Setki ton marchwi i selera zamiast do sklepów trafiły na śmietnik. Koszmarny finał głośnej sprawy

Pan Maciej, rolnik ze Świętokrzyskiego, przygotowywał się do sprzedaży marchwi i selera. Mężczyzna podpisał umowę, ale mimo licznych nalegań kontrahent ostatecznie nie zgłosił się po towar. Setki ton marchwi i selera czekały na polu, ale w końcu żywność uległa zepsuciu. Rolnik nie otrzymał pomocy ze strony państwa i poważnie martwi się o przyszłość swojego gospodarstwa.
- Kilkanaście miesięcy pracy na marne. Setki ton warzyw trafiło na śmietnik
- Kontrahent podpisał umowę, ale nie zgłosił się po towar
- Utylizacja jedzenia to ogromny wydatek
- Rolnicy boją się o swoją przyszłość
Kilkanaście miesięcy pracy na marne. Setki ton warzyw trafiło na śmietnik
Pan Maciej jest rolnikiem z województwa świętokrzyskiego, który poświęcił ponad rok, by wyhodować warzywa na sprzedaż. Mężczyzna przyznaje, że przez 14 miesięcy ponosił liczne wyrzeczenia, ciężko pracował i nie spał po nocach, ale wszystkie trudy miały się opłacić. Niestety kontrahent nie odebrał żywności zgodnie z umową, przez co kilkaset ton żywności poszło na zmarnowanie.
Rolnik został z ogromną ilością towaru. Według jego relacji pośrednik miał odebrać aż 200 ton marchwi i 250 ton selera, ale nikt nie zgłosił się po produkty. Termin odbioru warzyw przypadał na okres między listopadem a lutym, ale w maju towar wciąż zalegał na polu, a jego stan z dnia na dzień się pogarszał. W końcu warzywa zaczęły gnić, co ostatecznie przekreśliło możliwość ich sprzedaży.
Rolnik z ciężkim sercem pozbył się efektu swojej wielomiesięcznej pracy. To ogromny cios dla człowieka, który poświęcał swój czas tylko po to, by warzywa wylądowały w kompostowniku. Niestety marnowanie żywności na skalę przemysłową jest poważnym problemem, a z podobnymi przypadkami mamy do czynienia właściwie co roku.
Kontrahent podpisał umowę, ale nie zgłosił się po towar
Rolnik podkreśla, że podpisał prawidłowo skonstruowaną umowę. Dokument określał zarówno termin odbioru towarów, jak i kary umowne, ale nawet najlepsza umowa nie zabezpieczy sprzedawcy w stu procentach. Mężczyzna nie może bowiem zmusić pośrednika do odbioru warzyw.
Producent marchwi i selera został na lodzie – to on ponosi koszty uprawy, pracy, przechowywania, organizacji i utylizacji zepsutego towaru. Takie problemy mogą być dotkliwe w skutkach, a czasem prowadzą do utraty płynności finansowej gospodarstwa rolnego.
Pan Maciej szacuje, że nieodebrane marchewki oraz seler to straty sięgające kwoty około 300 000 zł w towarze, natomiast koszty produkcji warzyw przekroczyły 140 000 zł. Przez brak pieniędzy mężczyzna nie może spłacić rat kredytów ani opłacić leasingu, a do tego nie ma środków, by rozpocząć kolejny sezon.

Utylizacja jedzenia to ogromny wydatek
Warzywa nie zostały sprzedane i zgniły na polu, ale to nie oznacza, że rolnik może je po prostu wyrzucić i zamknąć temat. Pan Maciej musiał wynająć firmę, która zajęła się ładowaniem i przewozem marchwi oraz selera na kompostownik, co wiąże się z kolejnymi nieplanowanymi wydatkami. Rolnik przyznaje, że dla niego są to niepojęte koszty.
Na tym problemy się nie kończą. Warzywa, które przez długi czas zalegają w jednym miejscu, zaczynają gnić i wydzielać nieprzyjemny zapach. Według relacji rolnika miejsca, w których leżały, mogą być skażone na lata, przez co nie nadają się już do uprawy warzyw.
W zeszłym roku pan Maciej miał podobny problem. Wtedy mężczyzna skarżył się, że nie może sprzedać papryki, ale z pomocą ruszyli mieszkańcy okolicy oraz poruszeni internauci. Ostatecznie plony zebrano, jednak przez nagłośnienie sprawy pan Maciej i jego rodzina otrzymywali wiadomości z pogróżkami.
Rolnicy boją się o swoją przyszłość
Pan Maciej przestrzega innych rolników, aby uważnie patrzyli na umowy. Jednocześnie zaznacza, że nawet najlepsze zapisy nie zawsze chronią producentów. W tej sytuacji trudno doszukiwać się jakichkolwiek przewinień ze strony rolnika. Mężczyzna nie mógł przewidzieć tego, że druga strona umowy nie zgłosi się po towar.
Z podobnym problemem mierzyło się już wielu polskich rolników. Nawet dobrze prosperujące, nowoczesne gospodarstwa rolne mogą w jednej chwili upaść przez niewywiązanie się z umowy. Pośrednicy zrywają kontrakty, nie zgłaszają się po towar, ale często wymagają, aby to producent brał na siebie pełne ryzyko. Koniec końców to rolnicy zostają bez pomocy ze strony państwa, a na ich polach zalegają setki ton żywności, która nigdy nie trafi do odbiorcy – zamiast tego trzeba będzie ją zutylizować.