Chińskie falowniki wykluczone z dopłat. Bruksela wprowadza ostre ograniczenia

Unia Europejska nie będzie już finansować inwestycji energetycznych, w których wykorzystywane są falowniki pochodzące od dostawców wysokiego ryzyka. Zmiana przepisów uderzy nie tylko w chińskich wytwórców, ale też w europejskich inwestorów, którzy muszą zmienić swoje plany.
- Brak dofinansowania do fotowoltaiki. Wszystko przez jedno urządzenie
- Niepokojące odkrycie w chińskich falownikach
- Czy właściciele instalacji PV muszą pozbyć się urządzeń z Chin?
- UE się nie zatrzymuje – czekają nas kolejne zmiany
Brak dofinansowania do fotowoltaiki. Wszystko przez jedno urządzenie
1 listopada zmienią się zasady finansowania instalacji fotowoltaicznych z unijnych środków. Inwestorzy muszą liczyć się z nowymi ograniczeniami dotyczącymi stosowania chińskich falowników, ale nie oznacza to, że ich sprzedaż czy montaż zostaną całkowicie zakazane. Zmiana przepisów dotyczy jedynie dofinansowań do projektów energetycznych, w których stosowane są falowniki pochodzące od dostawców wysokiego ryzyka.
Inwestor realizujący projekt z wykorzystaniem środków unijnych będzie musiał zwracać większą uwagę na pochodzenie takich urządzeń, bo warunki finansowania instalacji OZE staną się bardziej wyśrubowane. Formalne ograniczenia zostaną nałożone zarówno na falowniki z Chin, jak i na urządzenia produkowane w Rosji, Iranie czy Korei Północnej, ale to Państwo Środka ma największy wpływ na branżę OZE. Chińscy producenci odpowiadają bowiem za około 80% globalnego rynku falowników.
Komisja Europejska zapowiada możliwość indywidualnej oceny projektów znajdujących się na zaawansowanym etapie realizacji. Inwestorzy wykorzystujący urządzenia od dostawców wysokiego ryzyka mogli ubiegać się o zgodę na kontynuowanie przedsięwzięcia. Do 1 listopada Komisja ma ocenić, które z takich projektów mogą być dalej realizowane. Branża fotowoltaiczna apelowała o złagodzenie ograniczeń oraz przesunięcie terminu ich wdrożenia. Komisja Europejska nie przychyliła się do tych próśb.
Niepokojące odkrycie w chińskich falownikach
Europa powoli zmierza w kierunku zmniejszania gospodarczej zależności od Chin, ale decyzja o zakończeniu finansowania inwestycji OZE z chińskimi komponentami ma zupełnie inne podłoże. Unia Europejska tłumaczy ten krok dbałością o bezpieczeństwo energetyczne wspólnoty. Możliwości nowoczesnych falowników wykraczają poza rolę urządzenia wykorzystywanego do przekształcania prądu stałego produkowanego przez panele fotowoltaiczne w prąd przemienny.
Najnowsze falowniki mogą komunikować się z zewnętrznymi systemami, przeprowadzać aktualizacje oprogramowania oraz umożliwiać zdalny dostęp w trybie serwisowym. Urządzenie kontroluje pracę instalacji fotowoltaicznej, dopasowuje parametry wytwarzanego prądu do parametrów sieci i może ograniczać produkcję lub odłączać instalację w określonych sytuacjach. Niedawno odkryto, że niektóre falowniki z Chin zawierały niezadeklarowane i niezatwierdzone elementy łączności. Istnieje ryzyko, że takie komponenty mogłyby posłużyć do zdalnego sterowania urządzeniem lub omijania zabezpieczeń sieciowych.
Komisja Europejska zwraca uwagę między innymi na możliwość nieuprawnionego dostępu do danych operacyjnych, zmiany parametrów produkcji oraz celowego zakłócania pracy paneli PV. W pesymistycznym scenariuszu takie działania mogłyby doprowadzić do blackoutu. Instytut Unii Europejskiej Studiów nad Bezpieczeństwem rekomenduje, by zwiększać udział europejskich technologii w infrastrukturze krytycznej. Władze UE przykładają więc coraz większą wagę do bezpieczeństwa OZE.

Czy właściciele instalacji PV muszą pozbyć się urządzeń z Chin?
Na szczęście nowe regulacje nie dotyczą wszystkich instalacji PV, a jedynie nowych projektów, które mają zostać objęte unijnym finansowaniem. Właściciele fotowoltaiki z chińskimi falownikami nie będą musieli demontować posiadanych urządzeń. Inwestorzy wciąż będą mogli wybierać ekonomiczne falowniki z Chin, chyba że chcą skorzystać z dotacji UE.
Zmiana zasad przyznawania dofinansowań może najmocniej uderzyć w deweloperów oraz tych inwestorów, którzy realizują duże przedsięwzięcia energetyczne. Chińskie falowniki są najtańsze i najpopularniejsze, lecz od listopada mogą stać się czynnikiem, który odetnie projekt od finansowania.
Najwięcej powodów do zmartwień mają inwestorzy, którzy już wybrali konkretne falowniki. Zastąpienie takich urządzeń innymi modelami nie zawsze jest proste. W niektórych przypadkach trzeba będzie ponownie dokonać analizy kompatybilności oraz przygotować nową dokumentację techniczną. Komisja Europejska dopuszcza możliwość wystąpienia krótkoterminowych problemów z dostępnością niektórych modeli falowników, wzrostu kosztów oraz opóźnień inwestycji, ale bezpieczeństwo energetyczne jest priorytetem.
UE się nie zatrzymuje – czekają nas kolejne zmiany
Ograniczenie finansowania dla instalacji fotowoltaicznych z chińskimi falownikami to początek zmian planowanych przez Komisję Europejską. Wiele wskazuje na to, że w połowie 2027 roku wymagania dotyczące inwestycji związanych z infrastrukturą krytyczną zostaną zaostrzone po raz kolejny.
Państwo Środka jest zdecydowanym liderem produkcji nie tylko w kategorii falowników. Chiny od lat mają bardzo silną pozycję w globalnym sektorze zielonej energii. Instytut Unii Europejskiej Studiów nad Bezpieczeństwem przypomina, że do 2023 roku ten kraj odpowiadał za 98% światowej produkcji płytek fotowoltaicznych. Chińskie przedsiębiorstwa zajmują ważne miejsce w sektorze turbin wiatrowych, zielonego wodoru oraz paliw syntetycznych.
Ograniczenie zależności od chińskich technologii z pewnością będzie się wiązać ze wzrostem kosztów zielonych inwestycji. Komisja Europejska uznaje jednak kwestie bezpieczeństwa systemu energetycznego za wystarczający argument, aby nakładać na inwestorów kolejne ograniczenia.