Tą warszawską ulicą przejeżdżało rocznie 40 milionów samochodów. Dziś nikt nie zna aktualnych danych

W 2015 roku przez najbardziej zakorkowaną ulicę Warszawy przewinęło się niemal 40 milionów samochodów. Ponad 106 tysięcy dziennie. Gdyby ustawić je zderzak w zderzak, ten sznur aut sięgnąłby aż do Krakowa. Od tamtej pory minęło dziesięć lat: powstał tunel pod Ursynowem, metro pojechało dalej, przybyło ścieżek rowerowych. Logika podpowiada, że coś musiało się zmienić. Problem w tym, że… nikt nie potrafi dziś tego jednoznacznie udowodnić. Bo twardych danych, które rozstrzygnęłyby sprawę, wciąż brakuje.
- Najbardziej zatłoczone ulice Warszawy
- Jak dziś mierzy się korki w Warszawie?
- ZDM zmienił metodologię korków w Warszawie
- Bezpieczniej w Warszawie, ale czy szybciej?
Najbardziej zatłoczone ulice Warszawy
Z ostatniego kompletnego zestawienia Zarządu Dróg Miejskich, opublikowanego w 2016 roku (na podstawie pomiarów z 2015), wynikało jedno: aleja Prymasa Tysiąclecia na Woli była bezkonkurencyjna wśród najbardziej obciążonych warszawskich tras. W ciągu roku przejechało nią 38,7 mln pojazdów – to więcej niż liczy cała Polska. Skąd taki wynik? Od północy wlewa się tu ruch z S8, ale to dopiero początek. Dalej aleja przecina się m.in. z Górczewską, Kasprzaka i Wolską, a swój bieg kończy przy Alejach Jerozolimskich. W praktyce krzyżuje się z nią niemal każda kluczowa trasa w tej części miasta.
Dekadę temu na kolejnych miejscach podium były jeszcze Dolina Służewiecka (29,5 mln aut rocznie) oraz Wisłostrada (28,5 mln). Tuż za nimi plasowały się aleja Krakowska z wynikiem 23,5 mln pojazdów i aleja Jana Pawła II, którą w skali roku przejechało 21,7 mln aut. Dziś te dane brzmią jak zapis z innej rzeczywistości: zanim pojawił się tunel S2, zanim wydłużono drugą linię metra i zanim pandemia COVID-19 przetasowała codzienne nawyki dojazdów. Do tych zmian jeszcze wrócimy za chwilę.
W samym centrum obraz był równie mocny. Pomiary wskazywały odcinki, na których średnia prędkość spadała do 3,2–4,5 km/h – czyli samochody poruszały się wolniej niż piesi na spacerze. Na ciągu Świętokrzyska/Tamka średnio było tylko 4,5 km/h, co oznaczało 15,5 minuty straty na dystansie… 1,3 km. Jeszcze gorzej wypadała ulica Francuska (Zwycięzców – Rondo Waszyngtona): na 877 metrach kierowcy toczyli się średnio 3,2 km/h, tracąc ponad 14,5 minuty.

Jak dziś mierzy się korki w Warszawie?
Tu zaczyna się kłopot: Zarząd Dróg Miejskich nie udostępnia już takich rankingów. Od kilku lat miasto działa w trybie ciągłych, automatycznych pomiarów (APR) w ponad 100 lokalizacjach, ale wyniki są porozrzucane i najłatwiej podejrzeć je na interaktywnej mapie w sieci. Jednego, prostego zestawienia w stylu „która ulica jest najbardziej zakorkowana” – po prostu nie ma.
A przecież w międzyczasie zaszło mnóstwo zmian. W grudniu 2021 roku otwarto wspomniany tunel pod Ursynowem na S2 – najdłuższy tunel drogowy w Polsce (2,3 km), który miał zdjąć część ruchu z Doliny Służewieckiej. Czy faktycznie odciążył trasę? Tego dziś nie potrafimy jednoznacznie sprawdzić. Od 2015 roku przybywały też kolejne stacje metra na drugiej linii: Trocka, Księcia Janusza, Młynów, Płocka, a w latach 2022–2023 doszły m.in. Kondratowicza, Bródno i następne. W teorii to powinno oznaczać mniej samochodów w centrum. Ale czy rzeczywiście tak się stało?
Pandemia COVID-19 obniżyła natężenie ruchu o 9–13 procent. Część osób przesiadła się na home office i do biur już nie wróciła. Równocześnie mocno przyspieszył ruch rowerowy – w 2023 roku urósł o 11 procent rok do roku. Alejami Ujazdowskimi przejeżdża dziś około 12 tysięcy rowerów dziennie, co jest najwyższym wynikiem w historii pomiarów. To wszystko powinno odbijać się na ruchu aut. Tylko jak mocno? Nikt nie pokazał tego w oficjalnym, łatwym do porównania podsumowaniu.
ZDM zmienił metodologię korków w Warszawie
ZDM tłumaczy, że wprowadził nową metodologię. Od teraz, jeśli chcemy — z potrzeby albo zwykłej ciekawości — sprawdzić, która warszawska ulica jest najbardziej zakorkowana, trzeba samemu przekopać się przez dane z dziesiątek punktów pomiarowych.
Z jednej strony to ukłon w stronę ekspertów: analityków, urbanistów i wszystkich, którzy potrzebują detali. Z drugiej — dla większości mieszkańców znika prosty, czytelny obraz sytuacji. A przecież wiele osób chce tylko jednej odpowiedzi: gdzie stoją największe korki i czy w ostatnim czasie cokolwiek realnie się poprawiło?
Bezpieczniej w Warszawie, ale czy szybciej?
Zastanawiające jest to, że choć wciąż brakuje pełnych, spójnych danych o natężeniu ruchu, to statystyki wypadków mamy policzone bardzo dokładnie. Liczba ofiar śmiertelnych w Warszawie zmalała z 72 w 2013 roku do 25 w 2024 roku – to niemal trzykrotna poprawa. Wniosek? Wydatki i działania na rzecz bezpieczeństwa przynoszą efekty. Tylko czy wraz z tym ubyło korków? Niekoniecznie. Bezpieczniej – owszem. Szybciej – to już zupełnie inna historia.
I tu wraca kluczowe pytanie: czy aleja Prymasa Tysiąclecia nadal potrafi doprowadzić kierowców do szału? Jak dziś radzi sobie Dolina Służewiecka po uruchomieniu tunelu S2? Czy przejazd Świętokrzyską wciąż oznacza stratę czasu i nerwy? Może jest tak, że żadne inwestycje nie są w stanie dogonić rosnącej liczby samochodów. A może – paradoksalnie – jest lepiej niż 10 lat temu, tylko na co dzień tego nie dostrzegamy. Bez świeżych, kompleksowych danych zostają nam głównie własne obserwacje i odczucia. A te, jak wiadomo, potrafią się diametralnie różnić.