacji w codziennym życiu. Dla wielu mieszkańców regionu jest to ważny element tożsamości, który chcą pielęgnować i przekazywać dalej. Według badań ponad 467 tys. osób deklaruje używanie „śląskiego” w domu.
Nowe oznaczenia w Kauflandzie wywołały skrajne reakcje. Część klientów przyjęła je z entuzjazmem, traktując jako ciekawą inicjatywę i wyraz szacunku wobec lokalnej kultury. Podkreślają, że podobne rozwiązania funkcjonują w wielu krajach Europy, gdzie regionalne języki są naturalnym elementem przestrzeni publicznej.
Nie brakuje jednak głosów krytycznych. Niektórzy uważają, że takie działania są zbędne lub wprowadzają zamieszanie, szczególnie dla osób spoza regionu. Pojawiają się również opinie kwestionujące zasadność traktowania śląskiej mowy jako odrębnego języka.
Co dalej z projektem?
Przedstawiciele sieci sklepów Kaufland zapowiadają dalszy rozwój inicjatywy, szczególnie w nowych sklepach powstających na Śląsku. Nie jest jednak jasne, czy podobne rozwiązania zostaną wprowadzone w innych regionach Polski.
Jedno jest pewne – projekt już teraz wywołał szeroką dyskusję i zwrócił uwagę na znaczenie lokalnej kultury w przestrzeni publicznej. Dla jednych to krok w stronę większej różnorodności, dla innych temat wymagający dalszej debaty.