Na początek rozpoznanie problemu

Mieszkam w domu jednorodzinnym wybudowanym w latach 1985 – 1990. Były to czasy, w których występowały duże niedobory w dostępności materiałów budowlanych. W związku z tym często budowano z tego, co akurat udało się kupić. Na ogół były to materiały niespełniające dzisiejszych standardów, o czym przekonałam się przy okazji awarii kanalizacji.

Problem z kanalizacją w moim domu zaczął się dość niespodziewanie. Pewnego dnia z kabiny prysznicowej zaczęła wylewać się brudna, mętna ciecz. Chwilę później woda pojawiła się w wannie, a poziom tafli w sedesie znacząco się podniósł. Jak się później okazało, był to dopiero początek większej awarii, o której istnieniu nikt z domowników nie zdawał sobie jeszcze sprawy.

Nagłe zatkanie wszystkich punktów kanalizacyjnych na dolnym poziomie budynku było sporym utrudnieniem, ale i problemem do szybkiego rozwiązania. W związku z tym sięgnęliśmy po kilka rozwiązań polecanych przez hydraulików.

Pierwsze podejście do udrażniania rur kanalizacyjnych – spirala do przepychania

Zaraz po zatkaniu rur kanalizacyjnych kupiliśmy 10-metrową spiralę do przepychania. Produkt dostępny w każdym większym markecie budowlanym i w sklepach hydraulicznych. Zasada działania spirali do przepychania rur jest bardzo prosta. Najlepiej, jeśli prace wykonują dwie osoby. Jedna z nich wkłada spiralę do środka odpływu (np. po zdemontowaniu toalety), druga obraca pokrętło znajdujące się na końcu spirali.

W efekcie obrotu pokrętła dochodzi do intensywnego obracania się umieszczonej w rurze spirali. W przypadku mniejszego zatoru w instalacji kanalizacyjnej można skutecznie usunąć problem. Niestety w przypadku kanalizacji w naszym domu rozwiązanie nie zdało egzaminu. 10-metrowa spirala do przepychania rur kanalizacyjnych nie przyniosła żadnego efektu.

Kolejnym krokiem było wezwanie fachowców z lokalnego zakładu usług komunalnych. Pracownicy „komunalki” przyjechali, sprawdzili drożność głównej rury kanalizacyjnej pod ulicą i odjechali. Okazało się, że problem znajdował się na naszej posesji, więc pracownicy nie będą się nim zajmować. Problem w tym, że na posesji nie było żadnej studzienki rewizyjnej. Jedyny dostęp do poziomych rur kanalizacyjnych znajdował się w starej, nieużywanej komorze po szambie. W związku z bardzo słabym dostępem do rur zdecydowaliśmy się na kolejne działania z domu.

Drugie podejście – środek do udrażniania rur kanalizacyjnych

Kolejne polecone przez lokalnego hydraulika rozwiązanie polegało na zastosowaniu środka do udrażniania rur kanalizacyjnych. Polecono zakup preparatu o nazwie Melt, który powinien poradzić sobie z praktycznie każdym zatorem.

Przeczekaliśmy kilkanaście godzin, aby ciecz znajdująca się przed zatorem lekko opadła. Następnie wlaliśmy preparat w odpływ od sedesu, odpływ wanny i kabiny prysznicowej (po około 200 mililitrów na każdy punkt). Przeczekaliśmy kilkanaście minut i zalaliśmy wodą, tak jak kazała instrukcja. Efekt był możliwy do przewidzenia – preparat chemiczny nie udrożnił rury, zamiast tego część czarnej substancji wydostała się do kabiny prysznicowej (najniższy punkt instalacji). Zatem należało uznać, że druga próba udrażniania kanalizacji zakończyła się całkowitą klapą.

Podejście trzecie – mechaniczne udrażnianie podziemnej rury kanalizacyjnej

Kolejna doba za nami. W trzecim kroku postanowiliśmy dostać się do podziemnej rury kanalizacyjnej na zewnątrz budynku. W związku z brakiem jakiegokolwiek dostępu do rewizji pozostało jedynie odkopanie włazu po starym szambie. To właśnie w starej, nieużywanej od wielu lat komorze umieszczono kiedyś połączenie wychodzącej z domu rury kanalizacyjnej i rury prowadzącej do głównej kanalizacji miejskiej.

Tutaj pojawiła się pierwsza istotna niespodzianka. W domu znajdowały się stare, żeliwne rury kanalizacyjne fi 110 mm. W miejscu połączenia w komorze szamba znajdowało się przejście na plastikową rurę fi 160 mm, łączącą instalację domową z główną studzienką kanalizacyjną. W miejscu połączenia nie było żadnej rewizji, jedynie kolanka i plastikowe rury, które udało się łatwo zdemontować.

Odcinek pomiędzy starą komorą po szambie a studzienką kanalizacyjną pod ulicą okazał się w pełni drożny. Źródłem problemu był zator w żeliwnych rurach pomiędzy domem a komorą starego szamba (odcinek około 4 metrów). Próba udrażniania rury od strony komory okazała się kolejną porażką. Nie pomogła długa sprężyna, ani długi drut, którym próbowano udrożnić zator. Sprawdź także ten artykuł z poradami, czym i jak udrożnić rury.

Hydraulik - gdzie szukać?
Poniżej przedstawiamy ponad 28 000 sprawdzonych hydraulików w serwisie Fixly w poszczególnych miastach:

Podejście czwarte – remont instalacji kanalizacyjnej

Po kilku dniach w końcu udało się znaleźć fachowca, który podjął się wymiany poziomych rur kanalizacyjnych i miał wolny termin. Ziemię pomiędzy komorą szamba a domem wybrała mini koparka, dzięki czemu nie trzeba było tracić kolejnego czasu na żmudne kopanie łopatą. Przy okazji udało się znaleźć źródło zatoru. Jedna z żeliwnych rur znajdujących się pomiędzy domem a komorą była zablokowana na znacznej długości.

Zamiast starych, żeliwnych rur fi 110 wstawiono rury plastikowe fi 160. Dodatkowo na odcinku w piwnicy oraz w starej komorze po szambie zamontowano rewizje. W ostatnim kroku wystarczyło ponownie zabezpieczyć ścianę budynku i zakopać nową rurę kanalizacyjną. Naprawa usterki kanalizacji w domu jednorodzinnym trwała łącznie przez 5 dni. Koszty zamknęły się w kwocie poniżej 3 000 zł. W wydatkach znalazła się sprężyna udrażniająca (około 120 zł), dwa środki udrażniające (70 zł), usługa minikoparki (200 zł), wymiana rur wraz z materiałem 2 500 zł.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 97,6% czytelników artykuł okazał się być pomocny