Ekipa spaprała jeden detal na dachu. Po 3 latach w domu pojawiła się wilgoć

Postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i zbudować dom bez ekipy, licząc każdą złotówkę. Wszystko wyglądało na dopięte na ostatni guzik — aż do momentu, gdy trzy lata po przeprowadzce dotarło do nich, że w trakcie budowy przeoczyli jedną, kluczową rzecz związaną z ociepleniem. Teraz wychodzi na jaw, jak drogo może kosztować poprawienie tylko jednego elementu.
- Marzenie o domu spełnione własnymi rękami
- Wilgoć przy murłacie: winny mostek cieplny?
- Mostek termiczny przy murłacie: błąd po latach
- Ocieplenie celulozą bez remontu poddasza
Marzenie o domu spełnione własnymi rękami
Pani Barbara i jej mąż kilka lat temu zrealizowali marzenie o własnym domu. Sporo prac wykonali we własnym zakresie albo przy wsparciu znajomych, a te najbardziej skomplikowane etapy oddali w ręce specjalistów.
Zdecydowali się ocieplić zewnętrzne ściany budynku 20-centymetrową warstwą styropianu. Zajęła się tym ekipa polecona przez znajomych, więc pani Barbara była spokojna o jakość i końcowy rezultat. Inaczej podeszli do poddasza użytkowego — jego ocieplenie postanowili zrobić sami. Razem z mężem ułożyli wełnę mineralną w dwóch warstwach po 15 centymetrów, pilnując każdego detalu. Mieli świadomość, że to właśnie od staranności na tym etapie zależy późniejszy komfort cieplny w całym domu.
Rok później wprowadzili się do nowego miejsca. Przez dłuższy czas wszystko układało się idealnie: w środku było przyjemnie ciepło i wyraźnie ciszej niż się spodziewali. Oboje zgodnie uznali, że włożony wysiłek i poświęcony czas naprawdę się opłaciły.
Wilgoć przy murłacie: winny mostek cieplny?
Małżeństwo mieszka na Podlasiu – w części kraju, gdzie w styczniu i lutym mróz potrafi trzymać mocno, a temperatury regularnie spadają poniżej zera. Po jednej z wyjątkowo surowych zim pani Barbara dostrzegła, że w dwóch pokojach przy narożnikach zaczyna zbierać się wilgoć. Dokładnie tam, gdzie skos dachu schodzi się ze ścianką kolankową.
Taki widok od razu ją zaniepokoił – dom miał przecież tylko kilka lat i został porządnie ocieplony. Małżeństwo nie zwlekało i od razu zaczęło szukać źródła zawilgocenia ścian. Zadzwonili po fachowca z kamerą termowizyjną, licząc, że badanie szybko pokaże, czy w tym miejscu nie powstały mostki cieplne i co tak naprawdę stoi za problemem z wilgocią.
Termowizja zasugerowała, że kłopot może być związany z murłatą. To drewniana belka umieszczona w strefie połączenia dachu ze ścianą budynku. Murłata przenosi obciążenia z konstrukcji dachu na mury i jest jednym z kluczowych elementów więźby. Gdy w tym rejonie zabraknie właściwego ocieplenia, łatwo o powstanie mostków termicznych, a wraz z nimi – wychłodzenie i wilgoć.

Mostek termiczny przy murłacie: błąd po latach
Pani Barbara długo nie mogła uwierzyć, że na etapie budowy umknęła im tak istotna rzecz. Przecież poddasze ocieplali naprawdę sumiennie. Cztery lata wcześniej poświęcili mnóstwo czasu na dokładne układanie wełny, pilnując, by nigdzie nie zostały szczeliny. Zewnętrzne ściany izolowała ekipa, ale ocieplenie poddasza inwestorzy wykonali we własnym zakresie. I właśnie na styku tych prac łatwo o drobny błąd, który później zamienia się w mostek termiczny.
W praktyce często wygląda to tak: wykonawcy elewacji zakładają, że murłatę docieplą osoby pracujące przy poddaszu. Z kolei osoby od poddasza są przekonane, że temat został już „załatwiony” od zewnątrz. W rezultacie zostaje mała przerwa w ciągłości izolacji — na początku niemal niewidoczna, ale z czasem potrafiąca wywołać poważne kłopoty.
Murłatę trzeba dokładnie i szczelnie otulić izolacją. Ocieplenie ściany powinno wychodzić powyżej jej górnej krawędzi, a izolacja z połaci dachowej musi dochodzić do niego na styk, bez żadnych luk. Jeśli w tym miejscu zostanie choćby niewielka szczelina, zimne powietrze zacznie wnikać w głąb konstrukcji.
Ocieplenie celulozą bez remontu poddasza
Pani Barbara wraz z mężem rozważają kilka możliwości. Zależy im na szybkim uporaniu się z kłopotem, ale na ten moment nie wchodzi w grę generalny remont poddasza — w domu jest małe dziecko i nie chcą robić dużego zamieszania.
Ekspert od termowizji zasugerował ocieplenie celulozą. Ten materiał jest wdmuchiwany w szczeliny i zakamarki konstrukcji, dzięki czemu potrafi wypełnić miejsca, do których trudno dotrzeć przy klasycznych metodach ocieplania. Pani Barbara wciąż ma jednak wątpliwości, czy to rzeczywiście najlepsze rozwiązanie. Próbowała znaleźć w sieci opinie i relacje osób, które mają to już za sobą, ale trafiła na niewiele konkretnych, pomocnych informacji.
Małżonkowie nie potrafią dojść do porozumienia. Pani Barbara najchętniej od razu wezwałaby ekipę, która szybko zajmie się sprawą, natomiast jej mąż się waha — obawia się, że teraz nie udźwigną kosztów większych prac. Na razie nie podjęli decyzji, choć dobrze wiedzą, że zwlekanie może tylko pogorszyć sytuację.