Otwarta kuchnia czy zamknięta? Ta wojna trwa od lat i każdy ma rację

Jest jedna kwestia, która potrafi poróżnić dwie osoby planujące wspólne mieszkanie szybciej niż kolor ścian czy wybór sofy. Otwarta kuchnia czy zamknięta? Pytanie brzmi niewinnie. Odpowiedź mówi wszystko o tym, jak żyjemy, jakie mamy potrzeby, a nawet... czy lubimy sprzątać.
- Deweloperzy wybrali, codzienność zweryfikowała
- Zapachy, hałasy i inne kwestie
- Singiel kontra rodzina z dziećmi
- Powrót zamkniętej kuchni
Deweloperzy wybrali, codzienność zweryfikowała
Chciałoby się rzec: dylemat stary jak świat. Tak naprawdę wybór między kuchnią zamkniętą a aneksem mamy od lat 90. W ostatnich dekadach rynek nieruchomości podsuwał (czy wręcz narzucał) jedną odpowiedź: kuchnia otwarta. Aneks kuchenny połączony z salonem stał się standardem w niemal każdym nowym budynku mieszkalnym w Polsce. Deweloperzy polubili to rozwiązanie z oczywistych powodów – optycznie powiększa metraż, pozwala sprzedać 48 metrów kwadratowych jako przestrzeń, w której naprawdę da się żyć, i dobrze wygląda na zdjęciach w ofercie. Kupujący przyklasnęli, zauroczeni ideą, że gotowanie staje się częścią życia towarzyskiego, a nie karą odbywaną w osobnym pomieszczeniu.
No i kupowali. Urządzali. Obiecywali sobie, że w zlewie nie urośnie sterta brudnych naczyń, a wszelkie zapachy znikną, jeśli otworzymy okno. Wierzyli, że skoro aneks jest rozwiązaniem nowoczesnym i popularnym – musi się sprawdzać. Nie musi. Co najwyżej – może.
Zapachy, hałasy i inne kwestie
Smażona ryba o osiemnastej. Kapuśniak gotujący się przez dwie godziny. Cebula na oleju. To nie są zapachy, które dobry okap wyciągnie, zanim zdążą wniknąć w sofę, zasłony i dywan. Nawet wydajne okapy o przepływie powyżej 400 metrów sześciennych na godzinę radzą sobie z parą wodną, ale aromaty lotne rozchodzą się po otwartej przestrzeni szybciej, niż jakikolwiek sprzęt jest w stanie je uchwycić. Efekt jest odwrotny od zamierzonego: mieszkanie pachnie obiadem (lub kolacją wigilijną) jeszcze długo po tym, gdy talerze wylądowały w zmywarce.
Do zapachu dochodzi hałas. Okap pracujący na pełnych obrotach to od 55 do 65 decybeli – tyle, co głośna rozmowa. Blender, mikser, młynek do kawy, zmywarka w trakcie cyklu. Ktoś w salonie próbuje oglądać film, prowadzić rozmowę przez telefon albo – w dobie pracy zdalnej – uczestniczyć w wideokonferencji. Otwarta kuchnia sprawia, że te dwa światy nie mają już żadnej granicy. I co wtedy? Wtedy wspominamy mieszkanie w wielkiej płycie. To niedoskonałe, ale... z osobną kuchnią.

Singiel kontra rodzina z dziećmi
Tu właśnie debata robi się naprawdę ostra, bo obie strony mają argumenty, których nie da się zbić.
Dla osoby mieszkającej samotnie lub pary bez dzieci otwarta kuchnia jest rozwiązaniem bliskim idealnemu. Gotowanie przy otwartym winie, rozmowa z gościem siedzącym przy wyspie, możliwość śledzenia serialu podczas krojenia warzyw. Aneks to realny sposób na skrócenie czasu spędzonego w kuchni przy jednoczesnym udziale w życiu mieszkania. Mały metraż przestaje być problemem, gdy dwa pomieszczenia stają się jednym.
Rodzina z dziećmi żyje w zupełnie innej rzeczywistości. Otwarta kuchnia oznacza, że nóż kucharski, wrząca woda i gorąca płyta są w tym samym pomieszczeniu co raczkujące dziecko albo trzylatek ćwiczący bieg między kanapą a telewizorem. Zamknięte drzwi, które w starej kuchni były naturalną barierą bezpieczeństwa, tutaj nie istnieją. Oznacza to też, że odrabianie lekcji przy stole w salonie odbywa się przy kuchennym akompaniamencie i odwrotnie –gotowanie kolacji przebiega w rytmie krzyków dziecięcej kłótni dobiegającej z kanapy lub piosenek z „Toy Story” słuchanych po raz enty.
Do tego dochodzi kwestia, o której rzadko mówi się wprost: bałagan. W zamkniętej kuchni można zamknąć drzwi i udawać, że garnków nie ma. W aneksie każdy gość widzi zlew, blat i to, co na nim leży. I nie wygląda to instagramowo.
Powrót zamkniętej kuchni
Branża wnętrzarska zaczęła to zauważać. W projektach dla rodzin z dziećmi coraz częściej wraca wydzielona kuchnia – niekoniecznie ciasna i odcięta od świata, ale posiadająca drzwi. Popularnością cieszą się kompromisy: szklane przesłony w stylu loftowym ze szprosami, które przepuszczają światło i umożliwiają kontakt wzrokowy, ale zatrzymują dźwięk i zapach. Drzwi przesuwne chowane w ścianie pozwalają mieć otwartą przestrzeń na co dzień i zamkniętą kuchnię w grudniu, gdy robi się bigos.
Odpowiedź na pytanie o kuchnię otwartą czy zamkniętą nie jest architektoniczna. Podsuwa ją życie. Wszystko zależy od tego, ile osób mieszka pod jednym dachem, ile z nich gotuje i jak, i czy ciszę w salonie traktuje się jako wartość, czy jako przeżytek.