Testowałem Sunseekera Elite X7 Gen 2. Po kilku tygodniach nie chcę już wracać do zwykłej kosiarki

Przez długi czas wydawało mi się, że robot koszący to sprzęt bardziej dla ludzi, którzy mają idealny ogród z katalogu niż normalny, „życiowy” trawnik. U mnie jest około 1000 m², sporo drzew, rabaty, wąskie przejazdy, dziecięce drabinki i masa miejsc, w których teoretycznie coś powinno się zawiesić albo pogubić. Z drugiej strony bardzo lubię efekt świeżo i równo skoszonej trawy, tylko regularnie brakowało mi czasu, żeby utrzymywać ogród dokładnie w takim stanie, jakbym chciał. Dlatego z dużą ciekawością podszedłem do testów Sunseekera Elite X7 Gen 2, którego dostałem od polskiego dystrybutora. Po kilku tygodniach użytkowania mogę już spokojnie powiedzieć, że to jeden z tych sprzętów, które naprawdę zmieniają codzienne funkcjonowanie wokół domu.
Mój ogród nie jest łatwym miejscem dla robota koszącego
Zanim w ogóle zacząłem testy Sunseekera Elite X7 Gen 2, miałem spore wątpliwości, jak robot poradzi sobie w moim ogrodzie. To nie jest prosty, równy prostokąt z katalogu dewelopera, tylko dość „życiowa” przestrzeń z masą miejsc, w których teoretycznie coś mogłoby pójść nie tak.
Sam trawnik ma około 1000 m², ale dużo większym wyzwaniem od powierzchni jest jego układ. Ogród ma nieregularny kształt, sporo rabat, klombów, drzew i kilka wąskich przejazdów. Do tego dochodzą dziecięce konstrukcje, drabinki, czy psie zabawki, które regularnie pojawiają się na trawie. Innymi słowy — idealne miejsce, żeby sprawdzić, czy robot faktycznie jest inteligentny, czy tylko dobrze wygląda w materiałach marketingowych.
Sam teren jest na szczęście praktycznie płaski, więc odpadał temat testowania stromych podjazdów czy trudnych nachyleń. Trawa też nie była żadnym pokazowym angielskim trawnikiem. Wręcz przeciwnie — miejscami jest dość mocno zachwaszczona i daleko jej do perfekcji. Miałem nadzieję, że regularne koszenie z pomocą robota choć trochę poprawi jej stan.
Pierwsze wrażenie? Ten robot jest naprawdę duży
Pierwszą rzeczą, którą pomyślałem po wyjęciu Sunseekera Elite X7 Gen 2 z pudełka było: „to nie jest zabawka do małego ogródka”. Robot jest po prostu duży. Duży i ciężki. Już po samych gabarytach widać, że producent projektował go raczej z myślą o większych powierzchniach niż niewielkich ogródkach przy szeregowcu.
Z jednej strony trochę mnie to zaskoczyło, ale z drugiej szybko zrozumiałem, skąd to się bierze. Ten model ma szerokość koszenia aż 35 cm, podczas gdy wiele mniejszych robotów do niewielkich ogrodów oferuje zwykle około 18–22 cm. I naprawdę czuć to później podczas pracy. Sunseeker Elite po prostu szybko pokrywa kolejne fragmenty ogrodu, zamiast przez pół dnia jeździć po tej samej powierzchni.
Na szczęście producent dobrze przemyślał kwestie przenoszenia robota. Przy takich gabarytach łatwo byłoby zrobić sprzęt niewygodny do podnoszenia, ale tutaj uchwyty są naprawdę sensownie rozmieszczone. Robot ma konkretne miejsca, za które można go wygodnie złapać i przenieść bez kombinowania.
W zestawie znalazłem samą kosiarkę, stację dokującą, akumulator, instrukcję i szpilki do przytwierdzenia stacji do podłoża. Całość już po wyjęciu z pudełka sprawiała dobre wrażenie. Nie miałem poczucia obcowania z tanim, plastikowym sprzętem z marketu, ale też nie jest to taki przesadzony technologiczny pokaz możliwości za absurdalne pieniądze. Raczej coś, co określiłbym jako solidną średnią półkę — sprzęt, który sprawia wrażenie dobrze wykonanego i sensownie wycenionego.

Konfiguracja i pierwsze mapowanie. Tutaj było lepiej, niż się spodziewałem
Sama konfiguracja Sunseekera Elite nie była trudna. Najwięcej czasu paradoksalnie nie zajęło mi samo uruchomienie robota, tylko znalezienie miejsca dla stacji dokującej z odpowiednio mocnym sygnałem Wi-Fi.
Przez pierwsze kilkanaście minut trochę kombinowałem, gdzie właściwie ustawić bazę. Miałem też lekkie wątpliwości, czy taki robot faktycznie może stać cały czas na otwartej przestrzeni — bez żadnego zadaszenia, przy deszczu i działających zraszaczach. Ostatecznie stacja stanęła około dwóch metrów od ściany domu i od tego momentu wszystko działało już bez problemów.
Co ciekawe, producent faktycznie dość mocno podkreśla w instrukcji, że przed stacją powinno być możliwie dużo otwartej przestrzeni. Sunseeker Elite zaleca pozostawienie minimum około 1,5 metra wolnego miejsca przed bazą, a dodatkowo robot powinien mieć nad sobą możliwie szeroki widok na niebo — instrukcja mówi o około 100 stopniach otwartej przestrzeni.
Sama aplikacjajest przejrzysta i bardzo przypomina rozwiązania znane z robotów sprzątających pokroju Roborocka czy Dreame. Nie miałem poczucia walki z interfejsem ani przekopywania się przez dziesiątki dziwnie nazwanych opcji. Większość rzeczy była po prostu intuicyjna, a parowanie odbywa się przez skanowanie kodu QR znajdującego się na obudowie robota.
Najciekawiej zrobiło się jednak przy mapowaniu ogrodu. Na początku puściłem automatyczne mapowanie i muszę przyznać, że w wielu miejscach działało ono naprawdę dobrze. Dopóki robot poruszał się wzdłuż wyraźnych granic — płotków, ścian tarasu czy większych krzewów — tworzenie mapy przebiegało praktycznie bezobsługowo.
Problemy zaczęły się dopiero przy fragmentach ogrodu, gdzie granice były mniej oczywiste. Mam kilka rabat z niskimi roślinami i w takich miejscach robot trochę się gubił, próbując zmapować również fragmenty, których finalnie nie chciałem uwzględniać. Szczerze mówiąc, trudno nawet mieć o to większe pretensje, bo tam faktycznie nie było wyraźnej granicy między trawnikiem a rabatami.
W tym momencie przeszedłem na mapowanie ręczne i tutaj Sunseeker Elite bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Sterowanie robotem z poziomu telefonu działało naprawdę wygodnie i miałem wrażenie, że zostało rozwiązane lepiej niż w innych robotach, z którymi wcześniej miałem do czynienia.
Bardzo spodobało mi się też podejście do tworzenia stref. Najpierw mogłem zmapować cały ogród jako jedną dużą przestrzeń, a dopiero później podzielić ją sobie na konkretne sekcje. To dokładnie ten sam sposób działania, który znam z robotów sprzątających takich jak Roborock czy Dreame i w praktyce okazuje się dużo wygodniejszy niż tworzenie wszystkiego od początku „na sztywno”.
Nie obyło się jednak bez drobnych minusów. Przy automatycznym mapowaniu robot zostawił w kilku miejscach fragment trawnika przy obrzeżu. Nie była to duża przestrzeń, ale próba korekty granic strefy w aplikacji okazała się mało intuicyjna. Opcja korekty teoretycznie istnieje w aplikacji, ale szczerze mówiąc, nie do końca udało mi się z niej wygodnie skorzystać. I to chyba jedna z tych rzeczy, które producent mógłby jeszcze dopracować.

Jak Sunseeker Elite X7 radzi sobie podczas codziennego koszenia?
Po pierwszych konfiguracjach i zabawie z mapowaniem najważniejsze było dla mnie jedno — czy ten robot po prostu będzie działał bez ciągłego pilnowania. I tutaj Sunseeker Elite zrobił na mnie naprawdę bardzo dobre wrażenie.
Przez cały okres testów praktycznie ani razu nie miałem sytuacji, w której robot gdzieś się zawiesił, zakopał albo utknął. Normalnie wyjeżdżał do pracy, robił swoje i wracał do stacji dokującej. I to mimo że mój ogród zdecydowanie nie należy do prostych.
Co ciekawe, nawet nie oznaczałem na mapie większości mniejszych przeszkód. Mam w ogrodzie między innymi dziecięce drabinki i metalową kopułę do wspinania. Szczerze mówiąc, byłem praktycznie pewny, że robot prędzej czy później się tam zatnie, bo podpory tej konstrukcji znajdują się bardzo nisko — jakieś 3–4 cm nad ziemią i dodatkowo są ukryte w trawie. Tymczasem Sunseeker Elite bez problemu zauważał całą konstrukcję i ani razu nie próbował na nią najechać.
Podobnie było z drzewami czy innymi przeszkodami znajdującymi się w ogrodzie. Robot po prostu je wykrywał i omijał bez potrzeby ręcznego ustawiania wszystkiego na mapie. Tak naprawdę ustawiłem tylko dwie strefy zakazane w miejscu większych klombów, ale w sumie nie było to niezbędne. To bardzo wygodne, bo przy bardziej „życiowym” ogrodzie liczba potencjalnych przeszkód potrafi się zmieniać praktycznie co chwilę.
Samo koszenie oceniam dobrze. Bardzo ważne jest, aby nie puścić pierwszego przejazdu robota na nieskoszony trawnik, bo efekt nie będzie taki, jakiego się spodziewamy. Cały zamysł pracy tego typu urządzenia polega na tym, aby ciąć trawnik dosłownie o milimetry, ale za to codziennie lub prawie codziennie.
Podobało mi się też to, że Sunseeker Elite nie jeździł po ogrodzie w chaotyczny sposób. Trawnik po koszeniu wyglądał równo i estetycznie, bez śladów przypadkowego krążenia we wszystkie strony. Widać było, że robot pracuje według konkretnego schematu.
Warto natomiast wspomnieć o koszeniu krawędzi. Gdy funkcja cięcia obrzeży nie była aktywna, robot zostawiał przy bokach trochę wyższej trawy. Po włączeniu funkcji regularnego cięcia krawędzi efekt był lepszy, ale tak jak w praktycznie każdym robocie - nie idealny.
Miałem też jedną zabawną sytuację, która dobrze pokazuje, jak ostrożnie działa system wykrywania przeszkód. Kilka razy robot ominął pojedynczego wystającego dmuchawca, prawdopodobnie uznając go za przeszkodę. Z jednej strony trochę zabawne, z drugiej — wolę takie zachowanie niż sytuację, w której robot bez zastanowienia wjeżdża we wszystko, co znajdzie na swojej drodze.

Aplikacja potrafi naprawdę dużo. Ale nie jest idealna
Po kilku dniach korzystania z Sunseekera Elite X7 Gen 2 zacząłem mieć bardzo mocne skojarzenia z nowoczesnymi robotami sprzątającymi. I to akurat duży plus, bo aplikacja działa dokładnie w takim stylu, jaki znam choćby z Roborocka czy Dreame.
Już po pierwszym mapowaniu widać było, że producent postawił tutaj na bardzo dużą możliwość konfiguracji. Można ustawić między innymi:
- prędkość jazdy robota,
- prędkość obrotów tarczy tnącej,
- wysokość koszenia,
- kierunek koszenia,
- harmonogram pracy,
- częstotliwość koszenia krawędzi,
- a nawet to, czy robot ma wykonywać cięcie obrzeży na początku czy dopiero na końcu pracy.
Do tego dochodzi możliwość ustawienia opóźnienia po deszczu, więc robot może automatycznie odczekać określony czas przed ponownym wyjazdem na trawnik. Przy mokrej trawie również nie zauważyłem zresztą większych problemów podczas samego koszenia.
Bardzo ciekawą funkcją okazały się też mapy jakości sygnału. Po kilku koszeniach aplikacja pokazuje osobny podgląd siły sygnału Wi-Fi, 4G i systemu pozycjonowania w różnych częściach ogrodu. To trochę gadżet, ale jednocześnie fajnie pokazuje, dlaczego w niektórych miejscach robot może działać lepiej niż w innych.
Nie wszystko działało jednak idealnie. Kilka razy zdarzyło mi się, że postępy pracy robota nie chciały odświeżać się na mapie. Sam robot normalnie dalej pracował, ale aplikacja wyglądała tak, jakby zatrzymała się w miejscu. Dopiero całkowite wyłączenie i ponowne uruchomienie aplikacji rozwiązywało problem. To akurat duży minus, nad którym producent powinien popracować. Psuło to wrażenie dopracowanego systemu. Zwłaszcza że cała reszta aplikacji sprawiała naprawdę nowoczesne i przemyślane wrażenie.

Sunseeker Elite X7 naprawdę szybko kosi duże powierzchnie
Największym zaskoczeniem podczas całych testów było dla mnie chyba tempo pracy tego robota. Już po pierwszych dniach zacząłem zauważać, że Sunseeker Elite po prostu bardzo szybko ogarnia kolejne fragmenty ogrodu.
Gdy ustawiałem mu sekcje po 300–400 m², potrafił skosić je w mniej niż godzinę. I nie mówię tutaj o jakimś „przelocie” po trawie, tylko normalnym, dokładnym koszeniu. Przy moim ogrodzie całość, razem z ładowaniem, zajmowała zwykle mniej niż 5 godzin. Robot dawał radę zrobić wszystko na dwóch ładowaniach.
W praktyce oznaczało to jedną bardzo ważną rzecz — nie miałem wrażenia, że robot cały dzień jeździ po ogrodzie. Przy niektórych mniejszych modelach czasami można odnieść wrażenie, że urządzenie praktycznie non stop siedzi na trawniku. Tutaj było zupełnie inaczej. Sunseeker Elite po prostu robił swoje i kończył pracę stosunkowo szybko.
Duży wpływ ma na to prawdopodobnie wspomniana wcześniej szerokość koszenia 35 cm. Przy większych ogrodach naprawdę robi to różnicę i bardzo dobrze widać, że ten model projektowano raczej pod większe powierzchnie.
Pozytywnie zaskoczyła mnie też kultura pracy. Robot nie jest specjalnie głośny ani uciążliwy. Bez problemu można puścić go rano, wieczorem albo nawet w nocy i praktycznie przestać się nim interesować. Specjalnie testowałem go zarówno po ciemku, jak i w ciągu dnia i w obu przypadkach działał równie dobrze.
I chyba właśnie to jest największy komplement, jaki mogę mu dać — po pewnym czasie praktycznie zapomina się, że ten robot istnieje. Po prostu regularnie wyjeżdża, kosi trawę i wraca do bazy. A człowiek zamiast wyciągać kosiarkę co weekend, ma po prostu stale zadbany trawnik.

Co można byłoby jeszcze poprawić?
Mimo że Sunseeker Elite X7 Gen 2 zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, podczas testów znalazło się kilka rzeczy, które producent mógłby jeszcze dopracować.
Największe zastrzeżenia mam chyba do późniejszej korekty mapy. Sam proces mapowania działa dobrze, szczególnie przy wyraźnych granicach ogrodu, ale gdy robot zostawił mi fragment nieskoszonego pasa przy obrzeżu trawnika, poprawienie istniejącej mapy okazało się mniej intuicyjne, niż się spodziewałem. Opcja edycji oczywiście istnieje, ale mam wrażenie, że mogłaby być rozwiązana po prostu wygodniej.
Druga rzecz to sama aplikacja. Ogólnie jest bardzo nowoczesna i funkcjonalna, ale kilka razy zdarzyło mi się, że podgląd postępów koszenia nie odświeżał się poprawnie. Robot normalnie dalej pracował, natomiast aplikacja wyglądała tak, jakby zatrzymała się w miejscu. Pomagało dopiero jej ponowne uruchomienie.
Warto też pamiętać, że mimo wszystko nadal jest to robot koszący, a nie magia. Sunseeker Elite utrzymywał trawnik w dobrej kondycji, ale raz na jakiś czas trzeba było wyciągnąć podkaszarkę, żeby poprawić trudno dostępne miejsca. Tyle że różnica polega na tym, że wcześniej poświęcałem około dwóch godzin tygodniowo na pełne koszenie (a po nawożeniu nawet raz na 5 dni), a z robotem zajmowało to 15 minut raz na 2 tygodnie. I nie było to coś koniecznego – raczej kwestia mojego pedantycznego podejścia do trawnika.
Nie każdemu przypadną też do gustu same gabaryty urządzenia. Ten robot jest naprawdę duży i moim zdaniem zdecydowanie lepiej pasuje do większych ogrodów niż małych, ciasnych działek. Przy moich 1000 m² było to wręcz zaletą, ale przy niewielkim ogródku poszukałbym czegoś mniejszego.
Po kilku tygodniach nie chcę już wracać do zwykłej kosiarki
Po kilku tygodniach testów mogę spokojnie powiedzieć, że Sunseeker Elite X7 okazał się jednym z tych urządzeń, które realnie zmieniają codzienne funkcjonowanie wokół domu. Nie dlatego, że robi wszystko perfekcyjnie, ale dlatego, że po prostu bardzo skutecznie przejmuje najbardziej czasochłonną część dbania o ogród.
Najlepiej podsumowuje to chyba fakt, że wcześniej regularne koszenie mojego trawnika zajmowało mi około dwóch godzin tygodniowo. Teraz w praktyce sprowadza się to do sporadycznego podkoszenia kilku miejsc raz na dwa tygodnie.
I co najważniejsze — trawnik wygląda lepiej niż wtedy, gdy sam kosiłem go raz w tygodniu klasyczną kosiarką. To zresztą typowy efekt regularnego, częstego podcinania trawy przez roboty koszące. Trawnik po prostu przez większość czasu wygląda świeżo i równo.
Przez cały okres testów największe problemy miałem na samym początku – z konfiguracją i sparowaniem urządzenia. Później było już tylko lepiej. Nie musiałem go ratować z przypadkowych miejsc, nie szukałem go po ogrodzie i nie miałem sytuacji, w której całkowicie pogubiłby mapę czy odmówił współpracy.
Czy jest idealny? Nie. Aplikacja wymaga jeszcze drobnych poprawek, edycja map mogłaby być wygodniejsza, a przy krawędziach - tak jak w praktycznie każdym innym robocie - nadal czasem przyda się podkaszarka. Ale mimo tego całościowe wrażenie po testach mam bardzo pozytywne.
I szczerze mówiąc — po kilku tygodniach z Sunseekerem Elite X7 Gen 2 naprawdę trudno wrócić do perspektywy regularnego wyciągania zwykłej kosiarki co weekend.