Ma 83 lata i wciąż mieszka w bloku z wielkiej płyty. Jedna rzecz jest najtrudniejsza

Pani Janina wprowadziła się na 3 piętro bloku bez windy, będąc młodą kobietą. Mieszkanie w wielkiej płycie było wtedy spełnieniem marzeń. A czy dziś, jako seniorka, ma powody do narzekania?
- Nowe osiedla i wielkie nadzieje
- „Ja rozumiem, że młodość ma swoje prawa, ale starość też”
- Taka jest blokowa rzeczywistość
Nowe osiedla i wielkie nadzieje
Pani Janina urodziła się na Chojnach, gdy były jeszcze wsią. Pamięta pola, krowę u sąsiada, ojca, który przynosił marchewkę i agrest z własnego ogródka. Potem przyszły koparki – Miasto Fabryczne się rozrastało, powstawały nowe osiedla. Na Chojnach, na pobliskiej Dąbrowie.
W latach 1960–1975 na terenie dawnej wsi Dąbrowa zbudowano wielkie osiedle mieszkaniowe. Pani Janina, wówczas matka dwóch synów, dostała mieszkanie na trzecim piętrze w czteropiętrowcu na Dąbrowie. Pani Janinie wizja nowoczesnego budownictwa bardzo odpowiadała. Zachwycała zapachem farby, choć dziś wspomina, że oprócz niej „wszyscy zatykali nosy”.
Dziś ma osiemdziesiąt trzy lata. Wciąż mieszka w M4, które jej ojciec „za Gierka” wyłożył boazerią. Boazerii już nie ma – bo „synowa zaordynowała tapetę”. Synowie się wyprowadzili.
„Jeszcze dziesięć lat temu po schodach biegałam. Człowiek miał siódemkę z przodu i czuł się młody. Potem jeden upadek i się posypałam. No i teraz się ze schodami nie przyjaźnię. Zejść jeszcze dałabym radę, choć trochę z bólu sycząc i idąć pomalutku. Ale wejść z powrotem na trzecie piętro z zakupami? Oj nie. I wszystko boli i odzywa się tachykardia”.
Czy blok to dobry wybór dla seniora? „Nie bez windy. A i z windą to najwyżej na pierwszym piętrze, bo jakby była nagle nieczynna? A parteru to ja bym się na przykład obawiała” – mówi pani Janina.
„Ja rozumiem, że młodość ma swoje prawa, ale starość też”
Pani Janina w sentymentem wspomina dawnych sąsiadów. W jej klatce wszyscy znali się z imienia. „Jak jeden miał imieniny, a wtedy się to celebrowało, każdy jeden z klatki był zaproszony”. Z tamtego grona została jedna sąsiadka – córka lokatorów, z którymi pani Janina się przyjaźniła. Resztę zastąpili młodsi, którzy blok traktują inaczej – jako adres, nie jako dom. „No taka kolej rzeczy” – rozumie nasza rozmówczyni.
Pani Janina nie narzeka na nowych sąsiadów. Mówi tylko, że stawiają rowery na klatce tak, że nie można przejść. Jak nie rowery, to... szafki na buty. Grają muzykę po północy i stawiają rowery na klatce tak, że nie można przejść. Raz zapukała, przeprosili. A potem znowu to samo. „Rowery to rowery, ja rzadko wychodzę. Ale ta muzyka. Ja rozumiem, że młodość ma swoje prawa, ale starość też. Niech się bawią, ale nie nocami” – mówi zniesmaczona. I dodaje półżartem: „Żeby chociaż zaprosili”.

Taka jest blokowa rzeczywistość
Znaczna część mieszkańców łódzkich bloków to ludzie, którzy dostali klucze w latach 60. i 70. Pierwsze pokolenie wielkiej płyty stało się jej pierwszym pokoleniem geriatrycznym. Spółdzielnie i wspólnoty robią dużo, by bloki na Chojnach-Dąbrowie były w dobrym stanie. Tam sytuacja nie jest najgorsza.
Na innych osiedlach i w innych miastach są bloki, które faktycznie starzeją się razem ze swoimi lokatorami – tynk na klatkach schodowych odpada, brak termomodernizacji (na przykład na Osiedlu Klimontów w Sosnowcu czy w Wałbrzychu na Osiedlu Podzamcze), pionowe rury wodno-kanalizacyjne bywają zardzewiałe, a instalacje elektryczne – nadal aluminiowe (szczególnie w blokach z lat 60. I 70.) – nie są przystosowane do nowoczesnych sprzętów AGD.
To, czy blok będzie się starzał razem z lokatorami, to jedno. Czy blok będzie dla nas idealnym rozwiązaniem zarówno, gdy mamy lat 30, jak i 80, to już inne pytanie.