Zapłaciła 2500 zł za tonę pelletu. Internauci nie mieli litości

W minionych latach Polacy bardzo chętnie inwestowali w kotły na biomasę. Pellet miał być bezpieczną i przewidywalną alternatywą dla innych paliw. Niestety, w tym sezonie grzewczym wszystko się zmieniło. Problemy z dostępnością pelletu oraz rosnące ceny tego opału sprawiły, że wielu inwestorów pożałowało zakupu ekologicznego kotła.
- Fortuna za jedną tonę pelletu – Polacy mają dość
- „Trzeba było myśleć wcześniej” – bezlitośni internauci
- Nie mają miejsca ani pieniędzy – nie każdy może zgromadzić zapas pelletu przed sezonem grzewczym
- Sprzedawcy mówią o brakach pelletu. Nie wszyscy wierzą w te słowa
Fortuna za jedną tonę pelletu – Polacy mają dość
Pani Bożena nie szczędzi szorstkich słów pod adresem sprzedawców pelletu. Kobieta od kilku lat ogrzewa dom biomasą, ale tegoroczne ceny doprowadziły ją do wściekłości. Niedawno posiadaczka ekologicznego pieca musiała uzupełnić zapas pelletu. Kobieta nigdzie nie potrafiła znaleźć paliwa w rozsądnej cenie. Ponieważ musiała jak najszybciej zdobyć pellet, zdecydowała się na zakup jednej tony w cenie 2500 zł. Jeszcze w październiku za ten sam opał płaciła tylko 1400 zł.
Frustracja pani Bożeny jest zrozumiała. Kobieta uważa, że sprzedawcy biomasy zawarli zmowę cenową i próbują przekonać klientów, że nie mają pelletu, choć tak naprawdę ich magazyny są pełne. Właścicielka kotła na biomasę jest wściekła, że dała się naciągnąć, a z drugiej strony towarzyszy jej poczucie bezsilności – gdyby nie kupiła drogiego peletu, teraz mieszkałaby w zimnym domu.
Poglądy pani Bożeny podziela także Maciej, który uważa, że lokalni producenci sprzedają opał w cenach, które trudno uznać za uczciwe. Mężczyzna podkreśla też, że taka biomasa często nie posiada certyfikatów potwierdzających jakość opału. Przyznał, że ostatnio sam kupował pellet w markecie budowlanym, bo było tam taniej niż na składzie opału.
„Trzeba było myśleć wcześniej” – bezlitośni internauci
Przykre doświadczenia pani Bożeny nie wzbudziły współczucia wśród internautów, z którymi kobieta podzieliła się swoją historią. Ktoś przypomniał nauki swojej babci, która powtarzała, że „piwnicę trzeba zapełnić opałem najpóźniej do końca wakacji”. Niektórzy posiadacze kotłów na biomasę trzymają się zasady, by kupować pellet na zapas – koniecznie przed rozpoczęciem sezonu grzewczego.
Internauci przypominają, że nie trzeba być milionerem, by zgromadzić zapas pelletu na zimę. Wystarczy odkładać co miesiąc pewną kwotę, by we wrześniu mieć odpowiednią sumę pieniędzy. Niektórzy uważają, że pellet można przechowywać nawet na zewnątrz, zatem argument o braku miejsca w domu jest bezzasadny. Taki opał wystarczy owinąć folią stretch i przykryć plandeką. Wielu Polaków uważa, że osoby, które muszą teraz płacić tysiące złotych za jedną tonę pelletu, cierpią przez własną nieodpowiedzialność – w końcu mogły kupić zapas opału latem lub wczesną jesienią.

Nie mają miejsca ani pieniędzy – nie każdy może zgromadzić zapas pelletu przed sezonem grzewczym
Niestety, nie każdy dysponuje piwnicą lub składzikiem, gdzie można swobodnie przechowywać worki z pelletem. Kotłownia pani Bożeny pomieści maksymalnie dwie tony biomasy, a kobieta w ciągu jednego sezonu grzewczego zużywa około sześciu–siedmiu ton opału. Właścicielka pieca nie jest w stanie kupić kilku ton pelletu za jednym razem. Uważa to za zbyt wysoki i niepotrzebny wydatek.
Podobny problem ma pewna rodzina, która jest w stanie magazynować jedynie pięć ton pelletu. W trakcie sezonu grzewczego muszą dokupić opał niezależnie od tego, ile zapłacą za jedną tonę biomasy. Dwa tygodnie temu usłyszeli, że na składach opału nie ma pelletu, choć w ich domu zostało tylko kilkanaście worków granulatu. Rodzina zdaje sobie sprawę, że zużywa mnóstwo paliwa, ale obecnie domownicy nie mogą sobie pozwolić na ocieplenie budynku.
Sprzedawcy mówią o brakach pelletu. Nie wszyscy wierzą w te słowa
Pani Bożena jest jedną z tych osób, które najmocniej odczuły podwyżkę cen pelletu. Mimo szczerych chęci nie może planować zakupów z wyprzedzeniem, a więc w pewnym sensie jest zdana na łaskę sprzedawców. To normalne, że pellet drożeje w sezonie grzewczym, ale na początku tego roku sytuacja zupełnie wymknęła się spod kontroli. Właściciele składów opału rozkładają ręce i zapewniają, że wszystkiemu winne są rynkowe braki pelletu.
Zarówno pani Bożena, jak i wielu innych posiadaczy kotłów na biomasę podejrzewa, że sprzedawcy próbują zarobić na nieświadomych klientach. Handlarze są oskarżani o zmowę cenową i celowe ukrywanie worków z pelletem. Na początku lutego sprawą zajął się UOKiK – kontrola nie wykazała jednak żadnych przesłanek wskazujących, że sytuacja ta może być skutkiem antykonkurencyjnych praktyk. Podwyżka cen pelletu i lokalne niedobory granulatu były efektem trudnych warunków pogodowych oraz wysokiego popytu.