Cały PKiN zbudowano w 3 lata. Remont jednej sali potrwa co najmniej 14

W 2014 roku Katie Melua zagrała w Sali Kongresowej ostatni koncert przed planowanym remontem. Gazety pisały, że za trzy lata zobaczymy kultową salę odnowioną. Minęło dwanaście lat. Słynna Kongresowa wciąż jest zamknięta, termin otwarcia przesuwa się po raz kolejny, a kosztorys urósł ponad dziesięciokrotnie. Dla porównania: cały Pałac Kultury i Nauki – gigantyczny kompleks liczący niemal sto tysięcy metrów kwadratowych – wzniesiono od fundamentów w niecałe trzy lata, jeszcze za czasów Bieruta. Dlaczego więc odnowienie jednej z jego części trwa znacznie dłużej?
Terminy, obietnice i rozczarowania
Historia remontu Sali Kongresowej to osobna kronika polskich kłopotów z inwestycjami publicznymi. Pierwsze podejście, w 2014 roku, zakończyło się bankructwem wykonawcy wiosną 2016 roku – zanim zdążono zrobić cokolwiek znaczącego. Prace stanęły na kilka lat. Kontrakt zerwano, szukano nowego wykonawcy, toczono spory prawne.
W listopadzie 2023 roku miasto podpisało nową umowę, tym razem z konsorcjum firm Adamietz. Prezydent Rafał Trzaskowski zapewniał osobiście, że teraz będzie inaczej. Kontrakt zakładał ukończenie prac do 9 listopada 2026 roku. Budżet ustalono na 393 milionów złotych. Konkretne deklaracje pozwoliły mieć nadzieję, że tym razem remont dojdzie do skutku i zakończy się sukcesem.
Wiosną 2025 roku podczas prac natrafiono na azbest – ponad 1400 ton materiałów azbestowych ukrytych w ścianach, wokół instalacji elektrycznych, hydraulicznych i wentylacyjnych. Dokumentacja przedremontowa nie odzwierciedlała rzeczywistości w żaden sposób. Usuwanie azbestu jest procesem ściśle regulowanym prawnie, kosztownym i nieelastycznym – nie da się go przyspieszyć decyzją administracyjną. A co to oznacza? O otwarciu Sali Kongresowej w listopadzie 2026 roku możemy zapomnieć.
Gdzie jesteśmy dziś?
W kwietniu 2026 roku prezydent Trzaskowski ogłosił, że widzowie powinni móc skorzystać z nowej Sali Kongresowej w połowie 2028 roku. To oznacza, że remont, który miał trwać trzy lata, potrwa czternaście – oczywiście jeśli tym razem termin zostanie dotrzymany. Koszt inwestycji urósł z pierwotnych 45 milionów złotych do niemal 478 milionów.
Prace konserwatorskie w głównej części sali zostały już w znacznej mierze ukończone. Na montaż czekają nowe fotele – szersze niż oryginalne, co oznacza, że pojemność sali zmniejszy się o kilkaset miejsc. Fotele mają nawiązywać kolorem do mediolańskiej La Scali – biało-czerwona tapicerka projektowana jest we współpracy ze stołecznym konserwatorem zabytków. Do tego złoto-mosiężna rozeta na suficie. Zapowiada się spektakularnie.

Wtedy trzy lata, dziś... kilkanaście lat
Zestawienie, które wraca w każdej rozmowie o tym remoncie, jest bezlitosne. Cały PKiN – 42 piętra, prawie 3288 pomieszczeń, teatry, kina, uczelnie, baseny i sala kongresowa – wzniosło w Warszawie w latach 1952–1955 kilka tysięcy radzieckich i polskich robotników pracujących na trzy zmiany. Czas budowy: niecałe trzy lata. Remont jednej części w tym samym budynku, przy dostępie do nowoczesnego sprzętu i materiałów, zajmie dłużej niż budowa całego gmachu, który – choć pod względem estetyki nieco kontrowersyjny – jest naprawdę imponujący.
PKiN to symbol stolicy, natomiast Kongresowa to najbardziej znana sala koncertowa i widowiskowa w mieście. Pora, by znów odbywały się tam wydarzenia kulturalne. Inauguracyjny koncert w odnowionej Sali Kongresowej zaplanowano na 2028 rok. Kto wystąpi? Warszawiacy są podobno podzieleni między Rolling Stones a Mazowsze. Ważniejsze wydaje się jednak inne pytanie: czy jakikolwiek koncert będzie mógł się już odbyć?