W Warszawie jest około 200 schronów? Kontrola wykazała, jak jest naprawdę

Ponad 200 schronów, 1300 ukryć, 16 tysięcy miejsc doraźnego schronienia – tak brzmi oficjalna lista warszawskiego ratusza. Problem w tym, że żaden z tych obiektów nie spełnia norm Ministerstwa Obrony Narodowej. Kontrolerzy nie pozostawiają złudzeń: stolica nie ma infrastruktury, która chroniłaby mieszkańców przed atakiem. Sytuacja jest słaba, czy wręcz beznadziejna?
- Papierowa ochrona na wypadek wojny
- Metro – bezpieczne schronienie dla warszawiaków?
- Audyt w martwym punkcie
- Co zostało z czasów zimnej wojny
- Lata zwłoki i brak perspektyw
- Obietnice bez pokrycia
Papierowa ochrona na wypadek wojny
Warszawa może się pochwalić imponującymi liczbami – ponad 200 schronów, około 1300 ukryć i ponad 16 tysięcy miejsc doraźnego schronienia. Brzmi uspokajająco, prawda? Sęk w tym, że panuje chaos informacyjny.
Mało tego, kontrole przeprowadzone w blisko połowie obiektów ujawniły dramat. Według informacji przedstawionych radnym przez Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa, w Warszawie nie ma ani jednego schronu spełniającego definicję określoną w ustawie o ochronie ludności i obronie cywilnej. Zero.
Metro – bezpieczne schronienie dla warszawiaków?
Najbardziej szokująca prawda dotyczy warszawskiego metra. To ono miało być miejscem masowej ewakuacji w sytuacji zagrożenia. Tyle że tunele są zbyt płytkie, nieszczelne i nie posiadają żadnej ochrony przed atakiem chemicznym. Generał Roman Polko, były dowódca GROM, w studiu PAP nie owijał w bawełnę: „Metro nie spełnia podstawowych wymogów bezpieczeństwa”. Czy od czasu jego wypowiedzi z 2024 cokolwiek się zmieniło?
Ministerstwo wymaga, by schrony były szczelne i chroniły przed bronią masowego rażenia. Warszawskie metro znajduje się zaledwie kilkadziesiąt metrów pod ziemią i nie spełnia tych kryteriów. Brakuje tam toalet, składów żywności, systemów filtracji powietrza. W razie bombardowania stałoby się pułapką, nie schronieniem.
Audyt w martwym punkcie
Ratusz tłumaczy się, że weryfikacja obiektów należy do Państwowej Straży Pożarnej i Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Według stanu na wrzesień 2025 roku, audyt jest zaawansowany w 40 procentach. Póki co nie można formalnie rozpocząć modernizacji ani budowy nowych schronów.
Radni alarmują, że dostępne aplikacje i materiały dla mieszkańców to chaotyczne źródło informacji. „Aplikacje są nieczytelne, a broszury pełne ogólników. Brakuje jasnych wskazówek, co robić w razie realnego zagrożenia” – mówi radna Zofia Smełka-Leszczyńska z klubu Lewica, a jej słowa przytoczono na stronie Money.pl – Miasto Jest Nasze.
Co zostało z czasów zimnej wojny
Historia warszawskich schronów zaczyna się przed II wojną światową. Pod Ogrodem Krasińskich jest słynny „Bunkier Starzyńskiego” – schron składający się z ośmiu pomieszczeń, którego jednak prezydent stolicy nigdy nie użył. Na Bielanach, pod budynkiem huty ArcelorMittal przy ulicy Kasprowicza 132, 13 metrów pod ziemią, znajduje się historyczny schron przeciwatomowy z lat 1956-60. Wypełniony oryginalnymi maskami przeciwgazowymi, licznikami Geigera i sprzętem obrony cywilnej, dziś funkcjonuje jako atrakcja muzealna podczas Nocy Muzeów.
Rząd PRL miał własny schron pod biurowcem przy Wspólnej 62 – zbudowanym tak, by w razie bombardowania „złożył się jak domek z kart”, umożliwiając wydostanie się osób z podziemi. W latach 90. mieściła się tam dyskoteka Ground Zero. Dzisiaj, po remoncie, budynek nazywa się Ufficio Primo.
Większość schronów z lat 50., 60. i 70., budowanych systematycznie przy osiedlach mieszkaniowych (Bielany, Mirow, Młynów, Praga), została zamieniona na zwykłe piwnice. Pozostały po nich jedynie betonowe włazy z wentylacją na skwerach między blokami oraz metalowe płytki na budynkach – ślady po dawnych wyjściach ewakuacyjnych.

Lata zwłoki i brak perspektyw
Na wiele lat strach przed wojną w Europie zniknął, jednak wojna w Ukrainie trwa od ponad dekady – i choć media straszą konfliktem, niewiele działań jest podejmowanych dla wzmocnienia bezpieczeństwa w stolicy.
Prezydent Rafał Trzaskowski w marcu 2024 roku zapowiadał 117 milionów złotych na obronę cywilną w ramach programu „Warszawa chroni”. Jak informuje ratusz, środki wydano już na monitoring, sprzęt specjalistyczny i testy syren alarmowych. Samych schronów jednak wciąż brak. Od stycznia 2025 roku obowiązuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, która wprowadza prawne definicje obiektów ochronnych i nakłada na rząd obowiązek przeznaczania minimum 0,3 proc. PKB rocznie na ten cel.
Radni, podobnie jak zainteresowani tematem mieszkańcy podkreślają, że w stolicy trzeba szybko tworzyć miejsca doraźnego schronienia i słusznie zwracają uwagę, że budowa pełnoprawnych schronów zajmie lata, a lepiej nie działać w pośpiechu.
Obietnice bez pokrycia
Warszawiacy nie potrzebują kolejnych kampanii informacyjnych, tylko rzetelnej, aktualnej i wiarygodnej listy miejsc, w których mogą się schronić. Bez tego całe planowanie obrony cywilnej to czysta teoria, a nie praktyka. Liczby są imponujące, ale to tylko cyfry w tabeli – bez gwarancji, że w razie realnego zagrożenia którykolwiek z tych obiektów będzie nadawał się do użytku.
Stolica może mówić o „ponad 200 schronach”, ale dopóki audyt nie zostanie zakończony, a rozporządzenia techniczne wydane, pozostaje to papierową ochroną. Każdy kolejny miesiąc zwłoki oznacza, że w razie zagrożenia warszawiacy będą zdani sami na siebie.