W Polsce nawet 3 tys. zł, za granicą dużo taniej. Czy warto kupować pellet z zagranicy?

Pellet w Polsce znów budzi emocje – ceny w wielu składach pozostają wysokie, a dostępność bywa ograniczona. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób zaczyna rozglądać się za ofertami z zagranicy. W ogłoszeniach pojawiają się propozycje importu z Niemiec czy Belgii, często przedstawiane jako rozwiązanie na czas braków w kraju i sposób na tańsze ogrzewanie. Tylko czy zagraniczny pellet rzeczywiście oznacza realną oszczędność, czy raczej chwilową alternatywę, która po doliczeniu wszystkich kosztów przestaje być tak atrakcyjna?
- Pellet z importu czy polski opał – co wybrać i dlaczego
- Dlaczego w Polsce brakuje pelletu i jak to wpływa na ceny
- Import nie jest stałą alternatywą, tylko krótkim oknem okazji
Pellet z importu czy polski opał – co wybrać i dlaczego
W praktyce różnice cen między Polską a zagranicą rzeczywiście potrafią wyglądać zachęcająco. W kraju za tonę pelletu trzeba dziś zapłacić od 2 do 2,5 tys. zł, a w skrajnych przypadkach nawet 3 tys. zł. Tymczasem według Niemieckiego Instytutu Pelletów (DEPI) średnia cena w Niemczech to 405,33 euro za tonę, czyli około 1 715 zł – przy zakupie hurtowym na poziomie 6 ton. Na pierwszy rzut oka to kilkaset złotych różnicy na tonie.
Problem w tym, że to cena obowiązująca na rynku niemieckim. Do tej kwoty trzeba doliczyć transport do Polski, logistykę, magazynowanie, przeładunek, dostawę do klienta detalicznego oraz 23-proc. VAT. Sprzedawcy wprost przyznają, że import jest najczęściej „opcją awaryjną” – uruchamianą wtedy, gdy w Polsce pojawiają się chwilowe braki towaru i gwałtowne wzrosty cen.
Przykład z ostatnich tygodni pokazuje skalę wahań. W czasie niedoboru pellet w Belgii kosztował ok. 290 euro za paletę (ok. 1 222 zł przy zakupach hurtowych). Mimo wysokiego transportu sprowadzanie go do Polski chwilowo się opłacało. Jak podkreślają importerzy, takie okno trwa jednak krótko – tydzień, dwa, czasem miesiąc. Gdy rynek w kraju się stabilizuje i dostępność rośnie, przewaga cenowa szybko znika.
Dlatego decyzja o zakupie nie powinna opierać się wyłącznie na różnicy w cenie bazowej za tonę. Kluczowy jest koszt końcowy z dostawą oraz moment rynkowy. Import może być sposobem na przeczekanie kryzysu podaży, ale w normalnych warunkach często zbliża się cenowo do ofert krajowych.
Dlaczego w Polsce brakuje pelletu i jak to wpływa na ceny
Niedobory pelletu w Polsce to efekt kilku nakładających się czynników. W sezonie grzewczym popyt rośnie lawinowo, a produkcja nie zawsze nadąża za zapotrzebowaniem gospodarstw domowych. Wystarczy chłodniejsza jesień, by składy opału zaczęły świecić pustkami. Do tego dochodzą ograniczenia surowcowe i rosnące koszty energii w zakładach produkcyjnych.
Kluczowe przyczyny braków można sprowadzić do kilku elementów:
- mniejsza dostępność trocin i odpadów drzewnych,
- eksport pelletu do krajów UE, gdzie ceny bywają wyższe,
- wzrost liczby kotłów na biomasę w Polsce,
- magazynowanie opału przez klientów „na zapas”.
Gdy podaż spada, a popyt utrzymuje się na wysokim poziomie, ceny reagują niemal natychmiast. W praktyce różnice między latem a szczytem sezonu mogą sięgać nawet 300–600 zł na tonie. Najbardziej drożeje pellet certyfikowany, który znika ze składów jako pierwszy. Tańsze partie pojawiają się nieregularnie i często mają gorsze parametry.
Warto obserwować rynek z wyprzedzeniem. Eksperci podkreślają, że największe wzrosty cen pojawiają się wtedy, gdy klienci kupują w panice. Zakup poza sezonem, analiza stanów magazynowych i porównanie ofert lokalnych składów mogą realnie obniżyć koszt ogrzewania całego domu w nadchodzącej zimie.
Import nie jest stałą alternatywą, tylko krótkim oknem okazji
Import pelletu może się opłacić, ale tylko w określonym momencie rynku. Jak przyznają sprzedawcy, sprowadzanie opału z Niemiec czy Belgii uruchamia się zwykle wtedy, gdy w Polsce pojawiają się chwilowe braki i ceny gwałtownie rosną. To reakcja na kryzys podaży, a nie stały model biznesowy.
Przykład z ostatnich tygodni pokazuje, że takie „okno” trwa krótko. Gdy w kraju brakowało towaru, pellet sprowadzano nawet z odległych kierunków mimo wysokich kosztów transportu. Jednak gdy dostępność w Polsce zaczyna rosnąć, a rynek się stabilizuje, ekonomiczny sens importu szybko maleje.
Do ceny zagranicznej trzeba bowiem doliczyć transport całopojazdowy do Polski, magazynowanie, przeładunek, dostawę do klienta końcowego oraz 23-proc. VAT. W efekcie końcowa kwota często zbliża się do ofert krajowych. Dlatego decyzja o zakupie powinna zależeć nie tylko od atrakcyjnej ceny w ogłoszeniu, ale od realnej sytuacji rynkowej i całkowitego kosztu dostawy.
Dziś, gdy dostępność pelletu w Polsce stopniowo się poprawia, import przestaje być oczywistą alternatywą. Może pomóc w krótkim okresie niedoboru, ale w stabilniejszych warunkach różnice cenowe często okazują się mniejsze, niż sugerują nagłówki w ogłoszeniach.