O co chodzi Łomiankom? Walczą o... kilkadziesiąt sekund

W piątek, 19 grudnia 2025 roku, mieszkańcy Łomianek zdecydowali się na zdecydowany protest. Przez dwie godziny grupa protestujących regularnie przechodziła przez przejście dla pieszych w Burakowie, na granicy Łomianek i Warszawy. Blokada nie była całkowita, protestujący przechodzili tylko na zielonym świetle, aby nagłośnić problem, z którym wszyscy stoją tu codziennie – gigantycznych korków na wjeździe do stolicy. A najciekawsze jest to, że ich kluczowe żądania można spełnić w ciągu jednego dnia – wydłużając cykl pracy sygnalizacji świetlnej na problematycznym skrzyżowaniu o kilkadziesiąt sekund!
- Kluczowy postulat protestujących można spełnić za 0 zł w jeden dzień
- Dlaczego ZDM nie chce wydłużyć cyklu świateł?
- Kilkadziesiąt sekund, które robią ogromną różnicę
- Buspas? Tak, ale nie na pokaz
- Protest jako sygnał ostrzegawczy
Kluczowy postulat protestujących można spełnić za 0 zł w jeden dzień
Protestujący mieszkańcy mają 5 postulatów związanych z budową buspasa i zmianami infrastrukturalnymi na drogach prowadzących z Łomianek do Warszawy. Kluczowy jest jednak jeden, który dosłownie od jutra mógłby przynieść potężną ulgę mieszkańcom 27-tysięcznego miasteczka.
O co więc chodzi protestującym? W skrócie - o konfigurację sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu ul. Pułkowej z ul. Wójcickiego (i analogicznie dostosowanie dalej sygnalizacji na ul. Dzierżoniowskiej i Heroldów). Problem ten opisywaliśmy już w tym artykule.
Oddajmy głos organizatorowi akcji protestacyjnej, Piotrowi Rusieckiemu:
- Proponujemy rozwiązanie, które rozwiąże sytuacje bezkosztowo i od razu. Wystarczy zmienić cykl świateł ze 120 sek na 240 sek, to upłynni ruch. Przy moście północnym ruch rozchodzi się w kilku kierunkach i samochody rozjeżdżają się. I tak wszyscy musimy dojechać do Warszawy a tworzenie sztucznego korka przez Warszawę jest zwykłą złośliwością urzędników.
Aktualnie na skrzyżowaniu jedynie 62 sekundy ze 120 sekundowego cyklu są przeznaczone dla ruchu do Warszawy. Dla drogi, po której codziennie jeździ ponad 60 tys. pojazdów te 52% to zdecydowanie za mało. Wydawałoby się więc, że rozwiązanie jest banalnie proste – wydłużyć cykl świateł i przeznaczyć dodatkowe sekundy dla głównego kierunku.
Spróbujmy to obliczyć:
- Aktualnie w każdej godzinie minimum 1860 sekund jest przeznaczonych do jazdy „na wprost”.
- Nawet nieznaczne wydłużenie cyklu – ze 120 do 160 sekund zwiększyłoby tę liczbę do 2295 sekund. Różnica wynosi więc 435 sekund.
- Na tego typu skrzyżowaniu szacuje się, że po każdym pasie pojazdy poruszają się w odstępach ~4 sekundowych. Na Pułkowej są dwa pasy, więc opisana powyżej zmiana pozwoliłaby na zwiększenie przepustowości skrzyżowania średnio o 217 pojazdów na godzinę. Oczywiście są to dane mocno uśrednione, ale możemy przyjąć bezpieczny zakres od 150 do 250 pojazdów więcej na godzinę.
Tego typu zmiana spowodowałaby radykalne zmniejszenie korków. Zapewne w godzinach szczytu nie zniknęłyby one całkowicie, ale uniknęlibyśmy sytuacji w której od 6 do 10 rano, a potem od 14 do 18 korek puchnie z każdą minutą.
Aktualnie w tych godzinach przejazd tym odcinkiem może zająć nawet 50 minut. Sam korek jest tam zwykle od 6 rano do co najmniej 20 wieczorem, ale w okolicach południa jest nieco bardziej znośny (co znaczy znośny dla mieszkańca Łomianek? Nie więcej niż 15 minut opóźnienia).
Dlaczego ZDM nie chce wydłużyć cyklu świateł?
Warszawski ZDM, który jest odpowiedzialny za to skrzyżowanie twierdzi, że jest ono „wyżyłowane do granic możliwości”. Wynika to z faktu, że maksymalna długość jednego cyklu wynosi w Warszawie 120 sekund. Czy wynika to z jakichś przepisów ruchu drogowego? Nie, kodeks drogowy ani żadne inne prawo tego nie reguluje. Co więcej, skrzyżowanie niecałe 2 km dalej w kierunku Gdańska (zarządzane przez GDDKiA) ma już dużo dłuższe cykle.
W licznych pismach, które mieszkańcy wysłali w tej sprawie ZDM powołuje się na własne badania, które sugerują, że takie cykle są najbardziej bezpieczne dla pieszych. Problem w tym, że jedyne przejście dla pieszych w tamtej okolicy prowadzi z lasu (Lasu Młocińskiego) na niewielką stację benzynową. Mimo to ZDM traktuje to skrzyżowanie jak centrum Warszawy i narzuca restrykcyjny, 120 sekundowy cykl, który nie daje szans na obsłużenie obciążonej arterii.
- 240 sekund na światłach na Pułkowej rozwiąże wszystkie problemy i naprawdę nikt nie rozumie przeciwko komu Warszawa się zabezpiecza - skracając celowo światła. I tak wszyscy musimy tędy dojechać. – mówi organizator protestu, Piotr Rusiecki.
- Czy ta blokada ma być przeciwko transportowi towarów, które jadą do Warszawy czy przeciwko pracownikom, którzy jadą tam pracować często w instytucjach miejskich. Potrzeby społeczne mają swoją dynamikę i rolą polityków jest zauważyć te tendencje. Obecne władze miasta nie dostrzegają tego co wokół nich się dzieje. W korkach stoimy wszyscy i my mieszkańcy aglomeracji i mieszkańcy Warszawy. – kontynuuje Rusiecki.

Kilkadziesiąt sekund, które robią ogromną różnicę
To, co szczególnie wybrzmiewało podczas protestu, to fakt, że nie są potrzebne rewolucyjne inwestycje, by realnie poprawić sytuację. Wystarczyłaby zmiana ustawień świateł. Można to zrobić nawet jutro, za zero złotych. Na początek jako test, sprawdzenie hipotezy, którą mieszkańcy Łomianek wskazują.
Warto tu wspomnieć, że zgodnie z informacjami od ZDM ustawienia sygnalizacji świetlnej na tym skrzyżowaniu pochodzą z 2010 roku. Przypomnijmy – w 2010 roku nie było pobliskiego Mostu Marii Skłodowskiej Curie, nie było trasy ekspresowej z Modlina do Gdańska. Co więcej, w 2010 roku w całym województwie mazowieckim nie było nawet jednego kilometra autostrady!
Buspas? Tak, ale nie na pokaz
Drugim kluczowym postulatem protestujących była budowa buspasa od Łomianek aż do ul. Heroldów w Warszawie. Po poniedziałkowym spotkaniu burmistrza Łomianek z prezydentem Warszawy sprawa wciąż pozostaje niejasna, bo mamy różne komunikaty od strony burmistrza, prezydenta i ZDM.
W najgorszym wariancie mówimy o zaledwie 500 metrach buspasa, w najlepszym – o odcinku od granicy miasta do ul. Wójcickiego, czyli około 1200 metrów. W obu przypadkach problem pozostaje ten sam: wąskie gardło między Wójcickiego a Heroldów, liczące blisko 2 kilometry, nadal będzie blokować ruch autobusów. Mieszkańcy Łomianek boją się ponadto, że przynajmniej część dzisiejszej drogi zostanie wydzielona na buspas. Na szczęście oficjalne komunikaty ze strony władz taki wariant raczej wykluczają.
Nie zmienia to jednak faktu, że bez objęcia buspasem całego odcinka do Heroldów, transport publiczny wciąż będzie wpadał w ten sam korek co samochody. A to oznacza, że zachęcanie mieszkańców do przesiadki do autobusów pozostanie pustym hasłem.

Protest jako sygnał ostrzegawczy
Piątkowa blokada DK7 nie była aktem desperacji, lecz logicznym sygnałem ostrzegawczym. Mieszkańcy Łomianek pokazali, że znają problem, potrafią go opisać liczbami i mają konkretne, racjonalne propozycje rozwiązań. Zapowiadają też powstanie w styczniu nowego stowarzyszenia, które już w bardziej zinstytucjonalizowany sposób będzie walczyło o godny dojazd mieszkańców tego miasta do miejsc pracy i szkół.
Obywatele Łomianek nie domagają się cudów ani natychmiastowego oddania trasy S7. Chcą jedynie, by droga krajowa była traktowana jak droga krajowa, a nie jak kolejne skrzyżowanie w centrum miasta. Dodatkowe kilkadziesiąt sekund zielonego światła i sensownie zaplanowany buspas mogłyby zrobić różnicę, którą odczuwaliby wszyscy – kierowcy, pasażerowie autobusów i sami mieszkańcy Warszawy.
Pytanie brzmi, czy ten sygnał zostanie w końcu potraktowany poważnie.