Postawił wiatrak przy domu. Gdy pojawiły się problemy, sprzedawca zniknął. Serwisu też nie ma

Pan Wojciech marzył o niezależności energetycznej i zabezpieczeniu potrzeb swojej rodziny. Sprzedawca turbin wiatrowych zapewniał o znacznie niższych rachunkach i możliwości szybkiego zwrotu z inwestycji. Turbina wiatrowa powstała na posesji Pana Wojciecha bardzo szybko. Równie szybko pojawiły się pierwsze problemy. Niestety sprzedawca przestał odbierać telefon, a serwis milczy do dziś.
- Turbina na posesji – brak kontaktu ze sprzedawcą
- Pytania inwestora i serwis widmo
- Gwarancja na papierze – praktyczny brak wsparcia
Turbina na posesji – brak kontaktu ze sprzedawcą
Przydomowa turbina wiatrowa była dla Pana Wojciecha dość ważną inwestycją. Na początku wszystko wyglądało idealnie, turbina prezentowała się dobrze, a instalacja generowała prąd. Sąsiedzi pytali o koszty inwestycji, o opłacalność i sposób produkcji prądu. Pan Wojciech chętnie odpowiadał na wszystkie pytania i czuł się dumny z tego, że zdecydował się na taką instalację.
Turbina wiatrowa działała, wirnik się kręcił, a aplikacja pokazywała pierwsze wyprodukowane kilowatogodziny. Wszystko wyglądało prosto, tak jak wcześniej zapewniał sprzedawca. Pan Wojciech był też zapewniany o tym, że w razie problemów może kontaktować się ze sprzedawcą oraz z serwisem, który reaguje bardzo szybko.
Po kilku miesiącach przyszła okazja do zweryfikowania deklaracji sprzedawcy. Turbina wiatrowa działa nierówno, często się zatrzymywała, a na sterowniku pojawiły się niezrozumiałe błędy. Pan Wojciech nie przejął się problemem i zadzwonił do sprzedawcy. Pierwszy kontakt był spokojny, a mężczyzna został poinformowany, że któryś z pracowników niedługo oddzwoni. Jednak telefonu zwrotnego nie było, a kolejne próby dodzwonienia się do sprzedawcy pozostały bez odpowiedzi.
Po kilku dniach Pan Wojciech zrozumiał, że sprzedawca nie pomoże mu z zaistniałymi problemami, dlatego zaczął dzwonić do serwisu. Co ciekawe, serwis nie odebrał ani jednego połączenia, a inwestor został sam z problemem i pytaniami.
Pytania inwestora i serwis widmo
Pan Wojciech postanowił drążyć temat. Podczas zakupu turbiny wiatrowej był zapewniany o profesjonalnym serwisie i szybkim rozwiązywaniu wszystkich problemów. Sprzedawca chwalił się zapleczem technicznym i wyspecjalizowanymi serwisantami. Był to jeden z ważniejszych argumentów, który przekonał inwestora do zakupu turbiny.
Jednak w praktyce okazało się, że gdy turbina wiatrowa zaczęła stwarzać problemy, Pan Wojciech został sam. Serwis nigdy nie odebrał żadnego połączenia, jednak na tym nie koniec. Inwestor próbował kontaktować się z firmą w formie mailowej. Pierwszy mail został wysłany, tydzień później kolejny i następny. Mijały tygodnie, a Pan Wojciech doczekał się tylko jednej, krótkiej i lakonicznej odpowiedzi.
Serwis poprosił inwestora o zdjęcia instalacji i dane sterowników. Pan Wojciech przysłał wszystko jeszcze tego samego dnia, jednak od tej pory nie uzyskał już żadnej odpowiedzi od pracowników serwisu.

Gwarancja na papierze – praktyczny brak wsparcia
Pan Wojciech wspomina dzisiaj, że wszystkie dokumenty jego instalacji są poprawne. Jest faktura, instrukcja, karta gwarancyjna, a okres ochrony przewidziano na dwa lata. Jednak zdaniem mężczyzny jest to tylko teoria, a gwarancja kończy się wtedy, gdy firma instalacyjna przestaje funkcjonować i odbierać telefony.
Inwestor twierdzi, że próbował różnych dróg kontaktu, jednak pozostał sam z problemem. Na szczęście okazało się, że usterka nie jest poważna i mężczyzna zdecydował się na samodzielne opłacenie naprawy. Dochodzenie swoich praw przed sądem uznał za zbyt kosztowne i długotrwałe.
Aktualnie Pan Wojciech przyznaje, że nie jest zadowolony ze współpracy ze sprzedawcą. Co prawda jego turbina wiatrowa na nowo działa i nie generuje nowych problemów, jednak mężczyzna ma poczucie, że został oszukany. Brak wsparcia technicznego, które obiecywał sprzedawca sprawiło, że dziś inwestor obawia się o awarie instalacji, które mogą pojawić się w przyszłości.