Zniszczyła wynajmowane mieszkanie i jeszcze chciała pieniędzy. Skończyło się u komornika

Wyobraź sobie, że najemca niszczy wynajmowane mieszkanie, zostawia po sobie szkody, a na koniec… żąda zwrotu kaucji i jeszcze dodatkowych pieniędzy. Brzmi jak absurd? Dla Aleksandry, właścicielki lokalu we Wrocławiu, to była rzeczywistość, która wciągnęła ją w wieloletni koszmar. Sześć lat batalii sądowej, starcia z komornikiem i koszty, które nie dawały o sobie zapomnieć — wszystko przez jedną umowę i roszczenia lokatora. Ta historia pokazuje, jak niewinnie zaczyna się pułapka wynajmu i jak trudno z niej wyjść. Artykuł oparty na opowieści opublikowanej na Onecie.
- Pleśń w mieszkaniu przerodziła się w spór
- Zerwała umowę i zażądała 1850 zł
- Komornik wrócił po 17 zł i koszty
- Koszmar wynajmu: długi i zniszczenia
- Protokół i zdjęcia: klucz do kaucji
Pleśń w mieszkaniu przerodziła się w spór
Wielu właścicieli mieszkań wie z doświadczenia, jak uciążliwe potrafi być rozstanie z niechcianym lokatorem. Rzadziej zdarza się jednak, by to najemca, który realnie doprowadził lokal do zniszczeń, pozywał właściciela, a sprawą finalnie zajmował się komornik. Dokładnie tak potoczyła się historia Aleksandry.
W 2008 roku Aleksandra wynajęła dwupokojowe mieszkanie studentce Agnieszce. Czynsz ustalono na 1400 zł miesięcznie, a kaucja wynosiła tyle samo. Mimo wyraźnego zakazu w umowie najemczyni podnajmowała jeden z pokoi kolejnym dwóm osobom. Po kilku miesiącach, w grudniu, na ścianie i za kaloryferami pojawiła się wilgoć, a niedługo później także pleśń. To właśnie ona stała się iskrą, od której zaczął się sześcioletni spór między lokatorką a właścicielką. – Mieszkałam w tym mieszkaniu latami i nigdy nie było podobnych kłopotów. Studenci nie dogrzewali lokalu, nie wietrzyli go i suszyli ubrania na grzejnikach. Finał musiał być taki, a nie inny – mówi Aleksandra.

Zerwała umowę i zażądała 1850 zł
Lokatorce wcale nie zależało na realnym rozwiązaniu problemu. Z wyraźnie roszczeniową postawą zażądała od Aleksandry, by natychmiast się tym zajęła. Aleksandra umówiła ekipę i przygotowała remont, jednak żaden z zaproponowanych terminów nie odpowiadał lokatorce. Po długiej, nerwowej wymianie maili studentka wypowiedziała umowę ze skutkiem natychmiastowym.
Kilka dni po wyprowadzce przesłała pismo pełne paragrafów, w którym domagała się zwrotu kaucji w wysokości 1400 zł oraz oddania części grudniowego czynszu (450 zł z odsetkami), tłumacząc to obniżonym komfortem mieszkania. Suma żądań sięgnęła 1850 zł. – Byłam w szoku, jak bezczelnie to zabrzmiało. Nie dość, że podnajmowała pokój innym studentom, doprowadziła do zagrzybienia mieszkania, nie chciała wyjść na czas, żeby ekipa mogła wejść, to jeszcze oczekiwała ode mnie pieniędzy – wspomina Aleksandra.
Remont udało się przeprowadzić dopiero wtedy, gdy lokatorzy już się wyprowadzili. – Wtedy postanowiłam, że nie chcę dalej użerać się z wynajmem, lokatorami i kolejnymi roszczeniami. Zdecydowałam, że sprzedaję mieszkanie – mówi właścicielka. Kilka tygodni później wprowadził się nowy właściciel. Aleksandra wysłała byłej lokatorce pismo, w którym poinformowała o potrąceniu z kaucji 770 zł – w tym 492 zł na remont, 250 zł za czynsz za pięć dni stycznia oraz 28 zł za rachunki. Pozostałą kwotę przelała studentce na konto. Była przekonana, że to zamyka temat. Bardzo się myliła.
Komornik wrócił po 17 zł i koszty
Ujawniono, że studentka skierowała sprawę do sądu, żądając zwrotu zatrzymanej części kaucji – około 500 zł, która wraz z odsetkami urosła do niemal tysiąca. W pozwie podała adres wcześniej wynajmowanego mieszkania we Wrocławiu. – Uważam, że to mogło być zrobione celowo, żebym nie dostała wezwania z sądu. Duży wpływ miały na to osoby z jej otoczenia – ojciec, który jest prawnikiem, oraz chłopak, także prawnik i pełnomocnik studentki. Nie zdziwiłabym się, gdyby komornik, którego na mnie nasłano, miał z nimi jakieś powiązania. W praktyce wszystko potoczyło się bez mojego udziału, a wiosną zeszłego roku pojawił się komornik z nakazem zapłaty 1764 zł plus koszty i opłaty. Byłam w szoku i przerażona, ale chciałam mieć to za sobą, więc zapłaciłam całość. Dla pewności dorzuciłam nawet 12 zł więcej – relacjonuje Aleksandra.
Po jakimś czasie, ku jej zaskoczeniu, komornik oddał jej 95 zł jako „zwrot zaliczki”. – Myślałam, że to zwykła pomyłka w rozliczeniu. Tymczasem w maju tego roku ten sam komornik niespodziewanie zajął mi wynagrodzenie, twierdząc, że mam wobec niego dług 17,05 zł. Dołożył do tego kolejne koszty i opłaty, a kwota urosła do prawie 350 zł – mówi Aleksandra.
Tym razem nie obyło się bez prawnika i wysłania do komornika pism, w których zasugerowano złożenie skargi na jego działania. – Zapłaciłam wyłącznie te 17 zł, bez żadnych dodatkowych kosztów. Komornik nie próbował negocjować ani domagać się reszty. Dostałam pismo o zakończeniu sprawy. Ale czy za jakiś czas nie usłyszę, że jednak jestem mu winna 50 groszy? Nie wiem. Dziś coraz mniej wierzę w sprawiedliwość, w wymiar sprawiedliwości i w skuteczność prawa. Wiem, że bez fachowej pomocy w takim systemie człowiek może zostać zniszczony – podkreśla Aleksandra.
Koszmar wynajmu: długi i zniszczenia
Nie tylko Aleksandra trafiła na problemy. Pani Elżbieta Górecka z Gdańska wynajęła lokal kobiecie z dzieckiem, która przestała płacić i uparcie odmawiała wyprowadzki. Dług urósł do ponad 10 tys. zł, a kiedy w końcu zniknęła, mieszkanie nadawało się do generalnego remontu. Z kolei lokatorzy pana Tadeusza z Gorzowa wynieśli całe wyposażenie i nawet zdemontowali kaloryfery. Iga z Leszna została okradziona, a jej najemcy, w ramach „odpłaty” za wypowiedzenie umowy, uszkodzili jej samochód.
Zdarza się też, że lokatorzy wymieniają zamki i de facto „zabarykadowują” się w wynajmowanym mieszkaniu. Nawet policja w takiej sytuacji nie może ich siłą usunąć, bo nie pozwalają na to przepisy. W praktyce pozostaje złożenie wniosku o eksmisję do sądu. Gdy w lokalu mieszka rodzina z dzieckiem, eksmisja nie ruszy, dopóki nie zostanie wskazany lokal socjalny. Takie sprawy ciągną się zwykle rok albo dwa, a w tym czasie zadłużenie dalej rośnie. Część właścicieli próbuje więc innych metod – odcina media albo zatrudnia ochronę, która wchodzi do lokalu siłą. Internetowe fora aż kipią od podobnych „porad”, ale skutki są nieprzewidywalne: czasem działają, a czasem tylko pogarszają sytuację.
– U mnie lokatorzy wyprowadzili się w nocy, klucze zostawili u sąsiada, a potem zmienili numer telefonu. Zostawili zdemolowane mieszkanie i nieopłacone rachunki. Zrobiłem zdjęcia, skserowałem dokumenty, znałem miejsce ich pracy, więc poszedłem tam i powiedziałem, że jeśli nie oddadzą pieniędzy, porozmawiam z ich pracodawcami. Następnego dnia dostałem kwotę na rachunki i odmalowanie ścian – opowiada Grzegorz Małogucki.
Nie zawsze jednak da się dogadać. Konflikty potrafią ciągnąć się latami. – Pierwszy raz spotykam się z sytuacją, w której konsekwencje ponosi właściciel, mimo że wina lokatora jest ewidentna – mówi Tomasz Wilczyński, prawnik, komentując historię Aleksandry. – A zachowanie komornika pozostawię bez komentarza – dodaje.
Protokół i zdjęcia: klucz do kaucji
Jak podkreśla Marcin Jańczuk, specjalista ds. nieruchomości z Metrohouse&Partnerzy S.A., fundamentem dobrej współpracy między najemcą a właścicielem jest sprawnie przeprowadzony proces wynajmu. Powinien on obejmować m.in. przygotowanie rzetelnego protokołu zdawczo-odbiorczego oraz precyzyjnej umowy najmu. W opisywanej sytuacji najpewniej zabrakło dokumentu, który krok po kroku opisywałby stan techniczny lokalu w momencie przekazania go najemcy. Do protokołu warto dołączyć zdjęcia – mogą stać się kluczowym dowodem, gdy pojawią się spory o stan mieszkania – wyjaśnia ekspert.
Zwraca uwagę, że szczegółowy protokół wraz z dokumentacją fotograficzną ogranicza ryzyko nieporozumień, zwłaszcza wtedy, gdy właściciel chce zatrzymać część lub całość kaucji. Sama kaucja ma być zabezpieczeniem na wypadek szkód wyrządzonych przez najemcę, szczególnie tych wykraczających poza normalne użytkowanie, jak np. pęknięty zlew czy stłuczona szyba.
- Gdy w umowie pojawiają się wyłącznie ogólniki w rodzaju „najemca zapoznał się ze stanem mieszkania” oraz „stan mieszkania jest dobry”, łatwo o konflikt, bo każda strona może inaczej rozumieć, co oznacza „dobry standard”. Takie zapisy sprzyjają nadużyciom – zaznacza Jańczuk. Spory o kaucję, jej zwrot i ewentualne potrącenia zdarzają się bardzo często, dlatego wszystkie zauważone usterki i ślady zużycia powinny zostać dokładnie opisane w protokole, by później nie było miejsca na zarzuty o rzekome szkody. Dodatkowo ekspert radzi właścicielom, by pamiętali o ubezpieczeniu nieruchomości – wtedy mogą spać spokojniej – podsumowuje Marcin Jańczuk.