Miał być tani, bezpieczny i pewny. Pellet tej zimy zaskoczył miliony Polaków

Sezon grzewczy 2025/2026 przyniósł temat, który jeszcze kilka lat temu wydawał się abstrakcyjny: niedobory pelletu i gwałtowne skoki cen opału uznawanego za stabilną alternatywę dla węgla i gazu. W mediach społecznościowych oraz na lokalnych forach pojawiają się relacje o pustych magazynach, ograniczeniach sprzedaży i ofertach, które – według użytkowników – sięgają nawet kilku tysięcy złotych za tonę. Narracja szybko przybrała formę kryzysową, a emocje zaczęły dominować nad faktami. Problem istnieje, ale jego skala bywa w internetowych dyskusjach znacząco wyolbrzymiana.
- Historia jednego domu: decyzje podejmowane pod presją strachu
- Ceny w liczbach: wzrosty są realne, ale nie ekstremalne
- Rosnący popyt: konkurencja między domami a przemysłem
- Koszty produkcji i surowca: presja, której nie widać na paragonie
- Dezinformacja i efekt paniki: jak powstają zawyżone narracje
- Budżet domowy pod presją: ile naprawdę kosztuje ogrzewanie pelletem
Historia jednego domu: decyzje podejmowane pod presją strachu
Pan Marek z województwa łódzkiego ogrzewa dom pelletem od sześciu lat. Zawsze kupował opał latem, zwykle u lokalnego dostawcy, bez większych problemów. W tym roku zwlekał z zakupem, licząc na spadek cen. Gdy przyszły pierwsze mrozy, usłyszał, że termin realizacji to trzy tygodnie, a cena jest o kilkaset złotych wyższa niż rok wcześniej.
W internecie przeczytał historię o pellecie po 5 000 zł za tonę i braku towaru w całym kraju. Zrobił zapas „na wszelki wypadek”, płacąc więcej, niż planował. Dopiero później okazało się, że część tych informacji była oparta na pojedynczych przypadkach i nie oddawała realnej sytuacji rynkowej.
Ceny w liczbach: wzrosty są realne, ale nie ekstremalne
Wzrost cen pelletu jest faktem, ale nie ma potwierdzenia, by ceny rzędu 5 000 zł za tonę stały się standardem rynkowym. Analizy branżowe i dane ze sprzedaży wskazują, że w sezonie zimowym pellet klasy A1 kosztował najczęściej od około 1 300 do 2 100 zł za tonę, a w przypadku pelletu workowanego – lokalnie więcej.
Wyższe kwoty pojawiały się głównie w ofertach detalicznych z transportem, przy zakupie niewielkich ilości lub w momentach chwilowego braku towaru. Internetowe relacje często nie rozróżniają ceny ofertowej od rzeczywistej ceny transakcyjnej.
Rosnący popyt: konkurencja między domami a przemysłem
Na sytuację na rynku wpływa kilka czynników jednocześnie. Po pierwsze, zimą popyt na pellet wzrósł gwałtownie z powodu niskich temperatur. Po drugie, pellet stał się surowcem konkurencyjnym nie tylko dla gospodarstw domowych, lecz także dla sektora energetycznego i przemysłowego. Elektrownie i ciepłownie, działające w ramach polityki ograniczania emisji, również sięgają po biomasę, co ogranicza dostępność opału dla odbiorców indywidualnych i podnosi ceny.
Koszty produkcji i surowca: presja, której nie widać na paragonie
Istotną rolę odgrywają także koszty produkcji. Pellet powstaje z odpadów drzewnych, a ceny drewna w ostatnich latach systematycznie rosły. Wyższe koszty surowca, energii oraz transportu przekładają się bezpośrednio na ceny końcowe.
Nawet wzrost produkcji nie równoważy popytu, który w skali europejskiej pozostaje bardzo wysoki. W praktyce oznacza to rynek napięty, podatny na wahania i nerwowe reakcje konsumentów, zwłaszcza w szczycie sezonu grzewczego.

Dezinformacja i efekt paniki: jak powstają zawyżone narracje
To właśnie emocje napędzają część najbardziej alarmistycznych przekazów. Informacje o „braku pelletu w całej Polsce” czy „cenach nie do udźwignięcia” rozchodzą się szybko, choć często dotyczą pojedynczych regionów lub krótkich okresów.
W mediach społecznościowych rzadko pojawia się kontekst: różnica między pelletem luzem a workowanym, wpływ kosztów transportu czy fakt, że ceny zimowe zawsze są wyższe niż letnie. Efekt to poczucie zagrożenia, które skłania wielu użytkowników do nerwowych zakupów.
Budżet domowy pod presją: ile naprawdę kosztuje ogrzewanie pelletem
Dla gospodarstw domowych oznacza to realny wzrost kosztów ogrzewania, nawet jeśli ceny nie osiągają skrajnych poziomów znanych z internetowych opowieści. Przy obecnych stawkach ogrzewanie domu pelletem pozostaje droższe niż jeszcze dwa–trzy lata temu, co szczególnie odczuwają właściciele starszych, słabo ocieplonych budynków. Nie jest to jednak sytuacja bez precedensu ani dowód na całkowite załamanie rynku. To raczej efekt kumulacji popytu, kosztów i komunikacyjnego chaosu.
Pellet nie stał się towarem luksusowym, ale przestał być przewidywalny cenowo. Rzeczywisty problem polega nie na masowych niedoborach, lecz na braku spokojnej, rzetelnej informacji. Gdy emocje dominują nad danymi, rynek reaguje nerwowo, a konsumenci podejmują decyzje pod presją strachu. I to właśnie ten mechanizm – bardziej niż faktyczne braki – napędza dziś poczucie kryzysu wokół pelletu.