Tak myli się Polacy w PRL-u. Higiena minionych czasów bez cenzury

Łazienka w czasach PRL-u nie była oczywistym elementem każdego mieszkania. Dla wielu rodzin dostęp do bieżącej wody, wanny czy toalety stanowił luksus, a codzienna higiena wymagała sprytu i dostosowania się do trudnych warunków. Dziś, gdy standardem są nowoczesne łazienki i nieograniczony dostęp do ciepłej wody, realia sprzed kilkudziesięciu lat mogą wydawać się wręcz nieprawdopodobne. Jak naprawdę wyglądała łazienka w PRL-u i jak radzono sobie z higieną na co dzień?
- Łazienka jako luksus, a nie standard
- Ciepła woda – towar reglamentowany
- Skromne środki higieniczne i domowe zamienniki
- Wspólne łazienki i toalety
Łazienka jako luksus, a nie standard
W wielu mieszkaniach, szczególnie w starszym budownictwie i na wsiach, łazienki po prostu nie było. Mycie odbywało się w kuchni, przy zlewie lub w metalowej misce ustawionej na taborecie. Ciepłą wodę trzeba było wcześniej zagotować na kuchence i wymieszać z zimną, co samo w sobie było czasochłonne.
W blokach z wielkiej płyty sytuacja wyglądała nieco lepiej, ale i tam łazienki były niewielkie, często połączone z toaletą. Wnętrza projektowano minimalistycznie, bez miejsca na przechowywanie kosmetyków czy wygodne meble. Liczyła się funkcjonalność, nie komfort.
Posiadanie wanny było powodem do dumy, choć korzystanie z niej nie należało do codziennych rytuałów. Kąpiel była wydarzeniem, a nie codziennym rytuałem.
Ciepła woda – towar reglamentowany
Stały dostęp do ciepłej wody nie był oczywistością. W wielu domach i mieszkaniach funkcjonowały bojlery lub piecyki gazowe, które bywały zawodne i niebezpieczne. Zdarzały się też dni, gdy woda była dostępna tylko w określonych godzinach, co wymuszało planowanie kąpieli z wyprzedzeniem.
Często obowiązywała zasada „raz w tygodniu kąpiel”, zazwyczaj w sobotę. Wtedy cała rodzina korzystała z tej samej wody, zaczynając od dzieci, a kończąc na dorosłych. Oszczędność była koniecznością, nie wyborem.
Mycie na szybko odbywało się przy umywalce, z użyciem zimnej lub letniej wody. Dziś trudno wyobrazić sobie takie warunki jako codzienność.
Skromne środki higieniczne i domowe zamienniki
W PRL-u dostęp do kosmetyków i środków czystości był bardzo ograniczony. W łazience królowało jedno mydło dla całej rodziny, najczęściej szare lub Biały Jeleń. Szampony, żele pod prysznic czy balsamy były rzadkością lub luksusem.
Papier toaletowy bywał towarem deficytowym, a jego jakość pozostawiała wiele do życzenia. W domach stosowano różne zamienniki, co dziś brzmi wręcz niewiarygodnie. Ręczniki i pościel prano rzadziej niż obecnie, głównie z powodu ograniczonego dostępu do pralek automatycznych.
Higiena opierała się na prostych rozwiązaniach i przyzwyczajeniach, które wynikały z realiów, a nie z braku dbałości o czystość.

Wspólne łazienki i toalety
W kamienicach i starszych budynkach standardem były wspólne toalety na korytarzu lub podwórku. Z jednej łazienki korzystało kilka rodzin, co rodziło konflikty, kolejki i konieczność ustalania zasad użytkowania.
Prywatność była ograniczona, a korzystanie z toalety czy mycie się wymagało dostosowania do innych mieszkańców. Zimą dojście do toalety na zewnątrz bywało szczególnie uciążliwe, ale dla wielu osób było to normalne doświadczenie.
Dopiero z czasem, wraz z rozwojem budownictwa mieszkaniowego, łazienka zaczęła stawać się standardem w każdym lokalu. Dla pokolenia wychowanego w PRL-u był to symbol dużej zmiany cywilizacyjnej.