Przez całą zimę ogrzewali mieszkanie klimatyzacją. Teraz pokazują rachunki

Minionej zimy bardzo dużo mówiło się o rosnących kosztach ogrzewania. Więcej płacili zarówno mieszkańcy bloków korzystający z ciepła systemowego, jak i osoby żyjące w domach jednorodzinnych. Test ogrzewania mieszkania przy pomocy klimatyzacji pokazał z kolei, jak takie urządzenie zachowuje się, gdy temperatura na zewnątrz spada do -20 stopni Celsjusza.
- Czy klimatyzator może ogrzać mieszkanie podczas największych mrozów?
- Ogrzewanie domu przy pomocy klimatyzacji a komfort domowników
- Styczniowy rachunek był ogromnym zaskoczeniem! Ile zapłacili ich sąsiedzi?
- Pompy ciepła poradzą sobie w polskim klimacie – trzeba pamiętać o kilku zasadach
Czy klimatyzator może ogrzać mieszkanie podczas największych mrozów?
80-metrowe, zewnętrzne mieszkanie w bloku z lat 90. to lokal, który może potrzebować dużo energii cieplnej – w szczególności wtedy, gdy mamy do czynienia z jedną z najsurowszych zim w ostatnich latach. Redakcja portalu wysokienapiecie.pl postanowiła sprawdzić, ile trzeba zapłacić za ogrzewanie takiego lokalu. Mieszkanie będące przedmiotem testu znajdowało się nad przejściem, zatem ciepło uciekało zarówno przez ściany zewnętrzne, jak i przez podłogę. Był to jednak budynek ocieplony, z nowymi oknami oraz rekuperacją.
Już w styczniu testerzy wystawili klimatyzację na poważną próbę. W tym miesiącu średnia temperatura w Warszawie wynosiła -5,5 °C, a w nocy słupki termometrów regularnie schodziły w okolice -10 °C. Klimatyzator uruchamiano głównie nocą, by ogrzewał salon do 23 °C, z kolei sypialnie dogrzewano tylko w ciągu dnia. Urządzenie pracowało w trybie cichym, generując minimalny nadmuch. Klimatyzator z funkcją grzania, czyli pompa ciepła typu powietrze–powietrze, w teorii nie powinien sobie poradzić w tak ekstremalnych warunkach. Przy niskiej temperaturze jego efektywność mogłaby spaść tak bardzo, że w mieszkaniu panowałby chłód.
Ogrzewanie domu przy pomocy klimatyzacji a komfort domowników
Producent klimatyzacji zapewniał, że funkcja ogrzewania powinna działać aż do momentu, gdy temperatura na zewnątrz nie spadnie poniżej -15°C. W styczniu nie było aż tak zimno, a sama pompa pracowała poprawnie. Co ciekawe, urządzenie nie wyłączyło się ani nie przestało ogrzewać lokalu również wtedy, gdy temperatura w Warszawie zaczęła regularnie spadać do poziomu -20°C.
Obawy dotyczące komfortu mieszkańców okazały się bezzasadne. Klimatyzacja działająca w trybie cichej pracy nikomu nie przeszkadzała. Ciepło rozchodziło się po mieszkaniu już po kilku minutach od uruchomienia pompy, jednak strumień powietrza nigdy nie padał wprost na domowników.
Nie sprawdziły się czarne scenariusze dotyczące hałasu i częstego rozmrażania. Urządzenie wchodziło w tryb defrost co 2–4 godziny, a przy najsilniejszych mrozach nawet rzadziej. Jedynym minusem była duża ilość lodu zbierającego się przy jednostce zewnętrznej. W ciągu miesiąca pojawiło się tam około 50 litrów zamarzniętej wody.

Styczniowy rachunek był ogromnym zaskoczeniem! Ile zapłacili ich sąsiedzi?
Dziesiątki historii dotyczących rachunków grozy za ogrzewanie pompą ciepła sprawiły, że testerzy nastawiali się na horrendalne opłaty. Tymczasem rachunek za energię elektryczną zużytą w styczniu wyniósł 575 zł, łącznie z oświetleniem, gotowaniem i korzystaniem z innych urządzeń elektrycznych. Za samo ogrzewanie klimatyzacją mieszkańcy zapłacili 246 zł. W styczniu pompa pobrała 328 kWh prądu.
Dobrym punktem odniesienia było identyczne mieszkanie znajdujące się w tym samym bloku, ale wyposażone w wentylację grawitacyjną. W lokalu ogrzewanym ciepłem z sieci zużyto około 1,1 MWh energii cieplnej. W tym przypadku rachunek za ogrzewanie wyniósł 285 zł, bo spółdzielnia utrzymywała koszty zmienne ciepła poniżej kosztów zakupu. Przy rzeczywistych kosztach zmiennych na poziomie przekraczającym 120 zł/GJ domownicy musieliby zapłacić za ogrzewanie około 500 zł.
Koszty ogrzewania mieszkania przy pomocy klimatyzacji dałoby się obniżyć jeszcze bardziej. Wystarczy, że domownicy zmieniliby taryfę dynamiczną na taryfę strefową G12. Dzięki temu styczniowy rachunek za ogrzewanie mógłby wynieść około 203 zł.
Ogrzewanie klimatyzacją miało hałasować, żreć na potęgę prąd, wyłączać się już przy lekkim mrozie, wysuszać powietrze. Ile ja się tych bzdur (ok, może nie bzdur, o czym za chwilę) naczytałem to głowa mała. W nocy mieliśmy -15°C (żałuję, że tylko tyle, bo byłem ciekaw co… pic.twitter.com/fkJdOeVFBe
— Bartłomiej Derski (@bderski) January 10, 2026
Pompy ciepła poradzą sobie w polskim klimacie – trzeba pamiętać o kilku zasadach
Ten odważny test pokazał, że pompy ciepła typu powietrze–powietrze radzą sobie nawet w ekstremalnych warunkach pogodowych. Mieszkańcy uniknęli rachunku grozy, zapłacili mniej niż sąsiedzi ogrzewający dom ciepłem z sieci, a do tego w salonie i sypialniach przez cały czas panowała komfortowa temperatura. Gdy na zewnątrz robiło się bardzo zimno, klimatyzacja uruchamiała dodatkową grzałkę, co podnosiło zużycie energii do około 1,2 kWh na dobę. Pompa pracowała najefektywniej w trybie ciągłym, bo wtedy grzałka pozostawała wyłączona.
Według producenta SCOP dla klimatyzatora wykorzystanego w teście wynosił w styczniu 2,8. Oznacza to, że z 1 kWh prądu urządzenie miało uzyskać 2,8 kWh ciepła. Zdaniem mieszkańców w najchłodniejsze dni COP spadał do poziomu 2. Mimo wszystko test zakończył się sukcesem. Ten eksperyment pokazał, że powietrzna pompa ciepła może pracować nawet wtedy, gdy na zewnątrz panuje siarczysty mróz. Taki typ ogrzewania nie sprawdzi się w każdym budynku, ale w mieszkaniu o sporej bezwładności cieplnej spisał się doskonale.
Wynik mógłby być gorszy, gdyby w mieszkaniu stosowano wentylację grawitacyjną, a pompa ciepła prawdopodobnie nie poradziłaby sobie z utrzymaniem komfortowej temperatury w nieocieplonym lokalu. Okazuje się więc, że takie urządzenie może być wykorzystywane w polskim klimacie niezależnie od panującej pogody, ale inwestor w pierwszej kolejności powinien zadbać o poprawę efektywności energetycznej budynku.