„Zemsta sąsiada” istnieje naprawdę. Ta roślina posadzona przy płocie może niszczyć Twoją działkę

Zaczyna się niewinnie. Sąsiad sadzi przy płocie egzotycznie wyglądającą sadzonkę. „To bambus, szybko urośnie i da nam trochę prywatności” – słyszysz. Dwa lata później ta „prywatność” zamienia się w koszmar. Kostka brukowa na Twoim podjeździe zaczyna się wybrzuszać, a solidna podmurówka płotu pęka. Okazuje się, że pod ziemią trwa inwazja, która może kosztować cię tysiące złotych. Jak się bronić, zanim będzie za późno?
- Czarna lista – rośliny, które nie znają granic
- Jak się bronić? Stawiajmy na rozwiązania pokojowe
- Mediacje tańsze niż proces
Czarna lista – rośliny, które nie znają granic
Nie każde drzewo jest problemem, ale istnieją gatunki, które architekci krajobrazu nazywają „terrorystami ogrodowymi”. Jeśli widzisz je tuż przy granicy swojej działki, powinna Ci się zapalić czerwona lampka.
Pierwszy potencjalny złoczyńca to sumak octowiec. Inna nazwa? „Zemsta Sąsiada” – i to żaden przypadek. To drzewo jest mistrzem przetrwania. Jeśli sąsiad posadzi je przy płocie, możesz być pewien, że jego „dzieci” – odrosty korzeniowe – wyrosną na środku Twojego trawnika, nawet 10 metrów dalej. Co gorsza, każda próba wycięcia czy przekopania ziemi tylko pobudza roślinę do ataku. To walka z hydrą.
Uwaga na bambusy (phyllostachys). Wyglądają pięknie, ale ich kłącza są twarde jak stal. Bez odpowiedniego zabezpieczenia potrafią „wędrować” pod ziemią na kilka metrów, przebijając folię, zwykłą agrowłókninę, a w skrajnych przypadkach – nawet cienką wylewkę betonową w garażu.
Sporo kłopotów może sprawić rdestowiec ostrokończysty (japoński.) To waga ciężka. Roślina tak silna, że jej kłącza kruszą asfalt i fundamenty domów. W wielu krajach jego obecność na działce drastycznie obniża wartość nieruchomości, bo usunięcie go wymaga często wymiany gruntu na głębokość kilku metrów.

Jak się bronić? Stawiajmy na rozwiązania pokojowe
Jeśli sąsiad upiera się przy tych gatunkach, zapytaj go o barierę korzeniową. Uwaga: to nie może być zwykła czarna folia budowlana! Agresywne korzenie przebiją ją w jeden sezon. Profesjonalna bariera musi być wykonana z tworzywa HDPE o dużej gęstości i wkopana na głębokość minimum 50-70 cm. Jeśli jej nie ma - masz problem.
A co na to prawo? Masz piłę, ale czy możesz jej użyć? Kodeks Cywilny daje Ci potężne narzędzie w art. 150, ale kryje się tam pułapka, o której prawnicy rzadko mówią wprost w darmowych poradnikach.Przepis mówi jasno: korzenie przechodzące na Twój grunt możesz obciąć i zachować dla siebie. Nie musisz nawet pytać sąsiada o zgodę (choć w przypadku gałęzi wiszących nad głową – już tak, musisz najpierw wyznaczyć mu termin). Gdzie jest haczyk? W orzecznictwie sądowym i ustawie o ochronie przyrody. Prawo do usunięcia korzeni nie jest absolutne. Nie wolno Ci doprowadzić do zniszczenia drzewa. Jeśli utniesz korzenie tak drastycznie, że piękny, stuletni dąb sąsiada uschnie lub straci statykę i przewróci się na jego dom – to Ty będziesz winny. Sąd może uznać, że nadużyłeś swojego prawa. Dlatego, jeśli korzenie są grube i blisko pnia – zamiast ciąć na oślep, lepiej wezwać rzeczoznawcę lub... porozmawiać.
Mediacje tańsze niż proces
Zanim wyślesz sąsiadowi oficjalne pismo przedsądowe (tak zwane „wezwanie do zaniechania immisji” z art. 144 KC), spróbuj rozwiązania polubownego. Procesy o „płot i drzewo" potrafią ciągnąć się latami, a opinie biegłych kosztują krocie.
Często tańszym i szybszym rozwiązaniem jest propozycja: „Słuchaj, Twój bambus niszczy mi podjazd. Zamiast spotykać się w sądzie, zrzućmy się po połowie na profesjonalną barierę HDPE i wkopmy ją wzdłuż płotu”. Choć prawo mówi, że naprawić szkodę powinien sprawca (art. 415 KC), to w praktyce „zgoda buduje”, a wspólna inwestycja 500 zł w barierę jest tańsza niż 5000 zł wydane na prawnika.
Jeśli jednak sąsiad nie chce współpracować, a szkody rosną (pęknięty fundament, zniszczona elewacja) – nie czekaj. Dokumentuj każdą szkodę zdjęciami i zbieraj rachunki za naprawy. To będzie Twoja amunicja w walce o odszkodowanie.