Co kilka dni nowi lokatorzy. Sąsiedzi nie mogą spać przez najem na doby

Turkot walizki sunącej od windy pod same drzwi stał się tu codziennym „sygnałem dnia” — a coraz częściej także nocy. Za chwilę dochodzą kolejne dźwięki: wybuchy śmiechu, tupot rozbawionych dzieci, głośna muzyka, a czasem szeptane rozmowy i nocne wizyty, o których nikt nie chce wiedzieć. Tak wygląda życie tych, którzy mieszkają tuż obok mieszkań wynajmowanych na doby. Dla przyjezdnych to urlop i pełna swoboda, dla sąsiadów — niekończący się test cierpliwości, bo zasady wspólnego życia i zwykła przyzwoitość zbyt często zostają za drzwiami.
- Sąsiedzi mają dość najmu na doby
- Najem krótkoterminowy psuje spokój sąsiadów
- Jak walczyć z uciążliwym najmem na doby
- Wynajem krótkoterminowy dzieli sąsiadów
Sąsiedzi mają dość najmu na doby
Tak na jednym z forów prawniczych swoją sytuację opisuje mieszkanka bloku, w którym działa mieszkanie wynajmowane na doby (pisownia oryginalna).
- Co kilka dni pojawiają sie nowi lokatorzy i nowe sytuacje, które doprowadzają do szaleństwa - notoryczne zakłócanie ciszy do północy i później, w ciągu dnia dzieci które rzucają rozmoknięty papier toaletowy na mój balkon w ramach zabawy, facet który gra na instrumentach klawiszowych w ciągu dnia, facet który słucha głośno muzyki klasycznej w środku nocy spacerując po mieszaniu i gwiżdżąc, imprezy organizowane przez przyjezdnych którym wydaje się, że są na wakacjach więc mogą wszystko, notoryczne szuranie, przesuwanie i tłuczenie się w późnych godzinach nocnych - o tym, że w ciągu dnia sytuacja wygląda podobnie nawet nie wspominam.
Takich historii w sieci jest mnóstwo. Posty na osiedlowych forach i w grupach w mediach społecznościowych brzmią niemal identycznie: hałas o każdej porze, trzaskanie drzwiami, pomyłki w numerach mieszkań, a do tego dzwonienie do losowych sąsiadów z pytaniem o „klucze do apartamentu”. Dla osób mieszkających tam na stałe to nie chwilowa atrakcja, tylko powtarzający się scenariusz, który z tygodnia na tydzień coraz bardziej wyczerpuje.
- Najczęściej trafiają się goście, którzy po prostu przesypiają noc w tym mieszkaniu i choć ich zachowanie późnym wieczorem często pozostawia wiele do życzenia, to jeszcze nie jest najgorszy wariant. Najgorzej bywa przy wieczorach panieńskich i schadzki kochanków. Nikt nie ma ochoty przez kilka godzin słuchać pisków i wrzasków albo jęków i innych dźwięków uniesień, na dodatek zdecydowanie więcej niż dwóch osób – skarży się mieszkanka jednego z warszawskich osiedli.
Najem krótkoterminowy psuje spokój sąsiadów
Najbardziej dokuczliwy problem – jak regularnie zwracają uwagę sąsiedzi – to ciągła rotacja. Co parę dni zjawiają się nowi goście, którzy nie znają reguł obowiązujących w budynku i często nie czują się za nie odpowiedzialni. Nie wiedzą, gdzie wyrzucać odpady, zajmują cudze miejsca parkingowe, a drzwi do klatki schodowej potrafią zostawić otwarte.
- To trochę jak hotel, tylko bez recepcji i bez ochrony. A my jesteśmy tu jak przypadkowi goście, chociaż mieszkamy na stałe – mówi jeden z mieszkańców warszawskiego osiedla, w którym kilka mieszkań w jednym pionie przeznaczono pod najem krótkoterminowy.
Bywają też sytuacje jeszcze bardziej uciążliwe: zagubione klucze, nocne wizyty ślusarza, kłótnie między przyjezdnymi czy pojawianie się nieproszonych osób, które pomyliły adres. W takich warunkach stałym lokatorom trudno mówić o spokoju i realnym poczuciu bezpieczeństwa.

Jak walczyć z uciążliwym najmem na doby
Mimo że wielu sąsiadów zapewnia, iż zgłasza sprawę do administratora albo zarządu wspólnoty, doprowadzenie do realnej zmiany często okazuje się trudniejsze, niż się wydaje. Najem krótkoterminowy jako taki nie jest w Polsce zakazany. Właściciel ma prawo korzystać z lokalu i nim rozporządzać, o ile działa zgodnie z przepisami oraz nie łamie zasad obowiązujących we wspólnocie.
W praktyce najważniejsze jest wykazanie, że dochodzi do uporczywego zakłócania ciszy nocnej lub naruszania porządku domowego. W takich sytuacjach mieszkańcy mogą wzywać policję albo straż miejską. Duże znaczenie ma też zbieranie dowodów: nagrania, krótkie notatki z konkretnymi datami i godzinami, a także potwierdzenia od innych sąsiadów, którzy byli świadkami zdarzeń.
Część wspólnot próbuje wprowadzać zapisy regulaminowe ograniczające wynajem „na doby”, jednak ich skuteczność bywa podważana. W różnych regionach kraju zapadały już rozbieżne wyroki, przez co obraz prawny nadal nie jest w pełni klarowny i w wielu przypadkach wymaga indywidualnej oceny.
Wynajem krótkoterminowy dzieli sąsiadów
Właściciele lokali przekonują, że najem krótkoterminowy to dla nich legalne źródło dochodu, nierzadko konieczne, by dopiąć domowy budżet i terminowo spłacać kredyt. Zaznaczają, że nie są w stanie kontrolować każdego zachowania przyjezdnych, ale w regulaminach wyraźnie opisują zasady — od ciszy nocnej po limit osób przebywających w mieszkaniu.
Po drugiej stronie stoją sąsiedzi, którzy mówią wprost: ich blok przestaje być miejscem odpoczynku. Rośnie irytacja, poczucie bezradności i napięcie w obrębie jednej wspólnoty. Zdarza się, że kończy się to otwartymi kłótniami, a w skrajnych sytuacjach nawet decyzją o sprzedaży mieszkania przez tych, którzy nie wytrzymują ciągłych imprez i nocnego zgiełku.
Specjaliści od rynku nieruchomości ostrzegają, że ten spór będzie się nasilał — szczególnie w metropoliach oraz w dzielnicach i miejscowościach atrakcyjnych turystycznie. Coraz częściej powraca więc postulat jasnych, ogólnokrajowych przepisów, które pomogłyby zrównoważyć interes właścicieli i prawo mieszkańców do spokoju.
Na dziś wiele wciąż zależy od rozsądku wynajmujących i kultury gości. A ta — jak wynika z opowieści sąsiadów — potrafi zaskakiwać w obie strony. Dla jednych to tylko szybki wypad i zabawa do rana. Dla innych — następna nieprzespana noc w miejscu, które miało być po prostu cichym domem.