Kupił przydomowy wiatrak z 2-letnią gwarancją. Gdy pojawiła się awaria, sprzedawca i serwis zniknęli

Pan Wojciech chciał uniezależnić się od rosnących cen energii i mieć pewność, że jego rodzina zawsze będzie zabezpieczona. Gdy usłyszał obietnice o rachunkach niższych nawet o kilkadziesiąt procent i szybkim zwrocie z inwestycji, decyzja wydawała się oczywista. Turbina wiatrowa stanęła na jego działce błyskawicznie — niemal tak szybko, jak zaczęły mnożyć się niepokojące sygnały. Wtedy wydarzyło się coś, czego nikt mu nie zapowiadał: kontakt ze sprzedawcą nagle się urwał, a serwis… do dziś nie odpowiada.
- Pierwsze problemy z przydomową turbiną
- Obiecany serwis turbiny? Cisza i brak pomocy
- Gwarancja tylko na papierze? Historia pana Wojciecha
Pierwsze problemy z przydomową turbiną
Dla pana Wojciecha przydomowa turbina wiatrowa była naprawdę istotną inwestycją. Na starcie wszystko układało się wzorowo: urządzenie wyglądało solidnie, a instalacja faktycznie produkowała prąd. Sąsiedzi dopytywali o koszt, opłacalność i to, jak dokładnie wygląda wytwarzanie energii. Pan Wojciech z chęcią odpowiadał na pytania i czuł satysfakcję, że postawił na takie rozwiązanie.
Turbina pracowała, wirnik regularnie się obracał, a aplikacja z dnia na dzień pokazywała kolejne wyprodukowane kilowatogodziny. Wszystko sprawiało wrażenie prostej, bezproblemowej technologii — dokładnie tak, jak obiecywał sprzedawca. Dodatkowo pan Wojciech słyszał zapewnienia, że w razie kłopotów wystarczy kontakt ze sprzedawcą lub serwisem, który ma reagować szybko i skutecznie.
Po kilku miesiącach pojawiła się jednak pierwsza okazja, by sprawdzić te deklaracje w praktyce. Turbina zaczęła pracować nierówno, co chwilę się zatrzymywała, a na sterowniku wyskakiwały niezrozumiałe komunikaty o błędach. Pan Wojciech nie wpadł w panikę i zadzwonił do sprzedawcy. Pierwsza rozmowa przebiegła spokojnie — usłyszał, że ktoś z firmy wkrótce oddzwoni. Telefonu zwrotnego jednak nie było, a kolejne próby połączenia kończyły się ciszą.
Po kilku dniach pan Wojciech zorientował się, że ze strony sprzedawcy nie doczeka się wsparcia, więc zaczął kontaktować się bezpośrednio z serwisem. I tu pojawiło się kolejne zaskoczenie: serwis nie odebrał ani jednego telefonu. Inwestor został sam z usterką, rosnącą frustracją i pytaniem, co dalej zrobić z instalacją, która miała działać bezproblemowo.
Obiecany serwis turbiny? Cisza i brak pomocy
Pan Wojciech postanowił dokładnie sprawdzić sprawę. Przy zakupie turbiny wiatrowej słyszał zapewnienia o fachowym serwisie i błyskawicznym usuwaniu każdej usterki. Sprzedawca podkreślał rozbudowane zaplecze techniczne oraz zespół doświadczonych serwisantów. To właśnie te deklaracje były jednym z kluczowych powodów, dla których inwestor zdecydował się na zakup turbiny.
Rzeczywistość szybko zweryfikowała obietnice. Kiedy turbina zaczęła sprawiać problemy, Pan Wojciech został bez realnego wsparcia. Serwis nie odebrał ani jednego telefonu — a to był dopiero początek. Inwestor próbował więc kontaktu mailowego: wysłał pierwszą wiadomość, tydzień później kolejną, potem następną. Mijały kolejne tygodnie, a jedyne, co otrzymał, to jedna krótka, zdawkowa odpowiedź.
W mailu serwis poprosił o zdjęcia instalacji oraz dane sterowników. Pan Wojciech przesłał komplet informacji jeszcze tego samego dnia, jednak od tamtej chwili kontakt się urwał — i mimo kolejnych prób nie dostał już żadnej odpowiedzi od pracowników serwisu.

Gwarancja tylko na papierze? Historia pana Wojciecha
Pan Wojciech mówi dziś, że od strony formalnej wszystko się zgadza: ma fakturę, instrukcję, kartę gwarancyjną, a ochrona miała obowiązywać przez dwa lata. W jego ocenie to jednak tylko zapis na papierze — bo gwarancja w praktyce kończy się w momencie, gdy firma instalacyjna przestaje działać i nie odbiera telefonu.
Inwestor przekonuje, że próbował skontaktować się na różne sposoby, ale ostatecznie został z kłopotem sam. Na szczęście usterka okazała się niewielka, więc zdecydował się zapłacić za naprawę z własnej kieszeni. Dochodzenie roszczeń w sądzie uznał za zbyt drogie i czasochłonne.
Dziś Pan Wojciech przyznaje wprost, że współpraca ze sprzedawcą pozostawiła po sobie niesmak. Turbina wiatrowa znów działa i na razie nie sprawia kolejnych problemów, ale mężczyzna ma poczucie, że został wprowadzony w błąd. Brak obiecanego wsparcia technicznego sprawił, że inwestor z niepokojem myśli o ewentualnych awariach, które mogą pojawić się w przyszłości.