Zbudowali przydomową oczyszczalnię. Pierwszej zimy odkryli, czego instalator im nie powiedział

Anna i Maciek przez lata płacili za wywóz szamba ze swojej posesji. W związku z rosnącymi kosztami, małżeństwo zdecydowało się na wybudowanie przydomowej oczyszczalni ścieków. Inwestycja wydawała się rozsądna, jednak instalator nie powiedział o kilku ważnych kwestiach. Dopiero pierwsza zima pokazała, że o instalacje trzeba dbać inaczej niż zakładali.
- Przydomowa oczyszczalnia ścieków zamiast szamba – nowa inwestycja, nowe wyzwania
- Dłuższy wyjazd i pierwsze problemy
- Kolejne obawy pojawiły się zimą
Przydomowa oczyszczalnia ścieków zamiast szamba – nowa inwestycja, nowe wyzwania
Dom Anny i Maćka znajduje się na obrzeżach niewielkiej miejscowości. Okolica jest cicha, pełna drzew i idealna do wypoczynku. Taka lokalizacja była marzeniem młodego małżeństwa, niestety dom nie miał podłączenia do kanalizacji. Od samego początku Anna i Maciek korzystali z tradycyjnego szamba. Zamawianie wozu asenizacyjnego z każdym rokiem generowało wyższe koszty. Wtedy Maciek zaczął szukać alternatywy.
Rozwiązaniem problemu miała być przydomowa oczyszczalnia ścieków. Inwestycja miała być jednorazowym wydatkiem, który przyniesie spokój na długie lata. Kilka miesięcy później instalator przygotował system i opowiedział o podstawowych zasadach działania instalacji. Fachowiec wyjaśnił, co dzieje się ze ściekami i jakie korzyści płyną z braku konieczności regularnego zamawiania wozu asenizacyjnego.
Inwestycja powstała na wiosnę i działała bez zarzutu przez kilka kolejnych miesięcy. W domu mieszkają trzy dorosłe osoby i dziecko. Właściciele szybko uznali, że skoro system działa prawidłowo, będzie działał bezobsługowo. Jednak w przeciwieństwie do szamba, przydomowa oczyszczalnia wymaga uwzględnienia procesów biologicznych.
Dłuższy wyjazd i pierwsze problemy
Jesienią rodzina wyjechała na dłuższy urlop. Anna wspomina, że przed podróżą zrobiła typowe porządki, wyłączyła niepotrzebne urządzenia elektryczne i dokładnie obejrzała wszystkie pomieszczenia. Podczas czyszczenia użyła mocniejszych środków dezynfekcyjnych. Dodatkowo Maciek odtykał syfon, wlewając do niego specjalny preparat udrożniający.
Wyjazd trwał dwa tygodnie, a po powrocie rodzina nie zauważyła niczego niepokojącego. Problem wykryto dopiero po kilku dniach. W instalacji pojawił się nieprzyjemny zapach, pomimo, że wszystkie odpływy były drożne. Dopiero po rozmowie z serwisantem okazało się, co może być przyczyną problemu.
Serwisant wyjaśnił, że oczyszczalnia biologiczna nie działa jak szczelny zbiornik, do którego można wlać dowolną ilość środków czystości. Za rozkład części zanieczyszczeń odpowiadają mikroorganizmy. Duża ilość agresywnych detergentów może zakłócić ich aktywność.

Kolejne obawy pojawiły się zimą
Kiedy Maciek i Anna byli już pewni, że znają zasady przydomowej oczyszczalni ścieków, pojawił się kolejny problem. Maciek wyczytał na forach internetowych, że niektóre przydomowe oczyszczalnie ulegają awariom przy silnych mrozach.
Opinie znalezione w internecie często były sprzeczne, ale małżeństwo zaczęło mieć obawy. Przedłużające się okresy silnego mrozu były dość stresujące, bowiem Maciek spodziewał się awarii całego systemu.
Na szczęście prawidłowo zaprojektowana i zamontowana instalacja może pracować zimą. Jej odporność na działanie mrozu zależy między innymi od głębokości posadowienia instalacji i przebiegu przewodów. Instalacja Macieja i Anny nie uszkodziła się ani nie przestała działać w sezonie zimowym.
Dziś małżeństwo przyznaje, że nie było do końca przygotowane na tego typu instalacje. Przydomowa oczyszczalnia ścieków może być dobrą alternatywą dla zabudowanego zbiornika na szambo, jednak wymaga całkowicie innego podejścia.