Zainwestował w turbinę wiatrową. Teraz musi dalej kupować prąd z sieci. "Działa gdy jej nie potrzebuję"

Turbina wiatrowa na dachu lub w ogrodzie staje się coraz popularniejszym symbolem niezależności elektrycznej. Niestety nie każdy jest zadowolony z tego typu instalacji. Dobrym przykładem jest turbina Pana Karola, która rzadko działa w momentach największego zapotrzebowania budynku na energię elektryczną. To rodzi irytację i sprawia, że inwestycja, zdaniem Pana Karola jest niedopasowana do jego rytmu życia i wymagań budynku.
- Działanie turbin wiatrowych zgodne z sezonem
- Różnice w produkcji energii pomiędzy zimą, a latem
- Turbina wiatrowa miała zapewnić poczucie niezależności – co poszło nie tak?
Działanie turbin wiatrowych zgodne z sezonem
Produkcja prądu z energii wiatrowej jest ściśle związana z warunkami pogodowymi. Najwięcej wiatru pojawia się jesienią, zimą oraz wczesną wiosną, gdy różnice temperatur w atmosferze są największe.
Najintensywniejsze podmuchy wiatru oznaczają najskuteczniejszą pracę turbin wiatrowych, które w tym okresie generują najwięcej prądu. Jednak zdaniem Pana Karola, problem polega na tym, że sezon na produkcję prądu wcale nie pokrywa się z cyklem potrzeb jego gospodarstwa domowego.
Zimą rośnie zużycie energii potrzebnej do ogrzewania. Jednak w szczycie poboru prądu przez domowników często okazuje się, że turbina produkuje niewiele energii elektrycznej. Intensywniejsza produkcja energii pojawia się w ciągu nocy lub wczesnym rankiem, gdy za oknem najsilniej wieje. Latem sytuacja się odwraca. Pan Karol chciałby pozyskać energię do klimatyzacji i obsługi domowej elektroniki. Jednak turbina wiatrowa stoi w miejscu lub pracuje symbolicznie. To z kolei oznacza brak produkcji prądu i konieczność większego poboru energii z sieci zewnętrznej.
Różnice w produkcji energii pomiędzy zimą, a latem
Pan Karol posiada turbinę wiatrową od dwóch lat. Dzięki temu opracował już wstępne kalkulacje opłacalności całego przedsięwzięcia. Według niego, paradoks polega na tym, że nadmiar prądu na ogół pojawia się w czasie, gdy trudno go efektywnie wykorzystać.
W niektóre zimowe wieczory turbina generuje duże ilości prądu, których nadmiar jest przekazywany do sieci. W instalacji Pana Karola znajduje się magazyn energii, ale zdaniem mężczyzny ma on bardzo ograniczone możliwości magazynowania prądu. To z kolei powoduje problemy ze skuteczną autokonsumpcją energii z turbiny.
Latem dni są dłuższe, a potrzeby energetyczne domu Pana Karola rosną. Wtedy też występuje mniej wietrznych dni, a turbina często okazuje się niewystarczająca. Pan Karol zauważył, że jego rachunki za energię elektryczną latem nadal są dość wysokie. Konieczność poboru prądu z sieci zewnętrznej stawia opłacalność turbiny pod znakiem zapytania.
Dla Pana Karola jest to dość frustrująca sytuacja. Urządzenie, które miało zapewnić niezależność energetyczną funkcjonuje poprawnie, ale efekt użytkowy okazał się dość rozczarowujący. I wcale nie chodzi tu o żadne awarie czy niedopasowanie instalacji, ale o wysokie koszty prądu pobranego z sieci, których nie było w pierwotnych planach.

Turbina wiatrowa miała zapewnić poczucie niezależności – co poszło nie tak?
Największym rozczarowaniem dla Pana Karola jest dalszy brak poczucia kontroli. Pomysł inwestycji w turbinę wiatrową narodził się z chęci uniezależnienia się od sieci zewnętrznej. Miało to przynieść większe bezpieczeństwo energetyczne, ale i niższe rachunki.
Jednak Pan Karol twierdzi, że zamiast poczucia niezależności odczuwa rozczarowanie. Być może jego magazyn energii był zbyt mały, a może turbina źle sprawdza się w danej lokalizacji. W praktyce Pan Karol śledzi prognozy wiatru zamiast korzystać z darmowej energii, gdy jest potrzebna.
Zapytany o sens inwestycji w turbiny wiatrowe Pan Karol nie pozostawia wątpliwości twierdząc, że drugi raz nie zdecydowałby się już na tego typu przedsięwzięcie. Nie chodzi mu wyłącznie o same koszty, ale głównie o poczucie irytacji, gdy energia z turbiny nie pojawia się wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna.