Sprzedał mu drewno, a po miesiącu odebrał telefon z pogróżkami. Klienci coraz częściej są zmorą handlarzy

Pan Kamil może pochwalić się imponującym doświadczeniem, ale tylko raz w życiu spotkał się z tak trudnym klientem. Jedna pechowa transakcja sprawiła, że mężczyzna przez kilka tygodni nie mógł spać spokojnie. Wszystko przez to, że kupujący oskarżył go o oszustwo, a następnie przez wiele dni straszył go policją oraz sądem.
- Przykre konsekwencje zwykłej sprzedaży
- Odrzucił reklamację, a potem zaczęły się schody
- Do czego zdolny jest niezadowolony kupujący?
- Pan Kamil trafił na nieuczciwego klienta?
Przykre konsekwencje zwykłej sprzedaży
Pan Kamil prowadzi legalną działalność gospodarczą. Mężczyzna handluje drewnem, które pochodzi ze sprawdzonych źródeł i posiada asygnaty. Przez wiele lat działał według sprawdzonego schematu i zawsze trzymał się tych samych zasad, które miały chronić zarówno jego interesy, jak i zapewniać bezpieczeństwo stronie kupującej.
Ta transakcja na początku przebiegała wzorowo. Klient znalazł w internecie ogłoszenie o sprzedaży drewna i zadzwonił pod podany numer. Pan Kamil przedstawił kupującemu aktualną ofertę i umówił się z nim na dostawę opału. Mężczyzna załadował drewno w bazie, przywiózł je na podwórko klienta, który w jego obecności zmierzył objętość poukładanych szczap. Kupujący zaakceptował dostawę i zapłacił należną kwotę.
Klient był zadowolony z usługi i od razu zamówił dostawę drugiej partii drewna. Również w tym przypadku wszystko przebiegało bezproblemowo. Obie strony dobiły targu i nie miały żadnych zastrzeżeń.
Odrzucił reklamację, a potem zaczęły się schody
Po około czterech tygodniach pan Kamil odebrał dziwny telefon od klienta. Kupujący poskarżył się, że po ułożeniu drewna na jego posesji brakowało około 1–1,5 mp w stosunku do zamówionej ilości, czyli dokładnie 10 mp opału. Ponieważ klient był wzburzony i natarczywy, sprzedawca postanowił się z nim spotkać.
Pan Kamil pojechał na miejsce dostawy drewna, by sprawdzić, czy to, co mówił kupujący, pokrywa się z prawdą. Z jego pomiarów wynikało jednak, że na posesji klienta stoi poukładane drewno o objętości wynoszącej 10 mp. Kupujący zaprzeczył i powiedział, że część składowanego opału jest jego starym drewnem, a nowego opału jest za mało. Pan Kamil nie rozumiał, dlaczego kupujący ma do niego pretensje – sprzedawca nie mógł zweryfikować, czy klient mówi prawdę.
Okazało się też, że już po dostawie kupujący porąbał otrzymane polana na cienkie listewki, a do tego przechowywał opał na słońcu. Sprzedawca wytłumaczył mu, że w takich warunkach z drewna odparowuje wilgoć, a surowiec nieco się obkurcza. Klient nie chciał słuchać tych argumentów.

Do czego zdolny jest niezadowolony kupujący?
Pan Kamil doszedł do wniosku, że w takiej sytuacji nie może zwrócić klientowi części pieniędzy ani uzupełnić zamówienia o dodatkową partię drewna. Odmowa rozwścieczyła klienta. Nie chciał już spokojnie rozmawiać – zamiast tego straszył sprzedawcę policją i sądem. Kupujący regularnie wysyłał mężczyźnie e-maile, jednak pan Kamil ignorował takie wiadomości.
Pewnego dnia klient poinformował mężczyznę, że wysłał mu list oraz zasugerował, by druga strona koniecznie go odebrała i ustosunkowała się do jego treści. Pan Kamil uznał jednak, że dalsze dyskusje nie mają sensu. Z jego perspektywy temat już dawno był zamknięty – transakcje zakończono w momencie, gdy klient potwierdził odbiór ustalonej ilości drewna i dokonał zapłaty. Reklamacja, którą wniesiono po miesiącu, została odrzucona, bo pan Kamil uznał ją za bezzasadną.
Pan Kamil trafił na nieuczciwego klienta?
Ta transakcja była dla pana Kamila gorzką lekcją. Mężczyzna zrozumiał, że klienci nie zawsze zdają sobie sprawę, jak odmierzany jest metr przestrzenny, a odrzucenie reklamacji może prowadzić do poważnych spięć. Mimo wszystko sprzedający uważa, że nie może sobie niczego zarzucić – od teraz bardziej dba o to, by kupujący pisemnie potwierdzali odbiór ustalonej ilości drewna.
Po kilku tygodniach natrętny klient odpuścił. Mężczyzna przestał wydzwaniać i pisać e-maile z groźbami. Sprawa całkowicie ucichła, zatem kupujący prawdopodobnie nie udał się ani na policję, ani do sądu. Pan Kamil podejrzewa, że klient próbował naciągnąć go na zwrot części pieniędzy. Na szczęście sprzedawca doskonale pamiętał, że kupujący sam zmierzył i zatwierdził ilość dostarczonego towaru, co uchroniło przedsiębiorcę przed dodatkowymi problemami.