Piękne pasy, cicha praca i dokładne koszenie. Tak wypadła STIGA A15V w moim ogrodzie

Są dwa momenty, kiedy trawnik wygląda najlepiej. Pierwszy to ten zaraz po koszeniu, kiedy wszystko jest idealnie równe. Drugi... właściwie nie istnieje, bo już kilka dni później trawa zaczyna odrastać i cały efekt stopniowo znika. Właśnie dlatego roboty koszące mają tyle sensu — nie dlatego, że oszczędzają pracę, ale dlatego, że pozwalają utrzymać trawnik w świetnej kondycji każdego dnia. Przez kilka tygodni sprawdzałem, czy Stiga A15V rzeczywiście potrafi to zrobić. Testowałem ją na moim blisko 1000-metrowym trawniku pełnym przeszkód, drzew, klombów i dziecięcych konstrukcji. To ważne, bo właśnie w takich warunkach najłatwiej sprawdzić, czy robot faktycznie radzi sobie z codziennymi wyzwaniami. Po tym czasie mogę już powiedzieć, że jest to robot, który potrafi zachwycić jakością koszenia, choć jednocześnie nie jest pozbawiony wad.
Pierwsze wrażenie. Kompaktowy robot, który sprawia dobre wrażenie
Pierwsze, co zwróciło moją uwagę po wyjęciu Stigi A15V z pudełka, to jej rozmiary. W czasach, gdy część robotów koszących zaczyna przypominać małe pojazdy ogrodowe, Stiga sprawia wrażenie urządzenia kompaktowego i stosunkowo lekkiego. Nie oznacza to jednak, że wygląda niepozornie czy tanio. Wręcz przeciwnie.
Już po kilku minutach miałem poczucie, że mam do czynienia z dobrze wykonanym sprzętem. Elementy są sensownie spasowane, nic nie trzeszczy, nie ugina się pod naciskiem i nie sprawia wrażenia oszczędzania na materiałach. To jeden z tych produktów, które po prostu budzą zaufanie jeszcze zanim wciśnie się przycisk uruchamiania.

Dobre wrażenie robi również samo opakowanie i sposób przygotowania urządzenia do pierwszego uruchomienia. Wszystko jest uporządkowane, a rozpakowanie robota nie przypomina walki z dziesiątkami przypadkowo upchanych elementów. To drobiazg, ale właśnie takie szczegóły często budują pierwsze odczucia związane z produktem.
Po wyjęciu urządzenia z pudełka nie miałem poczucia obcowania ani z budżetowym sprzętem, ani z przesadnie drogim gadżetem, który próbuje usprawiedliwić swoją cenę marketingiem. Stiga A15V od początku sprawiała wrażenie produktu ze średnio-wyższej półki — dobrze zaprojektowanego, solidnie wykonanego i stworzonego z myślą o wieloletnim użytkowaniu.
Pierwsze schody pojawiły się dopiero później, gdy przyszło do konfiguracji i mapowania ogrodu. Samo dodanie robota do aplikacji zajęło dosłownie chwilę, ale już dalsza część procesu okazała się nieco bardziej wymagająca, niż początkowo zakładałem.

Konfiguracja i mapowanie. Dobre, ale wymaga cierpliwości
Samo rozpoczęcie przygody ze Stigą A15V jest bardzo proste. Instalacja aplikacji zajmuje chwilę, a parowanie robota z telefonem przebiega praktycznie bezobsługowo. Urządzenie zostało od razu wykryte przez aplikację, a cały proces dodawania go do konta był intuicyjny i szybki.
Schody zaczęły się dopiero później, gdy przyszło do właściwej konfiguracji i przygotowania robota do pracy. Producent przygotował samouczki i instrukcje, ale miałem wrażenie, że momentami skupiają się one na mniej istotnych szczegółach, pomijając kwestie, które dla nowego użytkownika są naprawdę kluczowe. Chodzi przede wszystkim o takie rzeczy jak prawidłowe ustawienie stacji dokującej, tworzenie przejazdów między strefami czy prowadzenie granic koszenia w odpowiedniej odległości od obrzeży trawnika.
Nie są to rzeczy skomplikowane, ale ich poprawne wykonanie ma ogromny wpływ na późniejszą pracę urządzenia. Powiem szczerze, że przez 2 tygodnie wracałem do mapy i wprowadzałem poprawki przy przeszkodach i granicach stref, aby robot działał poprawnie. Mam wrażenie, że producent powinien poświęcić więcej uwagi praktycznym wskazówkom dotyczącym tworzenia mapy.
Sam proces mapowania jest natomiast bardzo przejrzysty. Gdy już zrozumie się zasady działania, wszystko staje się logiczne. Wystarczy dojechać robotem do miejsca, w którym ma rozpocząć się granica strefy, uruchomić rejestrację i następnie poprowadzić urządzenie wzdłuż obrzeża trawnika. Sterowanie za pomocą telefonu działa precyzyjnie i nie sprawia problemów.
Podczas testów brakowało mi jednej funkcji. Po utworzeniu dużej strefy koszenia nie można jej później łatwo podzielić na mniejsze obszary. W praktyce oznacza to, że już na etapie mapowania warto dobrze przemyśleć układ stref. Przyzwyczajony do robotów sprzątających, które pozwalają dzielić pomieszczenia jednym przeciągnięciem palca po ekranie, trochę liczyłem na podobne rozwiązanie również tutaj.
Warto też wspomnieć o przejazdach między strefami. To element, który początkowo sprawił mi najwięcej problemów. Na początku próbowałem tworzyć długie ścieżki przejazdu prowadzące przez znaczną część ogrodu. Dopiero później zrozumiałem, że dużo lepiej działa podejście polegające na tworzeniu możliwie krótkich połączeń między poszczególnymi strefami a obszarem, w którym znajduje się stacja dokująca. Po wprowadzeniu tej zmiany działanie robota stało się zdecydowanie bardziej przewidywalne i płynne.
Mimo kilku uwag końcowe wrażenia z mapowania oceniam pozytywnie. Nie jest to proces idealny i wymaga od użytkownika pewnego zaangażowania, ale gdy mapa zostanie już poprawnie przygotowana, staje się solidną podstawą do dalszej pracy robota.

Największa zaleta – jakość koszenia!
Po pierwszych tygodniach użytkowania mogę powiedzieć jedno — największą siłą Stigi A15V jest jakość koszenia. I nie chodzi tutaj wyłącznie o to, że trawa jest przycięta do odpowiedniej wysokości. Chodzi o efekt końcowy, który po prostu bardzo dobrze wygląda.
Najbardziej rzucają się w oczy charakterystyczne pasy pozostawiane na trawniku. W przypadku tego robota są one wyjątkowo równe i estetyczne. Oczywiście dla części osób będzie to tylko detal, ale ja należę do tych użytkowników, którzy lubią spojrzeć przez okno i zobaczyć zadbany, równomiernie skoszony trawnik. Pod tym względem Stiga naprawdę robi świetną robotę.
Duży wpływ ma na to sposób planowania koszenia. Producent pozwala wybrać kilka różnych schematów pracy. Można ustawić koszenie zawsze w tym samym kierunku, można korzystać z koszenia krzyżowego, ale moim zdaniem najciekawsza jest opcja koszenia w czterech kierunkach.
W takim trybie robot kolejno (w kolejnych cyklach) kosi trawnik w osi północ-południe, wschód-zachód oraz w dwóch kierunkach ukośnych. W praktyce oznacza to, że źdźbła trawy są przycinane z różnych stron, dzięki czemu efekt końcowy wygląda znacznie lepiej niż przy ciągłym koszeniu w jednym kierunku. To jedna z tych funkcji, które na papierze wyglądają niepozornie, ale po kilku tygodniach użytkowania naprawdę widać różnicę.
Szerokość koszenia wynosi 18 cm, co na pierwszy rzut oka może wydawać się niewielką wartością. W praktyce oznacza to, że robot musi wykonywać stosunkowo gęste przejazdy, aby dokładnie pokryć cały obszar. Mimo tego nie zauważyłem, aby przekładało się to na rozczarowujące tempo pracy.
Mój trawnik ma niecałe 1000 m² i jest pełen przeszkód, zakamarków oraz nieregularnych kształtów. Mimo to Stiga zwykle potrzebowała około 3–4 godzin, aby wykonać swoje zadanie. Podejrzewam, że na prostym, otwartym trawniku bez drzew, klombów czy innych przeszkód wynik byłby jeszcze lepszy.
To, co najbardziej mnie zaskoczyło, wydarzyło się jednak dopiero po kilku tygodniach regularnego użytkowania. Mój trawnik od dawna był dość mocno zachwaszczony i daleko mu było do idealnego wyglądu. Tymczasem codzienne, regularne przycinanie trawy oraz pozostawianie drobnych ścinek jako naturalnego nawozu sprawiły, że z tygodnia na tydzień trawnik zaczął wyglądać coraz lepiej.
I właśnie tutaj dochodzimy do największej zalety robotów koszących. Nie chodzi o to, że oszczędzają czas. Chodzi o to, że efekt świeżo skoszonego trawnika nie utrzymuje się przez kilka godzin po koszeniu, ale praktycznie przez cały sezon. A dla kogoś, kto naprawdę lubi widok równej, zadbanej trawy, jest to argument trudny do przecenienia.

Omijanie przeszkód – nad tym Stiga musi jeszcze popracować
Niestety nie wszystkie moje doświadczenia ze Stigą A15V były równie pozytywne jak sama jakość koszenia. Jeżeli miałbym wskazać jeden element, który podczas testów rozczarował mnie najbardziej, byłoby to właśnie omijanie przeszkód.
Co ciekawe, problem nie polegał na tym, że robot nie widział przeszkód i bezmyślnie w nie wjeżdżał. W większości przypadków wyglądało to zupełnie inaczej. Kosiarka podjeżdżała do przeszkody, próbowała ją ominąć, wykonywała kilka, a nawet kilkanaście manewrów, a następnie uznawała, że jest zablokowana i przerywała pracę. Co ciekawe, działo się to w sytuacji, kiedy z trzech stron miała otwarty teren, a tylko z jednej strony przeszkodę.

Najbardziej problematyczne okazały się różnego rodzaju wąskie przeszkody. Mam na trawniku między innymi trampolinę, dziecięcą bramkę piłkarską, krzewy oraz niewielkie drzewka. W takich miejscach robot potrafił zatrzymać się i zgłosić błąd, mimo że w praktyce nie był fizycznie uwięziony. Często wystarczyło spojrzeć na sytuację, aby zobaczyć, że z trzech stron ma kilka metrów wolnej przestrzeni i bez problemu mógłby kontynuować pracę.
Mam wrażenie, że źródłem problemu jest właśnie rozpoznawanie bardzo wąskich elementów. Robot wykrywa przeszkodę, ale nie zawsze poprawnie ocenia jej rzeczywiste rozmiary i możliwości ominięcia. W efekcie czasami zbyt szybko podejmuje decyzję o zatrzymaniu pracy.
Dobrym przykładem była trampolina. Początkowo robot blokował się przy niej praktycznie podczas każdego koszenia. Miał problem z ominięciem pionowych nóżek, zacinał się też na próbie przejazdu przez poziome wsporniki na samej trawie. Rozwiązanie okazało się jednak zaskakująco proste. Pomiędzy nogami trampoliny rozciągnąłem niewielkie fragmenty siatki maskującej, dzięki czemu kamera zaczęła widzieć większą i bardziej jednoznaczną przeszkodę. Efekt był natychmiastowy — po tej modyfikacji robot przestał się tam zacinać.

To pokazuje, że sam system wykrywania przeszkód działa, ale w obecnej wersji oprogramowania nie zawsze dobrze radzi sobie z bardziej nietypowymi elementami wyposażenia ogrodu. Dobra wiadomość jest taka, że producent jest świadomy problemu. Od polskiego dystrybutora otrzymałem informację, że trwają prace nad kolejnymi aktualizacjami oprogramowania, które mają poprawić działanie systemu wykrywania przeszkód. Ponieważ aktualizacje są instalowane zdalnie, istnieje duża szansa, że w momencie, gdy czytasz tę recenzję, sytuacja wygląda już lepiej niż podczas moich testów.
Co ważne, problemy z omijaniem przeszkód nie oznaczają problemów z pozycjonowaniem. Wręcz przeciwnie. Pod tym względem Stiga A15V spisywała się bardzo dobrze. Nawet gdy ręcznie przenosiłem robota w inne miejsce ogrodu, jego pozycja niemal natychmiast aktualizowała się w aplikacji. Przez cały okres testów nie miałem też sytuacji, w której urządzenie zgubiłoby swoją lokalizację lub zaczęło poruszać się po ogrodzie w nieprzewidywalny sposób.
To właśnie dlatego mam mieszane odczucia wobec systemu omijania przeszkód. Widać, że fundamenty są bardzo solidne, ale jednocześnie w obecnej wersji oprogramowania jest jeszcze miejsce na poprawę. W prostych ogrodach prawdopodobnie większość użytkowników nawet nie zauważy tego problemu. W bardziej skomplikowanych przestrzeniach pełnych wąskich przeszkód może on jednak dać o sobie znać.

Aplikacja STIGA.GO – piękna wizualnie, stabilna, ale nie zawsze intuicyjna
Po zakończeniu konfiguracji większość moich kontaktów z robotem odbywała się już za pośrednictwem aplikacji STIGA.GO. I tutaj mam dość mieszane odczucia, bo z jednej strony jest to program bardzo stabilny i dopracowany technicznie, a z drugiej momentami miałem wrażenie, że projektanci trochę przesadzili z ukrywaniem niektórych funkcji.
Zacznijmy od plusów. Przez cały okres testów aplikacja działała bez większych problemów. Połączenie z robotem było szybkie, status urządzenia odświeżał się poprawnie, a sama komunikacja nie sprawiała żadnych problemów. Nie zdarzały się sytuacje, w których aplikacja nie mogła odnaleźć urządzenia albo pokazywała błędne informacje o jego stanie.
Na plus zaliczam również sam wygląd programu. Interfejs jest nowoczesny, estetyczny i sprawia wrażenie produktu premium. Widać, że producent przyłożył się do strony wizualnej.
Problemy zaczynają się dopiero wtedy, gdy chcemy znaleźć bardziej zaawansowane opcje. Kilka razy miałem sytuację, w której wiedziałem, że dana funkcja istnieje, ale znalezienie jej zajmowało mi zdecydowanie więcej czasu, niż powinno. Dobrym przykładem jest cyfrowa edycja granic stref koszenia. To bardzo przydatna funkcja, ale została ukryta w miejscu, do którego przeciętny użytkownik raczej nie trafi przypadkiem.
Mam też wrażenie, że aplikacja mogłaby lepiej tłumaczyć znaczenie niektórych ustawień. Dotyczy to zarówno samych nazw funkcji, jak i sposobu działania poszczególnych trybów pracy. Czasami trzeba po prostu metodą prób i błędów sprawdzić, co dokładnie oznacza dane ustawienie.
Nie mam natomiast żadnych zastrzeżeń do harmonogramów pracy. Ich konfiguracja jest banalnie prosta i przez cały okres testów robot bardzo sumiennie realizował zaplanowane zadania. Raz ustawiony harmonogram po prostu działał.
Pewne zastrzeżenia mam jednak do sposobu obsługi błędów. Jeżeli podczas pracy wystąpi jakiś problem i robot zatrzyma się z komunikatem o błędzie, aplikacja automatycznie przełącza tryb pracy z harmonogramu na tryb Spot Cut, czyli koszenie na żądanie. W praktyce oznacza to, że po zacięciu się robota i zresetowaniu błędu urządzenie trzeba ponownie przełączyć w trym koszenia z harmonogramem. Jeżeli o tym zapomnisz, może się okazać, że robot… od kilku dni stoi w stacji dokującej i czeka na dalsze polecenia…
Jeszcze bardziej problematyczne jest to, że po niektórych błędach konieczna jest fizyczna interwencja przy urządzeniu. Nawet jeśli robot nie jest realnie zablokowany i mógłby bez problemu kontynuować pracę lub wrócić do stacji dokującej, użytkownik musi podejść do niego i ręcznie potwierdzić wznowienie działania. Jeżeli jesteśmy akurat na urlopie albo przez kilka dni nie ma nas w domu, taki drobny problem może skutecznie wyłączyć robota z użytkowania do czasu powrotu.
Na szczęście producent nie zapomniał o możliwościach konfiguracji samego koszenia. W aplikacji można ustawić wysokość cięcia, sposób koszenia obrzeży, kierunki pracy czy wykorzystanie kamery. Opcji jest naprawdę sporo i większość użytkowników bez problemu dopasuje zachowanie robota do własnych preferencji.
Jest jednak jedna funkcja, której bardzo mi zabrakło. Chodzi o możliwość uruchomienia koszenia na żądanie tylko dla fragmentu wybranej strefy. Obecnie możemy uruchomić pracę ręcznie, ale nie da się łatwo wskazać niewielkiego kawałka istniejącej strefy, który wymaga dodatkowego koszenia. To rozwiązanie znane z robotów sprzątających i moim zdaniem świetnie sprawdziłoby się również w robocie koszącym.

Kultura pracy i czas działania na baterii zasługują na pochwałę
Jeżeli miałbym wskazać drugą największą zaletę Stigi A15V zaraz po jakości koszenia, byłaby nią kultura pracy. To jeden z najcichszych robotów koszących, z jakimi miałem do czynienia.
I nie jest to marketingowa przesada. Naprawdę zdarzało mi się patrzeć przez okno i dopiero po chwili orientować się, że robot właśnie pracuje na trawniku. Z odległości około 10 metrów praktycznie go nie słychać. Paradoksalnie największy hałas generują nie noże tnące, ale same koła podczas jazdy po trawie.
To ma ogromne znaczenie w codziennym użytkowaniu. Nie trzeba planować koszenia pod nieobecność domowników ani zastanawiać się, czy urządzenie będzie przeszkadzało podczas odpoczynku w ogrodzie. Po prostu wykonuje swoją pracę gdzieś w tle.
Pozytywnie zaskoczył mnie również czas pracy na jednym ładowaniu. Na początku ustawiłem harmonogram obejmujący trzy sesje koszenia po 90 minut. Szybko okazało się jednak, że jest to bardzo zachowawcze ustawienie, bo po zakończeniu pracy robot regularnie wracał do stacji z ponad połową energii w akumulatorze.
Obecnie pojedyncza sesja trwa u mnie 120 minut i nadal urządzenie kończy ją z wyraźnym zapasem baterii. Na podstawie obserwacji szacuję, że przy sprzyjających warunkach Stiga spokojnie poradziłaby sobie z około trzema godzinami ciągłej pracy bez konieczności ładowania.
To właśnie dlatego mimo stosunkowo niewielkiej szerokości koszenia wynoszącej 18 cm robot jest w stanie utrzymywać duże powierzchnie w bardzo dobrej kondycji. Nie nadrabia szerokości agresywną jazdą, tylko długim czasem pracy i dobrze zaplanowanymi przejazdami.
Pytanie, które często pojawia się przy robotach koszących, brzmi jednak inaczej: czy można o nich zapomnieć?
W przypadku Stigi odpowiedź brzmi: tak, ale pod pewnym warunkiem.
Jeżeli ogród jest prosty, a mapa została poprawnie przygotowana, robot rzeczywiście może pracować praktycznie bezobsługowo. W takiej sytuacji wystarczy od czasu do czasu sprawdzić stan noży i po prostu cieszyć się zadbanym trawnikiem.
W moim przypadku dojście do tego etapu zajęło jednak trochę czasu. Musiałem skorygować granice stref, poprawić przejazdy między nimi i rozwiązać problem z przeszkodami takimi jak trampolina. Dopiero wtedy urządzenie zaczęło działać dokładnie tak, jak oczekiwałem.
Dlatego mam wrażenie, że wiele zależy od samego ogrodu. Na prostym trawniku bez większych przeszkód prawdopodobnie już po kilku dniach można całkowicie zapomnieć o istnieniu robota. W bardziej skomplikowanych ogrodach wymaga on trochę więcej cierpliwości i zaangażowania na początku. Gdy jednak uda się wszystko odpowiednio ustawić, odwdzięcza się bardzo spokojną i przewidywalną pracą.

Co najbardziej mnie zaskoczyło podczas testów?
Przystępując do testów Stigi A15V spodziewałem się, że będzie to po prostu kolejny robot koszący, który ma utrzymywać trawnik w przyzwoitym stanie. Tymczasem po kilku tygodniach użytkowania okazało się, że kilka rzeczy zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie.
Pierwszą z nich jest jakość samego koszenia. Już wcześniej wspominałem o pasach pozostawianych na trawniku, ale dopiero po dłuższym czasie zauważyłem, jak duży wpływ ma to na ogólny wygląd ogrodu. Trawnik po prostu wygląda schludnie i sprawia wrażenie zadbanego praktycznie każdego dnia.
Drugą rzeczą jest dokładność pozycjonowania. Podczas całych testów nie miałem sytuacji, w której robot zgubiłby swoją lokalizację albo zaczął zachowywać się w sposób sugerujący problemy z nawigacją. Wręcz przeciwnie — lokalizacja była aktualizowana bardzo szybko, nawet po ręcznym przestawieniu urządzenia w inne miejsce.
Pozytywnie zaskoczył mnie również czas pracy na baterii. Przy pierwszych uruchomieniach zakładałem, że będę musiał planować stosunkowo krótkie sesje koszenia, tymczasem robot bez większego problemu kończył pracę z dużym zapasem energii. Dzięki temu mogłem skupić się na samym efekcie koszenia, zamiast zastanawiać się nad poziomem naładowania akumulatora.
Największe zaskoczenie przyszło jednak dopiero po kilku tygodniach regularnego użytkowania. Mój trawnik od dawna był dość mocno zachwaszczony i daleko mu było do ideału. Tymczasem codzienne przycinanie trawy oraz pozostawianie drobnych ścinek jako naturalnego nawozu sprawiły, że jego wygląd zaczął stopniowo się poprawiać.
I właśnie to jest moim zdaniem największa zaleta dobrze działającego robota koszącego. Nie chodzi wyłącznie o oszczędność czasu. Chodzi o to, że efekt świeżo skoszonego trawnika nie pojawia się raz w tygodniu po dwóch godzinach pracy z kosiarką, ale towarzyszy nam praktycznie codziennie. A dla kogoś, kto naprawdę lubi widok równej, zadbanej trawy, jest to argument trudny do przecenienia.
Do jakiego ogrodu STIGA A15v się nadaje?
Po kilku tygodniach testów mogę powiedzieć, że STIGA A15V jest robotem, który ma bardzo wyraźne mocne strony. Największe wrażenie zrobiła na mnie jakość koszenia, kultura pracy oraz dokładność pozycjonowania. To urządzenie, które potrafi utrzymać trawnik w świetnej kondycji i robi to przy tym wyjątkowo cicho.
Nie oznacza to jednak, że jest rozwiązaniem idealnym dla każdego. Największym problemem podczas moich testów okazało się omijanie wąskich przeszkód. Mam jednak nadzieję, że wraz z kolejnymi aktualizacjami oprogramowania producent wyeliminuje ten problem lub przynajmniej znacząco go ograniczy.
Gdybym miał wskazać idealnego użytkownika tego modelu, byłaby to osoba posiadająca stosunkowo prosty ogród. Nie musi być mały, nie musi być pozbawiony podziału na strefy, ale dobrze, żeby na trawniku nie znajdowało się zbyt wiele przeszkód, które robot musi stale omijać. W takich warunkach STIGA A15V potrafi pokazać pełnię swoich możliwości.
Jeżeli natomiast ogród jest bardzo skomplikowany, pełen niewielkich drzewek, klombów, trampolin, zabawek i innych elementów znajdujących się w losowych miejscach bezpośrednio na trawniku, przed zakupem warto dobrze przemyśleć swoją decyzję albo poczekać na kolejne aktualizacje systemu wykrywania przeszkód.
Mimo tych zastrzeżeń końcowa ocena po testach pozostaje pozytywna. STIGA A15V to świetne urządzenie dla osób z prostym ogrodem, którym zależy na pięknym, równym i cichym koszeniu.