Boazeria z PRL wraca do łask. Projektanci mówią: nie zrywaj jej pochopnie

Najpierw była synonimem dobrobytu, potem – przez lata – uznawano ją za synonimem złego gustu, a w najlepszym razie za pamiątkę po PRL-owskich trendach, o których lepiej zapomnieć. Dziś projektanci wnętrz mówią o niej zupełnie inaczej – i coraz częściej przekonują, żeby się wstrzymać ze zrywaniem. Drewniana boazeria z czasów PRL to materiał, który przy odpowiednim podejściu może stać się atutem mieszkania, a nie balastem. Pod pewnymi warunkami.
- Czy w ogóle można ją zostawić?
- Jak ją odnowić, żeby nie wyglądała jak z PRL
- Do jakich stylów pasuje odnowiona boazeria?
Czy w ogóle można ją zostawić?
Pierwsza i najważniejsza kwestia to stan techniczny desek. Boazeria, która przez kilkadziesiąt lat wisiała na ścianie, mogła zostać uszkodzona przez wilgoć, zaatakowana przez grzyby albo po prostu ulec mechanicznym uszkodzeniom. Przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji należy sprawdzić każdą deskę: czy jest stabilna, czy nie ugina się przy nacisku, czy nie ma przebarwień wskazujących na pleśń ani miejsc, gdzie drewno wyraźnie zmurszało. Pojedyncze uszkodzone elementy można wymienić – ale jeśli większość desek jest w złym stanie, renowacja nie ma sensu i trzeba liczyć się z zerwaniem całości.
Drugi sygnał ostrzegawczy jest mniej oczywisty. Boazeria stosowana masowo w latach 70. i 80. służyła nie tylko jako dekoracja — często maskowała surowe, nieotynkowane ściany albo wyrównywała poważne nierówności konstrukcyjne w blokach z wielkiej płyty. Zerwanie jej bez wcześniejszego sprawdzenia, co się pod nią kryje, może oznaczać konieczność szpachlowania i tynkowania całej ściany od nowa – co jest znacznie droższym i bardziej pracochłonnym zabiegiem niż sama renowacja. Dlatego w starszym budownictwie warto najpierw podnieść jedną deskę w mało widocznym miejscu i ocenić stan ściany za nią.
Jak ją odnowić, żeby nie wyglądała jak z PRL
Jeśli deski są zdrowe, a ściana za nimi w porządku – renowacja to bardzo opłacalna decyzja. Pierwszy krok to pozbycie się starego lakieru, który nadaje boazerii charakterystyczny, przestarzały połysk. Drobnym papierem ściernym szlifuje się powierzchnię desek razem z rowkami, następnie dokładnie odkurza i przeciera wilgotną szmatką. Dopiero tak przygotowane drewno przyjmie nowe wykończenie równomiernie i trwale.
Co dalej? To już zależy od tego, jaki efekt chcemy osiągnąć. Jeśli zależy nam na naturalnym wyglądzie drewna – zamiast błyszczącego lakieru stosuje się lakierobejcę w matowym wykończeniu, która podkreśla słoje i nadaje wnętrzu ciepły, organiczny charakter. Jeśli drewno jest zbyt ciemne lub zbyt zniszczone, najprostszym i najskuteczniejszym zabiegiem jest malowanie – farbą kredową bez szlifowania albo farbą akrylową po wcześniejszym zmatowieniu podłoża. Farba kredowa ma tę zaletę, że dobrze przywiera nawet do nierównych, starszych powierzchni i nie wymaga gruntowania (choć wymaga odtłuszczenia powierzchni). Warto też dodać preparat przeciw grzybom– szczególnie w przypadku pomieszczeń narażonych na wilgoć, jak przedpokój czy kuchnia.

Do jakich stylów pasuje odnowiona boazeria?
Odpowiednio przygotowana boazeria wpasowuje się w kilka aktualnie popularnych kierunków aranżacyjnych, i to zaskakująco dobrze. Pomalowana na biało lub złamane odcienie bieli staje się naturalnym elementem stylu skandynawskiego – lekkiego, jasnego, opartego na drewnie i minimalizmie. Jeśli połączymy ją z lnianymi tekstyliami, wiklinowymi koszami i ceramiką w stonowanych barwach, trudno będzie odgadnąć, że deski mają czterdzieści lat.
Ciemniejsze kolory – grafit, butelkowa zieleń, głęboki granat – przybliżają boazerię do stylu industrialnego i mid-century modern, gdzie surowe materiały i wyraźna tekstura są pożądane, a nie tuszowane.
Boazeria pozostawiona w naturalnym drewnie, jedynie odświeżona matową bejcą, pasuje do wnętrz w stylu rustykalnym i modern farmhouse, które od kilku sezonów cieszą się sporym zainteresowaniem. Warto przy tym pamiętać o jednej zasadzie: boazerię lepiej ograniczyć do jednej lub dwóch ścian niż pokrywać nią całe pomieszczenie. Właśnie pełne obudowanie ścian i sufitów kojarzy się z PRL-em – samo drewno na akcentowej ścianie wywołuje już zupełnie inne skojarzenia.