Hoduje niezwykle rzadkie owoce. Klienci jadą do niej po nie setki kilometrów

To nie są owoce, które mijasz codziennie w polskich sadach. Jagoda kamczacka, dereń jadalny, pigwowiec czy oliwnik baldaszkowy wciąż pozostają na uboczu popularnych upraw — i właśnie dlatego zaczynają przyciągać coraz większą uwagę. Elżbieta Pomorska zaryzykowała, stawiając na te mniej oczywiste gatunki, a dziś mówi wprost: ze zbytem plonów nie musi się martwić. Co więcej, jej gospodarstwo przestało być tylko miejscem produkcji — stało się punktem, do którego przyjeżdżają inni, by podpatrzeć, jak te nietypowe owoce uprawiać i co można z nich wycisnąć.
- Nietypowy sad: jagoda, dereń i oliwnik
- Uprawa derenia: problem z ochroną roślin
- Sprzedaż prosto z gospodarstwa wygrywa
- Ręczne zbiory niszowych owoców w Polsce
Nietypowy sad: jagoda, dereń i oliwnik
Elżbieta Pomorska prowadzi 13,5-hektarowe gospodarstwo sadownicze, w którym zamiast najczęściej wybieranych gatunków zdecydowała się na mniej oczywiste uprawy. Jagodę kamczacką ma u siebie już od mniej więcej 12 lat. Dereń jadalny rośnie tu od siedmiu lat, a starsze kwatery pigwowca japońskiego są stopniowo zastępowane pigwowcem mieszańcowym. Ostatnio w gospodarstwie pojawił się także oliwnik baldaszkowy.
Impuls do rozwijania takich plantacji pojawił się m.in. po szkoleniach i konferencjach. Na początku rolniczka uczyła się samodzielnie i testowała rozwiązania w praktyce, a dziś coraz częściej przekazuje swoje doświadczenia innym. Od tego roku gospodarstwo jest częścią Krajowej Sieci Gospodarstw Demonstracyjnych, co dodatkowo stworzyło przestrzeń do prowadzenia działań szkoleniowych.
W rozmowie z „Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym” Elżbieta Pomorska podkreślała, że w takich uprawach liczą się nie tylko same owoce.
„Warto przyznać, że nasze owoce — i nie tylko owoce, bo w przypadku derenia także liście — mają naprawdę szerokie zastosowanie” – mówiła bohaterka w wywiadzie dla „Tygodnika Poradnika Rolniczego”. Jak zaznaczała, mogą przydać się choćby do kiszenia ogórków albo do przygotowywania naparów.
Uprawa derenia: problem z ochroną roślin
Niewielka rozpoznawalność tych owoców bywa jednocześnie atutem i wyzwaniem. Z jednej strony mniejsza konkurencja sprawia, że łatwiej wyróżnić się na rynku i dotrzeć do odbiorców. Z drugiej – plantatorzy muszą działać w realiach, w których brakuje szerokiego wyboru narzędzi do ochrony roślin.
Jak zwracała uwagę Elżbieta Pomorska w rozmowie z „Tygodnikiem Poradnika Rolniczego”, najwięcej kłopotów potrafią sprawić młode nasadzenia derenia, szczególnie na początku prowadzenia plantacji.
„Choć często mówi się, że dereń jadalny uprawia się bez większych problemów, my jako praktycy przekonaliśmy się, że to nie do końca prawda” – podkreślała rolniczka.
Jej zdaniem starsze krzewy zwykle lepiej znoszą presję chorób i szkodników, natomiast młode rośliny wymagają stałej obserwacji i szybkiej reakcji. Dodatkowym utrudnieniem jest mała dostępność skutecznych preparatów ochronnych dedykowanych mniej popularnym gatunkom.
„Nie ma na rynku dostępnych i skutecznych środków ochrony roślin, które dostatecznie chroniłyby derenia przed presją chorób i szkodników. Ogólnie można powiedzieć, że problem ten dotyczy większości upraw niszowych” – zaznaczała Elżbieta Pomorska w rozmowie z „Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym”.
Jak dodawała, właśnie dlatego produkcja w gospodarstwie w praktyce przebiega niemal w warunkach ekologicznych.

Sprzedaż prosto z gospodarstwa wygrywa
Przy uprawie mniej popularnych owoców kluczowe znaczenie ma bezpośrednia relacja z kupującym. Gospodarstwo Elżbiety Pomorskiej opiera się głównie na sprzedaży detalicznej. Część zbiorów trafia też do firm, które wykorzystują owoce m.in. do produkcji nalewek czy tłoczenia soków. Największym powodzeniem niezmiennie cieszy się jednak sprzedaż „z ręki do ręki”. Stałych klientów jest wielu, a część z nich potrafi przyjechać po owoce nawet z bardzo odległych zakątków Polski.
„Mamy stałych odbiorców, którzy przyjeżdżają do nas już od dłuższego czasu i to nawet z dość odległych rejonów Polski” – mówiła Elżbieta Pomorska w wywiadzie dla „Tygodnika Poradnika Rolniczego”.
Rolniczka zwracała uwagę także na jeszcze jeden plus sprzedaży bezpośredniej: klient dostaje produkt niemal prosto z krzaka, wyjątkowo świeży. A w segmencie detalicznym to właśnie świeżość i jakość owoców często przesądzają o tym, czy kupujący wróci po kolejną porcję.
Ręczne zbiory niszowych owoców w Polsce
Zbiory potrafią jednak dać w kość. Jagodę kamczacką i pigwowiec wciąż zrywa się ręcznie. Przy pigwowcu dochodzi jeszcze jedna trudność: owoce są osadzone na krzewach w taki sposób, że część z nich rośnie bardzo nisko, niemal przy samej ziemi. To sprawia, że w praktyce mechanizacja zbioru byłaby wyjątkowo kłopotliwa.
Ręcznie zbiera się dziś również dereń. O mechanicznym zbiorze z użyciem otrząsarki, jaką stosuje się przy wiśniach, można myśleć dopiero wtedy, gdy plantacje są odpowiednio dojrzałe i mają już swoje lata.
„Poza tym w każdym przypadku owoce zebrane ręcznie są dużo lepszej jakości niż te zabrane mechanicznie, co w handlu detalicznym ma ogromne znaczenie” – podkreślała bohaterka w rozmowie z „Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym”.
Elżbieta Pomorska jest zdania, że mniej popularne owoce mają przed sobą dobre perspektywy, ale ich producenci muszą umieć dotrzeć do konsumentów. Stąd obecność gospodarstwa m.in. na targach, gdzie można nie tylko pokazać produkty, lecz także wyjaśnić, do czego je wykorzystać i jak smakują w praktyce. Szczególnie oliwnik baldaszkowaty pozostaje mało znany szerokiemu gronu odbiorców, a jednocześnie ma naprawdę szerokie zastosowanie i wyjątkowe właściwości.
Źródło:
https://www.tygodnik-rolniczy.pl/wiadomosci-rolnicze/izby-rolnicze/uprawia-owoce-ktorych-prawie-nie-ma-w-polsce-nie-mamy-problemow-ze-sprzedaza-2689804