7 lat budowy, 18 lat czekania. Ten projekt to największa porażka inwestycyjna Warszawy

W Polsce nie brakuje wielkich inwestycji, które miały zmieniać rzeczywistość „już za chwilę” — a potem miesiącami, a nawet latami utknęły w miejscu. I nie chodzi wyłącznie o drogi czy lotniska. Podobny scenariusz dotyka planowanych centrów kongresowych, obiektów sportowych i kulturalnych. Warszawa też ma swój głośny przykład. „Przystań Warszawa” miała w ekspresowym tempie tchnąć nowe życie w nabrzeże Wisły na Cyplu Czerniakowskim. Zamiast szybkiej metamorfozy pojawiła się historia, która z czasem zaczęła kojarzyć się z przeciągającą się realizacją i rosnącymi oczekiwaniami. Terminy dawno przestały mieć znaczenie, a pytanie wraca coraz częściej: czy finał tej inwestycji rzeczywiście jest wart całego czekania?
- Jak miała wyglądać Przystań Warszawa
- Siedem lat opóźnień: przystań ruszyła w 2024
- Opóźnienia na Cyplu Czerniakowskim
- Dlaczego „Przystań Warszawa” utknęła?
Jak miała wyglądać Przystań Warszawa
Pomysł na „Przystań Warszawa” narodził się w czasie, gdy miasto mocno stawiało na rozwój przestrzeni publicznej i infrastruktury. W latach 2010–2015 stolica zmieniała się w szybkim tempie: odświeżono bulwary wiślane, wytyczano kolejne trasy rowerowe, powstawały parki i miejskie place. Władze konsekwentnie dążyły do tego, by Warszawa znów „otworzyła się” na rzekę.
Na tym tle pojawił się plan stworzenia nowoczesnego kompleksu rekreacyjno-kulturalnego nad Wisłą. „Przystań Warszawa” miała pełnić rolę miejskiego centrum dla kajakarzy, wioślarzy, żeglarzy i wszystkich fanów sportów wodnych. W założeniach były m.in. przystanie dla jednostek i barek, strefy wypoczynku, obiekty usługowe oraz miejsca dla organizacji pozarządowych działających na styku ekologii i sportu.
Projekt zakładał budowę siedmiu drewnianych pawilonów (oraz jednego dwupoziomowego hangaru żelbetowego, wkopanego w skarpę) na Cyplu Czerniakowskim przy ul. Zaruskiego, tuż obok Portu Czerniakowskiego. Obiekty miały stanąć w nieregularnym układzie na obszarze ok. 16 tys. m² — taki rozstaw nie był przypadkowy, bo wynikał z chęci ocalenia jak największej liczby drzew. Brzmi intrygująco, prawda?
Roboty ruszyły w 2017 roku. W 2020 roku, na zlecenie Zarządu Zieleni m.st. Warszawy, zaktualizowano dokumentację projektową. Umowę na dokończenie inwestycji podpisano z firmą Profiklima dopiero w lipcu 2021 roku.
Siedem lat opóźnień: przystań ruszyła w 2024
Problem w tym, że postawienie budynków wcale nie oznaczało jeszcze, że można było z nich korzystać. Sprawa była poważna – nie wydano pozwolenia na użytkowanie. Zastrzeżeń pojawiło się sporo. Obiekty ogrodzono metalowym płotem i przez kilka lat stały niewykorzystane. Dopiero w 2021 roku Zarząd Zieleni zlecił prace wykończeniowe. Lista poprawek liczyła około stu punktów – od drobiazgów po rzeczy kluczowe. Ostatecznie zgodę na użytkowanie udało się uzyskać dopiero w marcu 2023 roku.
Efekt? Kilka sezonów przepadło. W maju 2023 roku miasto wreszcie ogłosiło przetarg na ośmioletnią dzierżawę kompleksu. I wtedy wyszedł na jaw kolejny problem – nie zgłosił się nikt. Trzeba było rozpisać drugi konkurs. Ten rozstrzygnięto dopiero w lutym 2024 roku. Zwyciężyło Konsorcjum Przystań Warszawa z siedzibą w Milanówku. Przystań ruszyła oficjalnie w maju 2024 roku – siedem lat od startu budowy i ponad rok po formalnym dopuszczeniu obiektu do użytkowania.
Opóźnienia na Cyplu Czerniakowskim
Warto dodać, że sama „Przystań” to jedynie część szerszego planu zagospodarowania Cypla Czerniakowskiego. I właśnie tam widać jeszcze wyraźniej, jak wiele pozostaje wciąż w zawieszeniu.
Konkurs architektoniczny na nowy obiekt usługowy z bosmanatem (czyli siedzibą administratora portu) rozstrzygnięto już w 2022 roku, jednak do dziś budynku nie zrealizowano. A co z kładką pieszo-rowerową? Przeprawę, która miała połączyć oba brzegi Portu Czerniakowskiego, zapowiadano już od 2007 roku — od momentu, gdy zniszczona została stara drewniana kładka. Przetarg na projekt ogłoszono dopiero w 2022 roku, a same prace budowlane ruszyły w 2024. Zgodnie z zapowiedziami całość miała być gotowa latem 2025 roku — czyli aż 18 lat po utracie poprzedniej kładki.
To pokazuje, że nawet po otwarciu pawilonów Przystani w maju 2024 roku infrastruktura nadal pozostaje niepełna, a elementy zapowiadane jako „kompleks strategicznych działań na rzecz Dzielnicy Wisła” wdrażane są z wieloletnimi poślizgami.
„Przystań Warszawa” miała swoje problemy, ale nie wywoływała tak dużych emocji i sporów jak Roma Tower.
Dlaczego „Przystań Warszawa” utknęła?
Problemy z doprowadzeniem do finału „Przystani Warszawa” i zagospodarowania całego Cypla Czerniakowskiego nie były wyłącznie efektem pecha czy pojedynczych potknięć. Najbardziej ciążył brak konsekwencji i ciągłości działań. Do tego doszedł bałagan w wyznaczaniu priorytetów. W tym samym czasie miasto koncentrowało uwagę na innych, znacznie większych inwestycjach – jak rozbudowa drugiej linii metra, rozpoczęta w 2010 roku. Przy takim tle „Przystań” była projektem mniejszym, a więc łatwym do odłożenia na później.
„Przystań Warszawa” nie jest finansową katastrofą na skalę elektrowni Ostrołęka C czy niedoszłych galerii handlowych w Nowym Targu. Mimo to – podobnie jak cały plan dla Cypla Czerniakowskiego – urosła do rangi symbolu innego kłopotu: trudności z domykaniem nawet niewielkich przedsięwzięć w sposób sprawny i kompletny, aż do realnego uruchomienia. Zamiast stać się wizytówką stolicy, przez lata była dowodem na zmarnowany czas. Ciąg zaniedbań i narastające opóźnienia sprawiły, że nadwiślańska inwestycja trafiła kiedyś na listę najbardziej pechowych projektów w Polsce. Ten niesmak ciągnie się do dziś.
Wygląda na to, że „Przystań” w końcu przełamała złą passę. A co z działką przy Chmielnej 75?